Facetom wstęp wzbroniny! Czyli pobyt w SPA

Macie czasem ochotę uciec od życia codziennego, zaszyć się w przytulnym i kameralnym dworku, gdzie całe dnie będziecie rozpieszczane od stóp do głów? Mam dla Was pomysł! Jedźcie to Talaria Resort & Spa! :)



Jeden z pierwszych, wrześniowych weekendów spędziłam w towarzystwie dwóch przyjaciółek (docelowo miało nas być 4, ale niestety sezon chorobowy w pełni), relaksując się na zabiegach, plotkując, pływając w basenie, jedząc, jeszcze raz plotkując i jeszcze raz jedząc. Ale od początku!

Talaria to odrestaurowany XIX-wieczny pałac, w którym znajduje się część hotelowa, gastronomiczna oraz SPA. Oprócz niej, na terenie obiektu znajduje się również tzw. pawilon parkowy, w którym znajdziecie pozostałą część pokoi hotelowych. Całość otacza piękny, zielony teren z wcale nie takimi małymi jeziorkami, na których można pływać łódką. Miejsce jest naprawdę magiczne! SPA położone jest we wsi Trojanów, "schowane" przed domostwami, jest więc kameralnie, a do tego natura jest na wyciągnięcie ręki. Niekiedy niestety aż za bardzo. Przyznam bowiem szczerze, że jedynym mankamentem położenia całego kompleksu były dla mnie wszędobylskie pająki. A te miałyśmy na dzień dobry w pokoju (na do widzenia zresztą też). Podejrzewam, że problem leży w bliskości wody, niemniej dobrze, aby personel hotelu zwracał uwagę na tego typu "szczegóły".



Warto również zwrócić uwagę na fakt, że to w pałacu znajduje się oprócz części z pokojami hotelowymi również część gastronomiczna oraz SPA. Pawilon parkowy oddalony jest od pałacu o co najmniej 40m i chociaż moim zdaniem pokoje są w nim ładniejsze, to zdecydowanie zaletą nie jest brak bezpośredniego połączenia z kompleksem. Cała wygoda mieszkania w pałacu polegała na tym, że... Cały czas możemy po nim śmigać w szlafrokach :) Jak same się, więc domyślacie, trochę ciężko jesienią czy zimą paradować przez dwór tylko w takim odzieniu. Pałac rozwiązał tę kwestię poprzez szatnię, jednak moim zdaniem, kiedy zmuszone jesteśmy przebrać się dopiero w SPA, pobyt traci nieco ze swojej unikatowości. Bo przyznajcie szczerze przed samą sobą, kiedy ostatnio będąc w hotelu wybrałyście się na śniadanie, obiad czy kolację w szlafrokach? ;)





Poza małymi minusami, wszystko było idealne, nie dziwię się więc samym pozytywnym opiniom kierowanym w stronę Talarii. Jeszcze przed rezerwacją zostały nam przedstawione oferty, z których wybrałyśmy pakiet "Cztery żywioły" zawierający dwa noclegi, kolację w dniu przyjazdu, 3 posiłki dnia następnego oraz śniadanie w dniu wyjazdu, a także zabiegi: okład z torfu na całe ciało, ognisty masaż pleców, zabieg na twarz oraz masaż stóp. W pakiecie można korzystać również z sauny, basenu oraz jacuzzi.

W kwestii jedzenia, zanim przejdę do opisu pobytu - śniadanie podane było w formie bufetu, gdzie do wyboru były naleśniki z konfiturami, croissanty z różnego rodzaju polewami, jajecznica, jajka, łosoś, pomidor z mozarellą, wędliny, pieczywo i inne; natomiast obiad i kolacja serwowane były do stolika. O ile pierwsze z dań można było swobodnie sobie dawkować to wielkość pozostałych dwóch musiałyśmy pozostawić już szefowi kuchni. I tu głęboki ukłon w jego stronę, bowiem porcje były po prostu idealnej wielkości. Z posiłku nie wychodziło się ani głodnym, ani zbyt przejedzonym. Brawo! Brakowało mi tylko deseru w postaci domowego ciasta. Przechodząc jednak do opisu pobytu...

Do SPA dojechałyśmy w piątek wieczorem, gdzie powitano nas drinkiem, a następnie zaproszono do pokoju. Jak wspomniałam wyżej, w pakiet wliczona była również powitalna kolacja.

Kolejny dzień rozpoczął się dla nas dość wcześnie, ale z miejsca bardzo relaksująco - udałyśmy się na masaż stóp, następnie miałam zabieg na twarz (peeling wraz z maską z alg) - tutaj zachwytów nie było, być może dlatego, że miałam już kiedyś przyjemność mieć podobny zabieg. Nie mogę jednak odmówić tej sesji tego, że dzięki niej moja twarz była przyjemnie miękka i gładka w dotyku. Zaraz po "twarzy" miałam okład z torfu. Już sama nazwa brzmiała dla mnie intrygująco, ale skoro pakiet nosił nazwę "4 żywioły" to i ziemia musiała znaleźć się gdzieś w naszym harmonogramie ;) okazało się, że to chyba najprzyjemniejszy dla mnie zabieg ever! Polegał na położeniu się na macie, na którą nałożona została folia. Następnie kosmetyczka nałożyła na moje ciało torf, owinęła je folią, wykonała parę magicznych ruchów i już leżałam w przyjemnie ciepłym materacu, który porównać mogłam do łóżka wodnego. Potem zostawiono mnie samą z własnymi myślami i uczuciem błogości... Efekt? Prawie usnęłam! I szczerze to właśnie ten zabieg zrelaksował mnie najlepiej ze wszystkich.
Ostatni w tym dniu przyjemności był ognisty masaż pleców, czyli masaż zakończony położeniem ręcznika na plecach, wylaniem na niego alkoholu, a następnie podpaleniem. Żałuję, że na zabiegu nie było ze mną nikogo, kto mógłby zrobić zdjęcie lub nakręcić z tego film.
Uwaga! Warto od razu przy bookowaniu pakietu zarezerwować godziny zabiegów, aby zapewnić sobie sensownie ułożone godziny - zwłaszcza, jeśli jest się w dwie lub więcej osób. To ma być Wasz pobyt, więc wypadałoby, abyście spędziły/li (bo w tygodniu do Talarii wstęp mają również mężczyźni, ponadto czasem hotel robi weekendy "koedukacyjne") go wspólnie, a nie mijając się w drodze na lub z zabiegu. Ponadto wszystkie 4 zabiegi skumulowane w jednym dniu nie były chyba zbyt dobrym pomysłem - co prawda zdążyłyśmy skorzystać z basenu i jacuzzi (wieczorami były całe dla nas!), dziewczyny z sauny oraz przejść się po terenie obiektu, mi osobiście brakowało jednak chwili z książką na leżaczku w ogrodzie, tym bardziej, że to był naprawdę ciepły weekend.





Podsumowując, był to dwa dni uczty dla ciała i zmysłów, czasu tylko dla nas - kobiet. Co tu mówiąc więcej? Do następnego, Talaria!

3 komentarze: