LONDYN: gdzie mieszkać? Jak tanio jeść? Co zobaczyć w weekend?

Jak pewnie wiele z Was wie (na pewno zauważyłyście moje instagramowe i fanpejdżowe spamowanie londyńskimi ulicami sasasa), w połowie grudnia moja stópka stanęła na brytyjskiej ziemi, a dokładniej w Londynie. Podróż do Londynu była moim marzeniem od kilku lat i wreszcie udało mi się moje marzenie spełnić! Cała wycieczka trwała krótko, bowiem w piątek 11.12.2015 mieliśmy lot o godzinie 18, natomiast wracaliśmy w poniedziałek 14.12, o godzinie 14. Na zwiedzanie mieliśmy, więc tylko weekend.
Przyznam szczerze, że miałam problem z odrzuceniem niektórych punktów wycieczki, które zakładałam jako obowiązkowe, choć miałam też świadomość, że nie zawsze da się pojawić we wszystkich punktach jakie umieściliśmy na planie zwiedzania. Przed podróżą przeglądałam internet w poszukiwaniu dobrej agendy zwiedzania na weekend, jednak wszystkiego, czego szukałam nie znalazłam w jednym miejscu. Teraz, będąc bogatsza o nowe doświadczenia związane z Londynem, postanowiłam sama napisać co nieco od siebie licząc na to, że w jednym miejscu będę w stanie zmieścić wszystko to, czego nie znalazłam od razu w sieci.



Jak znaleźć lot?

Zapewne dla większości z Was jest to sprawa oczywista. Ja zazwyczaj zaglądam na strony tanich przewoźników, tj. WizzAir czy Ryanair i próbuję znaleźć najlepszą pod kątem cenowym i terminowym ofertę. Generalnie to jeśli nie zależało mi na konkretnej destynacji, zazwyczaj w pierwszej kolejności zabierałam się za poszukiwanie lotów. Jeśli cena w którymś z europejskich miast mi odpowiadała, wtedy szukałam lokum. W przypadku Londynu było jednak nieco inaczej z uwagi na to, że wyjazd do Wielkiej Brytanii dla Polaków jest dość drogą imprezą, a ceny noclegów nie należą do najtańszych, najpierw wyszukaliśmy mieszkanie, potem próbowaliśmy porównać ceny dostępności noclegu z dostępnością lotów i ich cenami. I wtedy nie pozostaje nic jak zarezerwować miejsce, w którym będziemy spać oraz bilety lotnicze!
Pamiętajcie, że jeśli wybieracie się do stolic, zwłaszcza tych będących popularnym kierunkiem zwiedzania, bilety w miesiącach ciepłych (wiosennych i letnich) będą zazwyczaj droższe niż te w miesiącach chłodniejszych (jesiennych i zimowych). Oczywiście, jeśli macie taką możliwość, możecie już w grudniu zarezerwować bilety np. na sierpień (wtedy powinno być taniej), ale wiem, że są osoby, które nie lubią lub wręcz po prostu nie mogą pozwolić sobie na bookowanie podróży z tak ogromnym wyprzedzeniem. 
Jaka jest cena do zaakceptowania dla lotów do Londynu (w obydwie strony)? Do 300-400zł. Więcej moim zdaniem nie ma co płacić, chyba, że Wasz wyjazd do Londynu jest konieczny, ale to już inny temat. 
Przykładowo, gdybym teraz chciała kupić lot na maj, na stronie Ryanair, cena lotu w tygodniu, w obydwie strony wyniosłaby mnie np. 308-348zł (podróżując tylko z bagażem podręcznym!). Pewnie można też znaleźć niższe kwoty, ale w tym celu trzeba by przejrzeć dni około tych, które nas interesują oraz pokombinować z godzinami lotów. Natomiast, najprawdopodobniej (wcale być tak nie musi, ale zdanie to jest wynikiem moich dłuższych obserwacji) rezerwując bilety np. w maju na wakacje, ceny byłyby już wyższe.

Podróżując z bagażem podręcznym...

Musicie pamiętać o tym, że decydując się na podróż z bagażem podręcznym, na pokład możecie wziąć ze sobą jedynie Wasz bagaż, np. walizkę oraz małą torebkę. Najlepiej wymiary i dopuszczalną wagę sprawdzić na stronie przewoźnika, bowiem są zależne od firmy z jaką lecicie.
Nie zapomnijcie również o tym, że wszelkie płynne kosmetyki (oprócz żeli pod prysznic, szamponów, zaliczają się do nich również masła do ciała, tusze do rzęs, pasta do zębów, błyszczyki i szminki czy też pomadki) oraz leki w postaci wziewnej i płynnej, musicie włożyć do plastikowego, przezroczystego woreczka strunowego. Ja taki np. znalazłam w opakowaniu 60ml płynu do soczewek. Spokojnie możecie też wszystko zapakować w torebkę, którą kupicie np. w Super-Pharmie razem z pustymi pojemnikami.
Butelki z wszelkim piciem, które będziecie chcieli wnieść na pokład, musicie niestety przed kontrolą bezpieczeństwa wyrzucić... Ale napoje kupione na strefie bezcłowej spokojnie wniesiecie.
Nie mieliśmy również problemu z wniesieniem na pokład naszej żywności.

Jak dojechać ze Stansted do centrum Londynu?

Macie kilka opcji: autobusy prywatne (na które bilety lepiej kupić przed przylotem poprzez internet. Jedyną wadą tego rozwiązania może być opóźnienie lotu. Ja pod uwagę brałam polecane Terravision - do Liverpool Station za 6 funtów w jedną stronę lub Easybus - dojeżdża do Baker Street), które dojeżdżają do najważniejszych stacji w Londynie; autobusy komunikacji miejskiej (wbrew pozorom wychodzą drożej niż niektóre prywatne), taxi (ale jest to już wyższy koszt) oraz pociąg. Nas była 6 i akurat załapaliśmy się na promocję dla grupy 4-osobowej i dla 2 osób i kupiliśmy bilety powrotne.
Po przejściu kontroli paszportowej, wszelkie automaty biletowe, punkty, gdzie można kupić bilety na pociąg oraz wyjście macie przed sobą.

Gdzie mieszkać?

Kilkukrotnie miałam okazję wynajmować mieszkania czy to w Polsce czy raz za granicą (Rzym) i byłam z tej opcji bardzo zadowolona, zwłaszcza jeśli jedziecie w więcej niż dwie osoby. Niejednokrotnie ceny mieszkań były bardziej korzystne od ceny hosteli (które niby znajdowały się w centrum, jednak komfort mieszkania w nich pozostawiał wiele do życzenia). W przypadku Londynu mieszkanie rezerwowaliśmy na portalu Airbnb. Co prawda nie ja je rezerwowałam, ale mogę pokrótce napisać jak wszystko się tam odbywa: nie wiem czy jest tak w przypadku tylko tego właściciela czy innych też, ale musieliśmy od razu wpłacić całość. Po powrocie natomiast koleżanka wystawiła właścicielom opinię i podobno także właściciele mają możliwość wystawiania opinii użytkownikom, którzy mieszkali w ich lokum. Ta funkcja jest dla mnie nowością!
My wybraliśmy mieszkanie w dzielnicy Whitechapel. Nie jest to ścisłe centrum, ale wciąż całkiem niedaleko do tych najważniejszych atrakcji. Metro i autobusy znajdowały się w pobliżu, więc nie mieliśmy problemów z komunikacją mieszkanie-atrakcje w centrum. Poruszaliśmy się głównie autobusami i na piechotę, jeśli dobrze pamiętam, nasza podróż piętrowym busem do ścisłego centrum trwała około 45 minut.

Czym się poruszać? 

Ogólnie system biletowy w Londynie jest dla mnie dość mocno zawiły. Mamy tu kilka stref biletowych, bilety na okres szczytu komunikacyjnego i poza, bilety autobusowe oraz bilety na metro, które ważne są również na autobusy i tramwaje. A to tylko początek "biletowej drogi"...
My do poruszania się po mieście wybraliśmy piętrowe, charakterystyczne dla Londynu, autobusy. Warto wspomnieć, że nie mogliśmy kupić biletów u kierowcy (nie można płacić gotówką), więc korzystaliśmy z naszych kart z paypassem. Podczas wejścia do autobusu, każdorazowo należy przyłożyć kartę do czytnika znajdującego się koło kierowcy (to samo robicie z biletem jednorazowym oraz Oyster card, o której więcej trochę później). I macie już bilet! :) Według billingu z konta bankowego, jednorazowy bilet autobusowy kosztuje 3 funty, a z konta pobrało mi 18,82zł + 0,53zł za prowizję za przewalutowanie. Innym razem już bilet kosztował 1,50 funtów i pobrało mi 9, 41zł plus 0,26 zł za przewalutowanie. Pojęcia nie mam skąd takie rozbieżności w cenach, może ktoś mądrzejszy będzie w stanie mi to przetłumaczyć? Z tego co widzę też, mój bank przeliczył funty na euro, a dopiero później pobrał złotówki.
Bilety papierowe kupowaliśmy raz w automacie na stacji metra (generalnie takie automaty można spotkać na wszystkich stacjach metra. Wydaje mi się, że na ulicach, niedaleko przystanków autobusowych też je widziałam, ale nie jestem na 100% pewna).
Przed wyjazdem zastanawialiśmy się czy kupić bilet kilkudniowy i czy nie wyjdzie nas to taniej. W efekcie transportem poruszaliśmy się jedynie jakieś 4 razy plus raz metrem (nie wliczam pociągu ze Stansted i powrotnego z Londynu). Resztę pokonywaliśmy na piechotę.

Ogólnie w internecie często poleca się Oyster card, bowiem bilet jednorazowy może być dużo droższy w ostatecznym rozrachunku niż bilet z karty Oyster. Jest to mniej-więcej odpowiednik Karty Miejskiej np. w Warszawie, ale dający nieco więcej możliwości. Oczywiście można na tę kartę nabić kwotę odpowiednią do poruszania się po Londynie np. przez tydzień czy miesiąc (bilet okresowy), ale istnieje również możliwość załadowania na nią kwoty jaką chcecie do wydania na przejazdy. Przy jej zakupie zostanie pobrany zwrotny depozyt w wysokości 5 funtów. Kartę ładujemy w automatach biletowych lub kasach biletowych.
Karta ważna jest w metrze, autobusach, pociągach, DLR i na Overgroundzie.
Podróżując z tą kartą w metrze pamiętajcie, że musicie kartę przyłożyć do czytnika zarówno w momencie przechodzenia przez bramki do metra jak i podczas wychodzenia z metra. W przeciwnym razie może z Waszej karty zostać pobrana zbyt wysoka opłata.


Ogólnie jeśli macie problem z wyborem odpowiedniego biletu, z którym będziecie podróżować, polecam przejść do tej strony - KLIK - wszystkie opcje biletowe są tu wyczerpująco opisane i na pewno nieco rozjaśni się Wam w głowach.

Jak tanio zjeść?

Na mieście praktycznie nie jadaliśmy. Jeszcze w Polsce zaopatrzyliśmy się w kilka pasztetów, chleb, makaron, sosy i herbatę. Jak zaczęło nam brakować, wybraliśmy się do Tesco i tam zrobiliśmy zakupy. Takie produkty jak chleb, woda, pasztety czy nawet chipsy moim zdaniem nie są drogie, aczkolwiek z cenami za żywność tego typu jedynie we wspomnianym wyżej supermarkecie.
Jeśli na mieście złapał nas głód, szliśmy najmniejszą linią oporu (i chyba najtańszą;)) szukając McDonalda. Oczywiście nie zachęcam Was do wybierania tak niezdrowej przekąski, ale tu przynajmniej Cheeseburger kosztuje 1 funta ;) Big Mac natomiast już 3 funty z kawałkiem. Jeśli w locie chcecie złapać jakąś kawę, Costa Coffee, Starbucks, Green Nero Caffe czy nieobecny u nas Pret-a-Manger oferuje kawę do 4 funtów (za dużą).


Co zobaczyć w weekend?

Najprościej będzie, jeśli przedstawie Wam nasz plan wycieczki w punktach.

Sobota (dzień 1):
Trafalgar Square, stamtąd piechotą pod Big Bena i z daleka zobaczyć London Eye -> z zewnątrz Westminster Abbey -> St James Park -> Buckingham Palace -> Harrods -> Natural History Museum.

