Jak opalić twarz, gdy nie wyjeżdżasz na wakacje? Propozycje kosmetyków samoopalających do twarzy

Niestety nie każdej z nas dany jest wakacyjny urlop lub leżakowanie na słońcu w ogrodzie czy na balkonie. Nie zawsze też możemy wystawiać twarz do słońca lub po prostu nasza cera opala się w bardzo powolnym tempie. Od czego jednak jest kosmetyka i jej wynalazki?


Bronzer

Przede wszystkim chyba najpowszechniej znanym sposobem na opalenie buzi jest bronzer. Niestety  z tą metodą problem ma wiele kobiet, bowiem, aby uzyskać naturalny i ładny efekt musimy dobrać odcień pasujący do naszej karnacji (ciepły/zimny/brązowy/wpadający w złoto/pomarańcz). Dzięki bronzerowi możemy nie tylko "opalić" buzię czy też podkreślić już posiadaną opaleniznę, ale również wykonturować twarz. Dlatego dobrze dobrany bronzer oraz nauczenie się jak go nakładać, mogą sprawić cuda. 

Moim idealnym bronzerem jest MAC Baby don't go (1) - jest to zimny odcień pozbawiony jakichkolwiek pomarańczowych podtonów. Polecam go osobom z bardzo jasną karnacją, a zwłaszcza jasnym blondynkom. BDG ma bardzo pudrową konsystencję, a tym samym łatwo nabrać go na pędzel i rozprowadzić po twarzy. Wystarczy lekkie muśnięcie pędzla o kosmetyk, aby nabrać odpowiednią ilość pudru. Potem już możemy dowolnie stopniować intensywność odcienia, aby bardziej opalić twarz lub podkreślić kości. Niestety konturowanie nie jest proste i sama wciąż się go uczę. Ciekawy post na ten temat napisała Alina Rose - KLIK. Póki co znalazłam na siebie następujący sposób: nakładam nieco bronzera pod kości policzkowe, trochę pod podbródkiem (z  jego obydwu stron), nieco na nos, powieki, skronie i linię włosów. W ten sposób moja twarz nieco optycznie się zwęża. 

Jeśli macie podobną urodę do mojej, z asortymentu marki MAC najlepiej pasował Wam będzie właśnie wyżej wspomniany Baby don't go, a także ciemny odcień pudru Blot - Dark (2).

Idealnie brązowym bronzerem będzie również W7 Honolulu (3), którym kiedyś niestety potrafiłam zrobić sobie krzywdę (musiałam np. po dwa razy zmywać makijaż) lub trochę droższa wersja, czyli The Balm Bahama Mama (4).

Obiecująco zapowiada się również bronzer z najnowszej, wakacyjnej kolekcji ARTDECO Here comes the sun - osobiście polecam Bronzing Powder Compact 04 beach party (5), którym miałam okazję być umalowana. Piękny, naturalny i delikatny bronzer bez pomarańczowych podtonów - idealny do stopniowania (dostępny jeszcze nr 02 beach walk). 

Preparaty opalające

Popularne w ostatnim czasie stały się również różnego rodzaju preparaty opalające do twarzy. Chyba rok temu natknęłam się u Rose and vanilla blog na recenzję preparatu Yves Rocher Nawilżająco-brązującego kremu do twarzy (6), który nawiasem mówiąc zbiera bardzo dobre recenzje w sieci. Kosmetyk ten nie dość, że zastępuje krem do twarzy ze względu na swoje nawilżające właściwości, ale oprócz tego używany regularnie zapewnia stopniową, delikatną opaleniznę twarzy.

Wiele dobrego czytałam również o dość popularnych w blogosferze kropelkach opalających Collistar - Magic Drops (7). Bazując na recenzjach znalezionych w internecie, kropelki mają bardzo szybko wchłaniać się w skórę i dawać natychmiastowy efekt lekko opalonej twarzy.

Bazy brązujące

Bardzo dobrą bazą pod makijaż delikatnie nadającą kolor jest W7 Make up and Glow Bronzing Base (8). Jakieś dwa miesiące temu był bardzo trudno dostępny w internecie, ale zdołałam go dorwać. Niestety widzę, że obecnie w sklepach internetowych jest jego brak, ale warto sprawdzać, bowiem baza świetnie wygładza twarz i przygotowuje ją na przyjęcie podkładu. Ponadto podkład idealnie się z nią stapia tworząc jednolitą warstwę. Bazę można stosować również solo lub na podkład - każda z nas zapewne wypracuje najbardziej odpowiadającą jej metodę. Aby uprzedzić Wasze pytania - buzia nie wygląda jakby uraczona była kilogramem tapety, a wręcz przeciwnie - efekt jest naturalny i lekko brązowy. Baza będzie dobra również dla bladolicych (sama mam jasną karnację i u mnie produkt sprawdza się rewelacyjnie). W niedługim czasie postaram się naskrobać recenzję.
Jeśli któraś z Was woli sięgnąć do górnej półki, polecam Chanel Soleil Tan De Chanel (9). Przeznaczona jest podobnie do bazy W7 do stosowania samodzielnego lub przed nałożeniem podkładu. Według dziewczyn bazę można stosować również na podkład jako bronzer.

Podobno tańszą wersją bazy Chanel jest baza z naszej rodzimej marki - Kobo Ideal Cover Make Up odcień Suntanned 405 (10). Kiedyś kupiłam go Mamie i była bardzo zadowolona :)


Czekam na Wasze komentarze - ciekawa jestem czy używałyście wyżej wymienionych produktów brązujących do twarzy, a może macie jakieś produkty godne polecenia?

Buziaki,
S.

30 komentarzy:

  1. Mam bronzer Honolulu i bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolor jest naprawdę świetny - ani grama w nim pomarańczowych tonów. Ja jednak miałam niekiedy problem z jego nakładaniem - jak nałożyłam za dużo... To było tak średnio :D Najbardziej chyba pasował mi, gdy miałam opaloną twarz.

      Usuń
  2. Używam od miesiąca Clarins Radiance-Plus Glow Booster. Generalnie nie lubię bo nie potrafię używać samoopalaczy ale ten jest w 100 % bezpieczny - nawet dla takich nieudaczników jak ja :-) Dodaję 1-2 krople do kremu na noc i stopniowo "opalam" twarz. Bez smug, bez zacieków, bez odcienia pomarańczowego...rewelacja ! 15 ml - niby mało ale wydajność jest niesamowita.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta opcja z dodawaniem kropel do kremu jest chyba najlepsza - mamy i nawilżenie i stopniowe opalenie bez efektu spalonej twarzy :) Zerknę na niego, dzięki za podpowiedź!

      Usuń
  3. Podoba mi się zimny odcień tego Maca. Ja opalam twarz pudrem Loreala. To typowy bronzer w typowo ciepłym odcieniu. Mam go już trzeci rok i końca nie widać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaki to dokładnie produkt z Loreal?
      Oj tak, Baby don't go jest piękny! I można go dowolnie stopniować co jest plusem dla dziewczyn, które jeszcze nie do końca potrafią dobrze nakladać bronzery no i dla bladolicych :)

      Usuń
  4. Nie bardzo umiem obchodzić się z takimi produktami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę zatem, że najlepszą alternatywą byłby dla Ciebie samoopalacz w kroplach :) Tym na pewno nie zrobiłabyś sobie krzywdy.

      Usuń
    2. Może to jest myśl! :)

      Usuń
  5. ja również nie potrafię obchodzić się z takimi rzeczami, jak nie jestem opalona a zdarza się to już od wielu lat to nie 'biaduję' no cóż skóra przy najmniej nie jest sucha, a opalanie też przyśpiesza starzenie skóry, także nie ma tego złego... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie chodzi o to, że wszystkie kobiety jak jeden mąż przeżywają, że nie są opalone ;) Ja np. lubię opaleniznę, ale to nie oznacza, że za wszelką cenę ją zdobywam, np. na solarium :)

      Usuń
  6. Dawno, dawno temu pojechałam z rodzicami na wakacje nad polskie morze. Trafiliśmy na paskudną pogodę, a moi rodzice wierzyli, że to straszny obciach, gdy z wakacji przyjedziesz blada jak córka młynarza, więc sprawili sobie preparaty samoopalające. Kupili między innymi brązujący krem do twarzy z wyciągiem z orzecha włoskiego (marki nie pamiętam). Posmarowałam się nim, odczekałam dłuższy czas i poszłam spać. Na rano obudziłam się z koszmarnymi plamami na policzkach... Okazało się, że w moją tłustą cerę krem kiepsko się wchłonął i potem policzki wytarły się o poduszkę. Wyglądałam dramatycznie, niczym się tego nie dało zmyć ani zetrzeć. Od tej pory boję się takich wynalazków :P Ostatnio robię tak, że cała smaruję się samoopalaczem z Vita Liberata, a cerę po prostu pokrywam ciemniejszym podkładem (tak, by kolor podkładu pasował do szyi) i jest ok ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię Ci się, że obecnie masz lekki wstręt do tego typu kosmetyków ;) Ogólnie z tego, co udało mi się dojrzeć na Twoich zdjęciach, masz raczej ciemną oprawę - zapewne więc i sam ciemniejszy podkład może Ci pasować. U mnie chyba to wszystko by się za bardzo odznaczało i muszę się "ratować" samoopalaczem do ciała, twarzy i ciemniejszymi podkładami :P

      Usuń
  7. Zamierzam wypróbować te kropelki Collistar . aktualnie bardzo polecam samoopalacz do twarzy dax i kosmetyki vitaliberata. mam urlop w październiku i niewiele szans na to, że w tym roku choć trochę opale się na słoneczku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo intensywnie zastanawiam się nad kropelkami Collistar'a. A mówisz o jakimś konkretnym samoopalaczu? Słyszałam, ze mają fajne chusteczki, ale raczej nie opłaca się ich kupować. O Vita Liberata słyszę już któryś raz, a zupełnie nie znam marki :)

      Usuń
    2. z vita liberata mam lotion i piankę, super produkty, polecam też rajstopy w sprayu sally hansen, ja używam ich regularnie każdego lata już od 4-5 sezonów. nie pamiętam jak nazywa się mój samoopalacz z daxa, ale jest do twarzy i jasnej karnacji. stopniowo i baaaaardzo powoli oraz lekko opala. też myślę, że używanie chusteczek nie jest do końca opłacalne. ja nigdy żadnych nie miałam.

      Usuń
  8. Mnie kusi ten nowy olejek z bielendy i chyba jutro go sobie kupię ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie eksperymentowałam z produktami samoopalającymi do twarzy. Zawsze się bałam, że powstaną jakieś smugi lub po prostu mi to nie wyjdzie. Dla mnie prostszym rozwiązaniem jest właśnie użycie bronzera w celu opalenia twarzy. W Twoich propozycjach go nie ma, ale ja dorzucę jeszcze bronzer ze sleek np. ten z palety face form w odcieniu light :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bronzerem chyba nie do końca osiągniesz efekt jak samoopalającymi produktami do twarzy, ale jeśli masz wiedzę i umiejętności jak to zrobić, to co innego :) Ja wielokrotnie próbując opalić sobie mocniej twarz bronzerem, tylko zmazywałam wszystko, bo wyglądałam jak spalony upiór ;)
      A tak, ta paleta jest podobno genialna do konturowania :)

      Usuń
  10. Te kropelki mocno mnie ciekawią. Może się skuszę....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również, dlatego się nad nimi poważnie zastanawiam :)

      Usuń
  11. Kropelki są bardzo dobre, pisałam o nich na blogu i bardzo dobrze je wspominam. Uwielbiam niezmiennie samoopalacz w mleczku do twarzy marki Clarins, jest naprawdę delikatny, daje piękny zdrowy odcień i nie można zrobić nim sobie krzywdy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie zatem zajrzę na Twojego bloga w celu przeczytania recenzji kropelek :)
      Podobno kropelki z Clarins są równie dobre. O mleczku niestety nie słyszałam...

      Usuń
  12. Ciekawa jestem tego nowego bronzera ArtDeco. Mam bronzer z ubiegłorocznej limitowanki i też go bardzo lubię, chociaż lepiej wygląda na odrobinkę opalonej buzi, niż na całkowicie bladej :)

    A na Baby Don't Go narobiłaś mi ochoty :)

    OdpowiedzUsuń