Denko ostatnich miesięcy

Drogie! Chwilowo była tu przerwa spowodowana przygotowaniami do wyjazdu do Londynu oraz klimatyzacją i ogarnianiem spraw po powrocie, więc nie miałam dłuższej chwili, aby przysiąść i przygotować posty na bloga oraz odwiedzić Wasze. Mam nadzieję, że co straciłam to szybko nadrobię, a zanim przejdziemy do dzisiejszego tematu - chciałybyście zobaczyć małą relację z Londynu? Macie jakieś specjalne pytania?
Cieszy mnie też bardzo, że rozdanie świąteczne cieszy się tak dużym powodzeniem! Jeśli któraś z Was jeszcze nie wzięła udziału, zapraszam, macie czas do końca poniedziałku (21.12.2015 r, g. 23:59!) - KLIK.
A teraz wracamy do posta! Dziś dość małe denko produktów, które zbierałam przez ok. 3 miesiące wraz z krótkimi opiniami na temat wykończonych kosmetyków.

Garnier, płyn micelarny 3w1, tzw. różowa wersja - ten płyn micelarny jest moim niekwestionowanym ulubieńcem w kategorii miceli i na razie nic nie wskazuje na to, żeby coś zdołało go zdetronizować. Co prawda nie przeszkadza mi zielona wersja, mam w planach wypróbować również wersję Garnier Czysta skóra (czyli niebieską). Płyn jest dość wydajny, dobrze zmywa zarówno makijaż oczu jak i twarzy. Nie wysuszył mi buzi, wręcz przeciwnie - po usunięciu makijażu za pomocą tego kosmetyku, czuję lekkie nawilżenie. Plusem jest również dostępność - znajdziecie go w praktycznie każdej drogerii czy supermarkecie. A co z ceną? Mimo, że płyn kosztuje ok. 20 zł w cenie regularnej, mogę policzyć na palcach jednej ręki ile razy widziałam go za tyle. W Super-Pharm na pewno często znajdziecie go w promocji.
Tołpa, żel micelarny do mycia twarzy i oczu, seria Rosacal - żelu tego używałam jako kosmetyku oczyszczającego moją skórę po resztkach makijażu. Kosmetyk jest delikatny, nie podrażnia skóry, ani jej nie wysusza - jest przeznaczony do skóry wrażliwej, z rozszerzonymi naczynkami i zaczerwieniami. Często spotykam akurat ten produkt na promocji w Super-Pharmie. Co prawda, używałam go w momencie, gdy moje naczynka nie uaktywniają się (czyli jeszcze przed zimowym okresem), dlatego nie umiem stwierdzić jak żel zachowałby się na skórze z widocznym problemem.


Pharmaceris A, multilipidowy krem odżywczy oraz lekki krem głęboko nawilżający - obydwa produkty porównywałam już na blogu, więc po szersze spostrzeżenia odsyłam Was TU. Krótko: obydwa diabelsko wydajne i bardzo dobrze nawilżające skórę, przy czym multilipidowy polecałabym raczej na noc, ponieważ jest bardziej treściwy niż lekki krem głęboko nawilżający, który genialnie nadaje się pod makijaż. Moi ulubieńce, zwłaszcza wersja lekka :)
Vichy, Idealia Skin Sleep (tu próbka) - o tym produkcie również już pisałam (TU), a miałam okazję testować go dzięki portalowi ofeminin. To zdecydowanie bardzo dobry krem, z którego byłam zadowolona nie tylko ja, ale i moja Mama, a w internecie również zbiera pozytywne recenzje. Krótko o Idealia Skin Sleep: Laboratoria Vichy odkryły kluczową fazę regeneracji skóry - pomiędzy północą a pierwszą w nocy (jeszcze jeden dobry powód, żeby kłaść się spać wcześniej niż po 1 nad ranem ;-)) aktywują się najważniejsze mechanizmy jej odbudowy: regeneracja komórek, przyśpieszenie mikrokrążenia, intensywne złuszczanie i odbudowa funkcji bariery ochronnej.Wiadomo, że nie zawsze udaje nam się przespać te "przepisowe" 8h, a odbija się to na m.in. naszej skórze. Dlatego Vichy idąc naprzeciw obecnemu trybowi życia kobiet, stworzyło krem, który zniweluje oznaki zmęczenia, ziemistości skóry, wręcz rozświetli naszą cerę i nawilży przez noc. Powiem tak - to trzeba sprawdzić! Moim zdaniem rzeczywiście moja skóra wyglądała lepiej niż po wielu innych kremach.
Clochee, serum silnie nawilżające - od razu napiszę, że nie jest to produkt tani, bowiem jego cena wynosi 135zł. Warto, więc czekać na dobre promocje, jeśli chcecie je wypróbować. Ale wracając do moich odczuć związanych z używaniem produktu... Niestety nie jest to najlepsze serum, którego używałam. Zawiodłam się zwłaszcza, że cena należy raczej do tych wyższych. Kosmetyk ma konsystencję żelu, co zupełnie by mi nie przeszkadzało, gdyby nie tworzył dziwnej skorupy na twarzy, przypominającej maseczkę peel off. Niestety wszystko, co na niego się nałoży, zaczyna się rolować. Niestety nie zauważyłam, żeby kosmetyk rzeczywiście "intensywnie nawilżał". Być może nawilża trochę, ale nie jest to poziom nawilżenia, jakiego można oczekiwać po tak zareklamowanym produkcie.
Cleanic, chusteczki do demakijażu - o tych chusteczkach pisałam już wielokrotnie. Idealnie nadają się na wszelkiego rodzaju wyjazdy i dobrze usuwają makijaż. Polecam!


Bealea, żel pod prysznic o zapachu truskawki oraz żel pod prysznic Carambola Lambada - żele pod prysznic Balea właściwie w każdym zapachu przypadają mi do gustu. Wiadomo - mam swoich ulubieńców i zapachy, które szczególnie nie chwyciły mnie za serce, ale w większości nie mogę narzekać. Kosmetyki te nie podrażniają mojej skóry, ani jej nie wysuszają. Jeśli macie dostęp do DMu (co prawda można je kupić również w internecie, ale z tego co kiedyś się orientowałam, po wyższej cenie) to koniecznie zróbcie zapas! :)
Original Source, Scrub Mint and Walnut - ten peeling dostałam kiedyś w zestawie od Original Source i niestety okazał się on niewypałem. Z tego, co się orientuję, raczej nie dostaniecie go w polskich drogeriach i dobrze! Raczej nie należy on do dobrych zdzieraków, owszem ma dość ostre drobinki, ale spokojnie można go stosować codziennie. Ma tak toporną konsystencję, że na pewno nie należało go chować w butelce bliźniaczo podobnej do butelek żeli OS. Aby go wydobywać musiałam odkręcać czarną końcówkę i trochę się namęczyć, żeby go wycisnąć. Jedyne, co mi się w nim podobało to zapach - bardzo miętowy i w upalne dni mógłby być naprawdę orzeźwiający.
Bath & Body Works, pianka do mycia rąk Sea Island Cotton -  to już któraś z kolei pianka do mycia rąk z BBW, którą miałam okazję używać. Wiem, że niektóre z Was narzekają na wysuszenie dłoni po stosowaniu pianek, u mnie jedynak nie zauważyłam takiej właściwości. Pianka wydaje się bardzo delikatna, a używanie jej jest dla mnie niemałą przyjemnością. No i te zapachy! :)


L'Oreal Professionnel, Pro Fiber, seria Restore, szampon - ponownie dzięki portalowi ofeminin, miałam okazję wypróbować kuracji regenerującej dla włosów stworzonej przez L'Oreal Professionnel. Jeśli chcecie poczytać o niej więcej, odsyłam do mojego wpisu - KLIK. Do domu dostałam produkty w postaci szamponu, maski oraz koncentratu. Szampon zużyłam jako pierwszy i powiem tyle - chętnie wrócę do niego raz jeszcze! Piękny, ciasteczkowy zapach to nie jedyna jego zaleta, bowiem po umyciu moich włosów tym szamponem i nie zastosowaniu żadnego kosmetyku, moje włosy były aksamitne w dotyku, nie przetłuszczały się zbyt szybko i długo pachniały. Cudo!
Phenome, Fresh Mint, peeling do stóp - marka Phenome ujęła mnie kilkoma produktami, ale zmuszona byłam na chwilę odstawić zakupy u niej z powodu natłoku zapasów kosmetycznych. Peeling ten również przypadł mi do gustu - dobrze zdzierał, po jego użyciu stopy były miękkie, pozbawione suchych skórek i dzięki mięcie - odświeżone. Niestety nie udało mi się go wykończyć do końca, bowiem jego konsystencja nie pozwoliła pod koniec na wydobycie z opakowania resztek. Na pewno kiedyś wrócę! Zapraszam również na szerszą recenzję - KLIK.
Life, zmywacz do paznokci wybielający, bezacetonowy - w obecnym momencie najlepszy dostęp mam do drogerii Super-Pharm, bowiem mieści się ona w niedużej odległości od miejsca mojej pracy. Stąd też najczęściej sięgam po zmywacze Life, które może nie stały się moimi ulubieńcami, ale dobrze zmywają lakier, a ponadto mają fajną, wygodną pompkę. Niestety, mimo że wersja ta jest reklamowana jako wybielająca, nie zauważyłam takich właściwości.
Venus, pianka do golenia o zapachu żurawiny, wersja mini - piankę tę kupiłam na wyjazd, ale siłą rzeczy w końcu zużyłam ją w domu. Nie starcza na zbyt wiele, bo może na 5-6 razy, ale nie można zbyt wiele wymagać od wersji mini ;) Jest bardzo delikatna, a przyjemności nadaje jeszcze żurawinowy zapach. Wielokrotnie wracałam do niej w wersji dużej, wrócę jeszcze nie raz.
Nivea, Stress Protect, dezodorant, wersja mini - czyli do odświeżenia w ciągu dnia, wersja do torebki. Powiem szczerze, że poczucie świeżości nie towarzyszyło mi 48h jak obiecuje producent, ale trudno jest też takim obietnicom wierzyć. Nie pozostawia białych plam na ubraniach, ma ładny, odświeżający zapach i mimo, że jest to miniaturka, starcza na dość dużo psiknięć.


Lumene Lenght Serum Mascara, tusz do rzęs - niestety tusz ten nie zrobił z moimi krótkimi rzęsami praktycznie nic. Owszem, pokrył je kolorem, nieco podkręcił i nieco wydłużył, ale efekt był tak naturalny, jakbym praktycznie z rzęsami nic nie zrobiła. Tusz totalnie nie spełnił moich oczekiwań, w dodatku miałam wrażenie, że szybko stał się suchy, co jeszcze utrudniało nakładanie.
Rimmel Wonder'full Mascara - tusz ten dostałam od Karotki i już recenzowałam go na blogu, więc jeśli zastanawiacie się nad kupnem to TU znajdziecie pełną opinię. Tusz ten nadaje rzęsom bardzo naturalny wygląd, niestety dla mnie niewystarczający. Jeśli któraś z Was jest posiadaczką pięknych, długich i gęstych rzęs, powinna być z Wonder'full zadowolona.
Maybelline, One by One, wersja wodoodporna - nie miałam wersji zwykłej, jednak wodoodporna nie zdołała spełnić moich oczekiwań. Podobnie jak w kwestii Wonder'full, mam wrażenie, że zadowolone będą tu dziewczyny z rzęsami długimi i gęstymi. Od mascary oczekuję głębokiej czerni, maksymalnego wydłużenia i pogrubienia moich rzęs. Niestety w tym wypadku również takiego efektu nie otrzymałam.
Yves Rocher, Volume Elixir Mascara - nie wiem jak to się dzieje, ale to już druga mascara Yves Rocher, która tak bardzo przypadła mi do gustu! Może nie daje takiego efektu jak moja ulubiona Sexy Plulp, jednak dogania ją w wyścigu do mojego serca. Volume Elixir Mascara robi z moimi rzęsami to, co lubię, czyli: lekko je podkręca, nadaje piękny, czarny kolor, wydłuża je oraz nieco zagęszcza. Kolejny ulubieniec!
Paese, automatic liner LINEA - to już moja trzecia kredka LINEA. Dwa razy miałam brązową i raz czarną. To, co urzekło mnie w tych kredkach to trwałość, niesamowite nasycenie koloru, wydajność oraz baaardzo przydatna gąbeczka do rozcierania!
Lovely Eyeliner Matte i Wibo, Deep Black, eyeliner - eyelinerom zarówno jednej jaki drugiej marki jestem wierna od momentu, gdy zostałam ambasadorką Wibo (co niestety nie wiąże się tylko z dobrymi wspomnieniami, ale powiedzmy, że te złe na przestrzeni czasu już się zatarły :)). Przede wszystkim jestem fanką cienkich pędzelków, które pozwalają na zbudowanie zarówno cienkiej jak i grubszej kreski na oku. Czarne linery obydwu marek to przede wszystkim głębia czerni. I chociaż przy końcówce na oku mogą pojawiać się "dziury", wystarczy bardziej precyzyjne przyłożenie się do kreski i luka znika.
CND Vinylux, top wysuszający - początkowo myślałam, że top ten ma szansę stać się moim ulubionym, ale w miarę używania go niestety ta myśl stopniowo się zacierała. Niejednokrotnie miałam problem z odgnieceniami od pościeli, mimo że spać nie szłam od razu po pomalowaniu paznokci. I to jest moim zdaniem najgorsza jego wada. Coś, co jest tylko moim osobistym wymogiem do pełni szczęścia, czyli efekt tafli i żelowych paznokci spełnia jedynie Sech Vite, także myślę, że moje eksperymenty w kwestii topów zostaną już zakończone, a ja zostanę wierna SV.


Uff... Koniec! Chociaż nie było tego aż tak dużo, prawda? :)
Chętnie dowiem się czy miałyście okazję używać wyżej opisanych przeze mnie kosmetyków oraz jakie macie na ich temat zdanie!

Buziaki,
S.

31 komentarzy:

  1. Miałam kiedyś zakupić wersję Balea Carambola Lambada, ale akurat się wyprzedała :P Tez lubię różowego Garnierka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balea ma wiele podobnych zapachów, także szukaj podobnego, jeśli masz możliwość :)

      Usuń
  2. dla mnie eyeliner ten z wibo to porażka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma swoje typy :) ja sobie nie wyobrażam mojej kosmetyczki bez tych linerow. Co według Ciebie z tym jest nie tak?

      Usuń
  3. Kupiłam ostatnio po raz pierwszy ten płyn z Garniera i całkiem fajny jest faktycznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się,że i Tobie przypadł do gustu! Ja kupuje obecnie tylko ten, nic mi już do szczęścia w kwestii demakijazu nie jest potrzebne :)

      Usuń
  4. Fajne zuzycia))) Sylwia, jakie serum do twarzy polecasz? Czytalam duzo pozytywnych opinii o Clochee, ale skoro piszesz ze sa lepsze, to jestem ciekawa o jakie Ci chodzi)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę czytałam dużo pozytywnych opinii o tym serum? Czy ogólnie o marce? Jeśli chodzi o serum to bardzo polecam Auriga Flavo C, jeśli chcesz np rozjaśnić przebarwienia. Bardzo dobre jest też serum John Masters Organics z mącznicy lekarskiej.

      Usuń
  5. Na serum Clochee miałam ochotę, ale ta rolująca się warstewka odstrasza. Nie znoszę jak tak się dzieje. Podobny efekt dawało u mnie tak chwalone serum Loreala, to różowe. I podrażniało dodatkowo. Bubel w mojej opinii. Micel Garniera bardzo lubię. Niezwykle delikatny i skuteczny kosmetyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano proszę, chwalony za rolowanie? Co prawda każda z nas jest inna, tak samo cera mimo że może mieć podobne objawy do cery innej kobiety, tez nie zawsze te same kosmetyki podpasują.

      Usuń
  6. Ooo, jaka świetna cena żelu z Tołpy!