Niedziela (dzień 2):
London Bridge -> i tu nasza wycieczka się podzieliła. Część poszła na Peryklesa do Globe, a ja trafiłam do wycieczki na Ealing (cmentarz, gdzie leży część rodziny mojego P.) ->  Heathrow (tak! Przez takiego jednego maniaka samolotowego :P Pozdrawiam :P)-> Piccadily Circus -> Oxford Street -> Hyde Park i Winter Wonderland.

Plan dało się wykonać bez zbędnej zadyszki i nerwów. W drugim dniu, w planach miałam jeszcze M&M'S World, sklep Disney'a i obowiązkowo Primark, ale niestety - sklepy w niedziele czynne były jedynie do 18.

Moim zdaniem miejsca z dnia pierwszego są takimi must have, które powinno się zobaczyć podczas swojego pierwszego pobytu w Londynie. Z drugiego dnia również, ale oczywiście bez Heathrow i cmentarza Ealing.

Ogólnie Londyn mnie oczarował i najchętniej już za chwilę (tym razem może w jakimś cieplejszym miesiącu) znalazłabym się tam ponownie... Miasto to ma niesamowity, unikalny urok i twierdzę to, mimo że lubię jeździć tam, gdzie słońce. Ale cóż, w Londyn chyba wpisana jest już pogoda pochmurna lub wręcz deszczowa oraz wilgoć. Niemniej, sądzę, że każdy przybywający do Londynu zapewne jest na to przygotowany. Skoro już mowa o pogodzie - nam trafiła się praktycznie bezdeszczowa. Zarówno w sobotę jak i w niedzielę, jakoś do godziny 12 kropiło, ale potem przestawało. Było też naprawdę ciepło, bowiem termometry wskazywały ok. 12 stopni C. 
Każda fanka Harry'ego Potter'a, która miała okazję być w Londynie chyba zgodzi się ze mną, że w wielu miejscach można aż szukać przejścia na Pokątną czy oczekiwać, że nie chcący spotkamy chłopca z błyskawicą na czole. Te londyńskie bary, akcent brytyjski, czerwone, piętrowe autobusy, charakterystyczna, nieco ciężka architektura moim zdaniem mają w sobie to "coś". Przechadzając się tamtejszymi ulicami, chłonęłam każdy moment. Najmilej wspominam chyba Big Bena, jednego z symboli londyńskich. Buckingham Palace nieco rozczarował mnie swoją wielkością i wyglądem, w St James Park urzekły szare wiewiórki. W Harrodsie zachwycałam się pięknymi kartkami okolicznościowymi, których próżno szukać w Polsce. W Natural History Museum nie mogłam się nadziwić patrząc na szkielet Diplodocusa, że te stworzenia to nie legendy, ale fakty. London Bridge był taki... Brytyjski. Na cmentarzu na Ealingu zauważyłam, że londyńczycy nie mają w zwyczaju kłaść na groby zniczy. Wycieczkę na Heathrow zapamiętam natomiast z dość komicznej sytuacji z ochroną. Piccadily Circus i Oxford Street? Pełne świątecznych lampek, ulicznego gwaru i luksusowych sklepów. Hyde Park i Winter Wonderland - młot na którym bawiłam się świetnie :) Tak właśnie zapamiętam tę wycieczkę i liczę na więcej! Bo w Londynie jeszcze dużo nie widziałam... Pod Londyn zresztą równie chętnie bym się wybrała z uwagi na muzeum Harry'ego Potter'a, gdzie podobno można zjeść czekoladowe żaby ;) 
Ale to wszystko już niedługo... Mam nadzieję!

A teraz - oglądajcie! Część zdjęć moja, część moich współtowarzyszek podróży :)





























Chętnie poczytam o waszych spostrzeżeniach dotyczących Londynu. A może dopiero planujecie swoją podróż do tego miasta? 

Buziaki,
Sylwia

24 komentarze:

  1. Byłam w Londynie kilka razy, głównie przelotem, ale raz pokusiłam się o gruntowne zwiedzanie :). Mnóstwo atrakcji i na prawdę polecam.
    Jeśli chodzi o bagaż podręczny to w Wizzair można wnieść tylko 1 szt. bagażu bezpłatnie (w cenie biletu) czyli plecak/torebkę. Za większy bagaż tj. walizkę do kabiny dodatkowo trzeba zapłacić, a żeby wnieść walizkę i torebkę trzeba zapłacić za walizkę i wykupić pierwszeństwo wejścia na pokład, które uprawnia do wniesienia dodatkowej szt. bagażu podręcznego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Wizzairem leciałam raz, ale pamiętam, że kwestie bagażu były już tam nieco bardziej zawiłe niż w Ryanair :)

      Usuń
  2. Byłam w Londynie 2 razy, ostatnio 5 lat temu i mam ochotę tam wrócić ;-) Co do różnych kwot za przejazd, to możliwe że liczy się dystans (np. tak jest w Holandii). Weszłam też do Primarku i moja pierwsza myśl "czemu ludzie tak kochają to badziewie?!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zapewne chodzi o dystans. Chociaż jadąc autobusem poruszałam się w jednej strefie.
      Kiedyś miałam okazję być w Primarku, w Barcelonie - rzeczy w nim w ogóle mnie nie zachwyciły, może oprócz biżuterii, bo faktycznie była całkiem niezła jak za taką cenę.

      Usuń
  3. Nie byłam nigdy w Londynie, za droga podróż jak dla mnie niestety :( Ale z tego co widzę, słyszę i czytam to dużo tracę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, trzymam kciuki za to, żebyś kiedyś miała okazję się tam wybrać :)

      Usuń
  4. Jeszcze nigdy nie byłam w Londynie. Jestem ciekawa jak tam jest, może kiedyś będzie okazja go zwiedzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy lubi coś innego, ale Londyn to dla mnie zdecydowanie miejsce, do którego chciałabym niebawem powrócić :)

      Usuń
  5. Małe sprostowanie...jeśli chodzi o bilet (zwłaszcza w liniach Ryainer) bez wykupionego do luku bagażu, to możemy mieć ze sobą bagaż podręczny o wymiarach podanych na karcie pokładowej + torebkę małą (wymiary są również podane) w rzeczywistości wchodzimy do samolotu z bagażem podręcznym i normalną "babską" torebką, której do małych ja bym nie zaliczała. Następna rzecz odnośnie przewozu produktów płynnych, nie do końca jest tak jak piszesz, że tusz do rzęs czy błyszczyk ma być również w dilpacku - nie jest to prawdą, produkty o tak małej pojemności mogą być zwyczajnie wrzucone do kosmetyczki lub torebki, pod warunkiem że masz ich po jednej sztuce, natomiast jeśli masz ich np 10 - jest to równoznaczne z włożeniem do plastikowej torebki. Trzecia sprawa to bilety za przejazdy - najlepszym wyjściem jest zaopatrzenie się w Oysterkę, o ile przebywamy w Londynie, bo np w Liverpoolu takie cóś już nie istnieje i za naszą podróż pobierana jest opłata w zależności od danej dzielnicy Londynu, prócz autobusów gdzie wg prawa brytyjskiego jest jedna opłata i wynosi ona 1,5 funta za jednorazowy przejazd, ale jadąc np. metrem z Sudbury Hill na Hammersmith zapłacimy za przejazd 1,8 funta, ale jak jedziemy z Hammersmith na South Kensington (niemalże ta sama odległość co w poprzedniej trasie) to płacimy już 2,2 funta - cena jest po prostu zależna od aktualnej lokalizacji - innymi słowy - im bliżej centrum Londynu tym drożej.
    Mieszkałam w Anglii, a dokładnie w samym centrum Londynu niemalże, stąd moja wiedza na ten temat. A na dzień dzisiejszy kursuję między Anglią - Polską - Włochami kilkanaście razy w roku. Czytając ostatnie Twoje zdania - znalazłam w nich siebie - bo pamiętam, że na pocątku zaraz jak przyjechaliśmy zachłysnęłam się tamtejszym klimatem, moje oczy wędrowały wszędzie, złaknione każdego zakamarka Londynu, potem po kilku tygodniach/ miesiącach zapragnęłam wrócić do Polski - ten kraj jest piękny, zachwyca, ale chwilowo - kiedy jesteś za krótko, czujesz tęsknotę, kiedy jesteś za długo - chcesz wrócić na swoje tereny...
    Tak samo miałam z Włochami...na początku mnie zachwyciły, byłam zakochana w Italii, do czasu...
    albo po prostu jestem typową polską patriotką, która w swoim kraju czuje się najlepiej.
    Piękne zdjęcia, dobry opis i porady, chociaż niektóre punkty (do których się przyczepiłam - za co przepraszam z góry) są do zmiany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. tą odległość między stacjami to złą podałam - w drugim przypadku jest krótsza, ale droższa - bo to już bliżej centrum.

