Lirene brązujący balsam do ciała pod prysznic - hit czy kit?

czwartek, 15 września 2016
Skóra lekko muśnięta słońcem jest jedną z tych cech lata, których brakuje nam podczas nadchodzących właśnie jesieni i zimy. Bo kto nie lubi widoku przybrązowionego ciała, które tak idealnie komponuje się z wszelkimi kolorami ubrań oraz podkreśla maniciure czy sam make-up? Są sposoby na to, aby na dłużej zatrzymać z nami słońce, a raczej opaloną skórę. Jednym z nich mógłby być Brązujący balsam do ciała pod prysznic od Lirene. Czy rzeczywiście możemy się nim posiłkować w walce o przedłużenie opalonej skóry?

Lirene brązujący balsam do ciała pod prysznic

 

Balsam brązujący pod prysznic - nietypowa forma kosmetyku brązującego


Brązujący balsam do ciała pod prysznic znajdziecie w dwóch wersjach - do jasnej karnacji i do ciemnej. Ja jestem właśnie w trakcie testów (a raczej przy ich końcu) balsamu przeznaczonego do skóry ciemniejszej.

"Kosmetyk stopniowo nadaje skórze naturalny, świetlisty odcień opalenizny oraz zapewnia uczucie niezwykłej miękkości. Bez konieczności stosowania dodatkowego balsamu lub produktu brązującego! Balsam zapewnia efekt skóry muśniętej słońcem, którego intensywność uzależniona jest od ilości użyć. Nadaje skórze całego ciała równomierny, złocisty koloryt, bez smug i przebarwień oraz bez specyficznego zapachu samoopalacza. Dzięki specjalnej formule idealnie rozprowadza się na mokrej skórze, zapewniając wygodną i precyzyjną aplikację – również w trudno dostępnych miejscach (szyja, wewnętrzna strona ramion i ud). Dzięki zawartości wyciągu z bursztynu balsam wzmacnia naturalny kolor skóry."

Balsam zamknięty jest w 200ml tubce, a więc całkiem normalnej pojemności jak na produkty brązujące. Forma opakowania jest bardzo wygodna pod prysznicem, bowiem otwarcie nie nastręcza problemów także podczas, gdy nasze dłonie są mokre od wcześniejszego prysznica. Dodatkowym argumentem przemawiającym za formą tubki jako opakowaniem idealnym dla tego typu kosmetyków jest możliwość rozcięcia jej, aby wydobyć preparat do ostatniej kropli.

Konsystencja jest typowa dla... Lekkich mleczek do ciała. Balsam jest barwy białej, który po rozsmarowaniu na ciele tworzy przezroczysty, mokry film. Osobiście czasami miałam problem z rozsmarowaniem produktu do formy przezroczystej mazi, odniosłam wrażenie, że produkt jest nieco oporny, jeśli w jednym miejscu nałożymy go zbyt wiele. A pamiętajmy, że dobre rozprowadzenie balsamu gwarantuje ładniejszy, bardziej dokładny efekt opalenizny bez smug i białych, nieopalonych powierzchni skóry.


Lirene brązujący balsam do ciała pod prysznic

Przyjemna aplikacja z wrażeniami zapachowymi


Podczas aplikacji balsamu, moja uwaga została zaprzątnięta również bardzo miłym dla nosa zapachem - producent miał absolutną rację - próżno szukać w brązującym balsamie do ciała pod prysznic Lirene typowej dla brązerów woni. Tu napotykamy delikatny, mi osobiście kojarzący się bardziej z profesjonalnymi kosmetykami do włosów, zapach. Jak to w takich przypadkach bywa, ciężko jednoznacznie określić do czego podobna może być woń, która z pewnością urzeknie większość z nas. W składzie wspomniany jest tylko składnik "parfum". Ot swoisty umilacz, ale nie to jest w tym produkcie najważniejsze...

Muszę przyznać, że odkąd wróciłam z wakacji, czyli przez połowę lipca, cały sierpień i aż do teraz, na moją skórę od czasu do czasu aplikuję samoopalacz, o którym kiedyś jeszcze na pewno Wam opowiem, bo jest wręcz fenomenalny :) Brązujący balsam do ciała pod prysznic stosuję, więc w ramach podtrzymania efektów samoopalacza, a co za tym idzie nie jestem, więc w stanie póki co sprawdzić jakie rezultaty dawałby balsam Lirene na ciele nieopalonym i bez ingerencji kosmetyków brązujących. Jednak dzięki temu produktowi, nie mam konieczności aplikowania samoopalacza codziennie po prysznicu.
Balsam pod prysznic aplikuję w sposób, w jaki zaleca producent, czyli po umyciu ciała żelem pod prysznic, przystępuję do aplikacji balsamu. Jak pisałam wyżej, czasem natrafię na opór w rozsmarowaniu produktu, podejrzewam, że może to być problem z nałożeniem zbyt dużej ilości produktu w jednym miejscu oraz tego, że balsam nie jest jednak łatwo rozsmarować na mokrej skórze. Gdy już jednak uporam się z rozsmarowaniem balsamu na całym, jeszcze wilgotnym po prysznicu, ciele (nie zajmuje to wiele więcej czasu niż aplikacja zwykłego balsamu do ciała), czekam chwilę (staram się przepisowe 3 minuty, ale nie zawsze mi to wychodzi), a następnie spłukuję produkt. Od jakiegoś czasu balsamu używam również jako zwykłego balsamu pod prysznic, a zatem pomijam kroki mycia ciała żelem oraz odczekania 3 minut po aplikacji. Mimo to, tak naprawdę dzięki temu balsamowi, samoopalacz mogę aplikować co 5 dni. 
Zasięgnęłam jednak informacji w internetach, a szczególnie do lubianego przeze mnie Wizaż.pl, który moim zdaniem jest ogromną kopalnią wiedzy dotyczącą kosmetyków, jednak sam balsam zbyt wielu recenzji jeszcze na tym portalu nie ma. I tu wypowiedzi kobiet stosujących produkt były podzielone - dwie zadowolone były z efektów, jednak zmiana była zauważalna dopiero po wykończeniu drugiej tubki lub po kilku razach od pierwszej aplikacji (producent obiecuje widoczne rezultaty po ok. 5 użyciach), natomiast dwie pozostałe - miały raczej mieszane odczucia.

Jeśli chodzi o właściwości nawilżające - wydaje mi się, że balsam nieco nawilża, bowiem po zmyciu go ze skóry nie odczuwałam nieprzyjemnego ściągnięcia czy po prostu suchości skóry. Inna sprawa, że należy ona do raczej normalnego typu, nie wymaga, więc porządnej dawki nawilżenia. Zaobserwowałam miękkość i gładkość mojego ciała.

Ostatnią kwestią, na którą chciałabym zwrócić uwagę to wydajność - nie liczyłam co prawda ilości aplikacji, wydaje mi się jednak, że balsam spokojnie wystarczy na trzy tygodnie codziennej aplikacji, biorąc pod uwagę rozsądne dawkowanie.

Lirene Bronze Collection

Lirene Bronze Collection
 

Podsumowując...


...nie wiem niestety jak kosmetyk zachowałby się na skórze, która nie jest muśnięta promieniami słonecznymi, dotknięta solarium czy też samoopalaczem, ale podejrzewam, że trzeba by ten balsam stosować codziennie oraz przez dłuższy czas, aby uzyskać widoczny efekt. Pamiętajmy również, że wszystko zależy od kolorytu naszej skóry i jej predyspozycji. Moim zdaniem jasne karnacje nie muszą się też obawiać wersji do ciemnej karnacji - według mnie balsam daje na tyle delikatne i stopniowe efekty, bez nieestetycznych smug, że raczej dziewczyny z jasnym odcieniem skóry nie powinny zrobić sobie nią krzywdy.
Przyznam szczerze, że sama nie wiem czy zdecydowałabym się na ten balsam jako kosmetyk do "opalenia" skóry, jeśli nie stosowałabym samoopalacza. Nieco problematyczne i z czasem denerwujące może być też odczekanie 3 minut pod prysznicem. Ale ostateczną decyzję pozostawiam WAM :)
Cena brązującego balsamu do ciała pod prysznic Lirene nie jest zawrotna - wynosi około 19 zł i powinnyście znaleźć go wszędzie tam, gdzie jest Lirene, czyli praktycznie we wszystkich drogeriach.

Dajcie znać czy miałyście, jeśli tak - czy zauważyłyście efekty? 
A może dopiero zastanawiacie się nad zakupem?

Buziaki,
Sylwia

23 komentarze:

  1. Ja go probowałam na taką własnie nieopaloną skórę i nie byłam zadowolona. Nie dość, że nudziłam się pod prysznicem to czulam ten smrodek później. I brak efektów:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smrodek? Akurat ja cały czas czuję dość przyjemny zapach :) Próbowałaś go używać przez dłuższy czas czy zaniechałaś prób po zaledwie kilku razach?

      Usuń
    2. Zużyłam go w całości. Podczas aplikacji jest miły zapach, ale po kilku godzinach czułam ten charakterystyczny dla samoopalaczy smrodek.

      Usuń
    3. Kurczę, ja nic nie czułam...

      Usuń
  2. Sama nie wiem. Nie przekonuje mnie taka forma balsamu brązującego. No i co robić na stojąco w wannie czy pod prysznicem te 3 minuty? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, te 3 minuty stania niestety są problematyczne. O ile teraz jest jeszcze w miarę ciepło, tak niestety w zimie po prysznicu i z wilgotną skórą nie wyobrażam sobie stać.

      Usuń
  3. No właśnie, a ja liczyłam, że on daje efekt od razu... ale bez woni typowej dla samoopalaczy czy bez smug i filmu na ciele. Te 3 minuty też mnie nie przekonują :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Typowej dla samoopalaczy woni nie uświadczysz :) Niestety, na efekty trzeba trochę poczekać.

      Usuń
  4. mam chęć na ten balsam brązujący pod prysznic od dawna i w końcu go kupię . nie opalam się na słońcu a też właśnie stosuję samoopalacze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro masz na niego chęć, to w końcu trzeba kupić :) Tez tak mam, że często chodzę wokół produktu, sama nie wiem do końca czy go potrzebuję, ale w końcu potem kupuję ;)

      Usuń
  5. U mnie efekt po wersji do ciemnej karnacji jest zadowalający ale to stanie pod prysznicem mnie wkurza trochę wkurza. Wykorzystuję ten czas na zrobienie peelingu twarzy i umycie zębów ale jakoś mi tak zimno wtedy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie kosmetyk jest świetny!3 minuty to nie jest jakaś ogromna ilość czasu wtedy można zrobić coś innego np.jak pisze Anna wyszorować ząbki:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie taka forma nie przekonuje, ale z drugiej strony nie wykluczam, że kiedyś spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie zastanawiam się nad jakimś balsamem brązującym, bo nogi mam białe jak ściana :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam na jego temat mieszane opinie i przyznam, że nie jestem do niego w pełni przekonana. Obawiam się, że dla mnie na dłuższą metę byłby trochę niewygodny w stosowaniu i wygrałby z nim standardowy samoopalacz, którego aplikacja zajmuje mi około 5 minut, a efekty są widoczne przynajmniej przez tydzień.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zamysł ciekawy, ale czy niezbędny? Do takiego przedłużania efektów samoopalacza faktycznie fajna sprawa, zwłaszcza jeśli produkt jest drogi. Ale solo chyba nie miałabym ochoty czekać tak długo na efekty (przy drugiej tubce ?!), ja lubię szybsze rozwiązania ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne zdjęcia :) Widziałam ten samoopalacz wczoraj w Rossmannie i nawet go powąchałam. Rzeczywiście ma bardzo przyjemny zapach. W każdym razie takie produkty samoopalające chyba nie są dla mnie. Szukam w sumie czegoś co by tylko przedłużyło moją opaleniznę :)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja już pisałam na IG, że byłam zadowolona ze swojego egzemplarza :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak dla mnie jest to produkt wręcz uzależniający! Mam słabość do produktów Lirene a to jest kolejny hit!

    Pozdrawiam
    Zapraszam do mnie : http://snowarskakarolina.blogspot.com/
    PS: Obserwuję i liczę na rewanż

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawe czy działałby bez żadnego samoopalacza czy opalenizny :) ale na letnią opaleniznę warto użyć :D

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar zostawić w komentarzu reklamę swojego bloga bez skomentowania w sensowny sposób posta, to nie licz na to, że do Ciebie zajrzę ;) Szanuję pracę innych i chciałabym, aby szanowano moją :)





SZABLON BY: PANNA VEJJS.