    OdpowiedzUsuń
  7. nie miałam żadnego z tych produktów, sama jednak widząc paese myślę o powrocie do pudru bambusowego który mnie nie zawiódł ;) co do garniera nie wiem czemu ale jakoś się średnio lubimy ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pudru bambusowego nie miałam, ale słyszałam dużo dobrego :) szkoda,że z micelem się nie polubiłaś. A może tylko ta różowa wersja działa niekorzystnie na Twoją cerę?

      Usuń
  8. Ja ostatnio polubiłam płyn micelarny Biodermy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biodermę stosowało mi się dobrze, ale jak dla mnie cena za wysoka jak na płyn do demakijażu :)

      Usuń
  9. Bardzo lubię żele OS, miałam kiedyś Rimmel Wonder'full Mascara i u mnie się nie sprawdziła kompletnie. Nic nie robiła z moimi rzęsami niestety.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To widzę, że identycznie jak u mnie! Nie wiem jak Ty, ale ja mam krótkie i nie zbyt gęste rzęsy. Podejrzewam, że na długich firankach sprawdziłaby się lepiej, a tu niestety, muszę się wspomagać ;)

      Usuń
  10. Bardzo długo używałam micela z Garnier. Myślałam, że nie znajdę już niczego lepszego w takiej cenie, aż tu ostatnio trafiłam na Mixa i wydaje mi się, że do Garnier już nie wrócę. Jak dla mnie jest po prostu lepszy, ale to dopiero pierwsze wrażenia, używałaś go może? Pharmaceris A mam na liście co wypróbowania, razem z kremem pod oczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Nie próbowałam, ale dobrze, że piszesz, bo Mixa od dawna przelatuje mi przed wzrokiem, gdy jestem w Super-Pharmie :) O którym konkretnie płynie piszesz?
      Kremu pod oczy z Pharmaceris A chyba nie używałam, więc chętnie poczytam jak już kupisz i wypróbujesz :)

      Usuń
  11. Bardzo dobrze idzie Ci z denkiem :). Marka Clochee początkowo mnie ciekawiła, ale kolejny raz czytam że ich produkty są takie sobie. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Ja nic więcej z Clochee nie miałam, więc nie chciałabym też negatywnie nastawiać siebie czy Was czytelniczki do pozostałych kosmetyków. O reszcie po prostu nie mam wiedzy :)

      Usuń
  12. Bardzo lubię tego micela, ostatnio kupiłam w Biedronce bebeauty i gorzko tego pożałowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Mi Be Beauty nie poczynił żadnych szkód, a miałam go kilkukrotnie. Co się stało? :(

      Usuń
  13. Bardzo fajne denko :) Zaciekawił mnie peeling do stóp Phenome, bo moje stopy ostatnio wołają o postę do nieba :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Niestety i moje stopy w ostatnim czasie nie są w zbyt dobrej kondycji. Jakieś 2 tygodnie temu użyłam skarpetek złuszczających firmy, którą często można było znaleźć w Biedronce (niestety firmy nie pamiętam) i miałam cichą nadzieję, że zdziałają one cuda... Niestety nic się nie stało, ani grama skóry nie zeszło ;/

      Usuń
  14. Potężne to denko! Muszę obejrzeć bliżej ten żel z Tołpy, u mnie też problem naczyniowy, ale chyba przez cały rok mam dramat na podobnym poziomie :D. Żele Balea to jedna z tych rzeczy, które zawsze kupuję, podobnie jak te tanie z Isany - i potem nie mieszczę się z nimi w łazience hah ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Spore denko :) Żele z Balea również bardzo lubię, w przeciwieństwie do żeli z Isany. Bardzo miło też wspominam czarny eyeliner z Lovely i chętnie do niego wracam, takim najwygodniej maluje mi się kreski (a wprawy nie mam, bo robię je bardzo rzadko).

    OdpowiedzUsuń
  16. Duże denko. ;) "osobiście" znam tylko chusteczki do demakijażu ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mascarów, a mascarów :P Przyznam, że z wszystkich z wymienionych przez Ciebie produktów nie znam ani jednego :)
    zamieściłam na blogu wpis- marudziłam o tym co dzieje się w blogosferze a także w moim życiu. Będzie mi miło jeśli wyrazisz swoją opinię- hejtowanie również wchodzi w grę hihi :)

    OdpowiedzUsuń