      Usuń
    2. Aniu, dziękuję za wyczerpujący komentarz i cenne podpowiedzi :)
      Jeśli chodzi o bagaż podręczny i małą torebkę, którą spokojnie można zamienić na typową, damską - szczerze mówiąc podróżowałam Ryanairem trzy razy (jak widzę zapewne mniej niż Ty)i nie rzuciły mi się w oczy kobiety majace typowe, damskie torebki. Niemniej zwracanie na to uwagi nie jest moim priorytetem podczas podróży, więc może coś przeoczyłam. Tak czy inaczej wychodzę z założenia, że skoro tak przewoźnik pisze na stronie, należy się do tego dostosować. A ja wolę nie mieć problemu i nie zastanawiać się czy każda osoba na lotnisku myśli tak samo i przymnie oko na moją damską torebkę o większych niż zapisanych na stronie wymiarach. Nie chciałabym również czytelników wprowadzać w błąd i pozwalać im na wnoszenie czegokolwiek wiecej poza informacjami na stronach przewoźników.
      Jeśli chodzi o tusze do rzęs i błyszczyki - wszystkie poradniki, do których dotarłam w internecie, miały informację o wkładaniu tego typu produktów od razu do woreczka strunowego. Tak i ja zrobiłam, podobnie jak w przypadku wcześniejszym - wolę dostosować się do ogólnych norm niż je łamać i mieć później z tego tytułu problem.
      Trzecia sprawa - Oysterka i bilety - cenne informacje, zwłaszcza jeśli są pisane z perspektywy byłej mieszkanki Londynu :) Generalnie informacji o szczegółach dotyczących biletów nie zawarłam w poście, ponieważ byłby on dłuższy niż jest i miał on na celu w większości opowiedzenia jak to wyglądało z mojej perspektywy. Czytelnicy szczegółowe informacje o biletach znajdą w linku, który podałam.
      W każdym razie - bardzo dziękuję Ci raz jeszcze za chęć tak wyczerpującego wypowiedzenia się na temat :)

      Kwestia początkowego zachwycenia sie jakimkolwiek innym miejscem na ziemi - masz zapewne rację. Myślę, że w większości osoby, które przenoszą się z kraju ojczystego do innego, po pewnym czasie i tym początkowym zachwycie nad nowym miejscem, chcą wrócić tam skąd pochodzą. I myślę, że jest to całkiem naturalne :)

      Usuń
  6. Piękne zdjęcia ;*
    Bardzo przydatny post dla tych , którzy planują wyjazd za granicę;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;) i cieszę się, że post oceniasz jako przydatny :)

      Usuń
  7. Wlasni planuje wyjazd do Londynu, tez to bedzie moj pierwszy raz! Wiec post dla mnie jest bardzo przydatny, dziekuje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę! Zazdroszczę wyjazdu i życzę udanej wycieczki! :)

      Usuń
  8. Już nieraz korzystałam z Airbnb i jestem bardzo zadowolona z tej strony :) Akurat Londyn mnie póki co nie kusi, ale Włochy dlaczego nie :) Dzieki tej stronie zwiedziłam już Norwegię i Francję, polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie z kolei ani do Norwegii ani do Francji szczególnie nie ciągnie. Ale Włochy lubię :)

      Usuń
  9. Byłam kiedyś w Anglii, ale nie w Londynie, więc może kiedyś się uda nadrobić ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Prześwietny post ! Na pewno pomożesz wielu osobom :) Ja nigdy nie byłam w Londynie ale nasłuchałam się tyle o lotach, zwłaszcza z Polskich lotnisk, że jest tu taka kontrola i dziwaczne wymogi że miałabym ogromnego stresa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co się stresować :) to tylko tak może wygląda strasznie, ale jak się człowiek zastosuje do wytycznych, to nic się nie dzieje ;)

      Usuń
  11. Potrzeba czasu żeby zwiedzić cały Londyn.. Piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń