Lush, Herbalism

Lush to marka, która zyskała sobie wiele zwolenniczek wśród europejskich kobiet (i nie tylko), w tym także Polek. Niestety wciąż skazane jesteśmy na zakupy podczas zagranicznych wojaży lub za pomocą zbiorowych zamówień. Kiedy Lush pojawi się w Polsce? Tego nie wie nikt. Dlatego póki mogę, korzystam z okazji i podczas pobytów w krajach, w których te pachnące sklepy są dostępne, zaopatruję się w kilka produktów. Tym razem podczas pobytu w Rzymie zdecydowałam się m.in. na czyścik Herbalism.

Wcześniej z lushowych czyścików używałam jedynie Angels On Bare Skin (notabene Herbalism jest lżejszy od AOBS), który bardzo przypadł mi do gustu - uwielbiałam efekt jaki po masażu pozostawał na mojej buzi - był to efekt czystości, a przy tym zdrowego blasku i matowości. Szukałam czegoś podobnego, a z pomocą przyszła mi recenzja mojej nieocenionej Karotki (do poczytania TU).



 PRZEZNACZENIE PRODUKTU

Produkt przeznaczony jest dla posiadaczek tłustej i mieszanej, jednak i ja z moją normalną i zarazem delikatną cerą zadowolona jestem z zakupu.
Zmielone migdały delikatnie złuszczają skórę, glinka głęboko ją oczyszcza oraz odżywia dzięki wyciągom z rozmarynu i szałwii. 

OPAKOWANIE I CENA

Jak inne czyściki z Lush, Herbalism zamknięty jest w czarnym słoiczku zamykanym na zakrętkę. Do wyboru pojemność 100 g (9, 95 EUR) lub 240 g (23, 50 EUR). 


KONSYSTENCJA, KOLOR, ZAPACH

Herbalism posiada lekko mokrą konsystencję dość zwartej, ale sypkiej pasty, którą łatwo rozprowadzić po twarzy. Mam wrażenie, że porównując go do AOBS dużo łatwiej wybiera się go z pudełeczka, pamiętam bowiem, że podczas używania tego drugiego, wielokrotnie chciało mi się kląć na czym świat stoi, gdy kolejna partia cennego ;-) produktu spada na umywalkę. Co nie znaczy, że i Herbalism tego nie robi - wydaje mi się jednak, że marnuje mi się zdecydowanie mniej tego produktu niż w przypadku jego poprzednika.

Kolor jak same widzicie na zdjęciach, moim zdaniem iście shrekowy, zapach natomiast przypomina mi zapach ziół, zapewne przez obecność rozmarynu w składzie.

SPOSÓB UŻYCIA  

Ze słoiczka wybieram dość małą ilość produktu i rozrabiam go z wodą w zagłębieniu dłoni. Następnie rozprowadzam na twarzy i wykonuję kilkusekundowy masaż.


DZIAŁANIE

Działanie jest bardzo zbliżone do efektów jakie uzyskiwałam dzięki czyścikowi Angels On Bare Skin. Herbalism genialnie oczyszcza skórę i po użyciu go odczuwam efekt odświeżenia. Ponadto jest to jeden z niewielu produktów, który sprawia, że moja cera po procesie pielęgnacyjnym robi się idealnie matowa, a co za tym idzie nie odnotowałam wzmożonej produkcji sebum. Podczas stosowania nie uaktywniła się na mojej skórze żadna alergia czy podrażnienie, nie przeżyłam też zmasowanego ataku nieprzyjaciół.

Czyścika używam raz dziennie - rano, co pozwala mi na przyjemne obudzenie skóry po całej nocy. 


WYDAJNOŚĆ
Produktu używam odkąd tylko wróciłam z Rzymu, czyli będzie już jakieś trzy tygodnie, a w słoiczku niemal nie widać zużycia. Herbalism ważny jest przez 3 miesiące, dlatego warto nie czekać ani chwili kiedy pojawi się u Was w łazience. Co prawda już dwa razy stosowałam kosmetyki Lush po terminie i nic mi się nie stało, ale o wiele przyjemniej jest używać produkt, który jest świeży  :-)

Podsumowując, cieszę się, że skusiłam się na zakup Herbalism, bowiem używa mi się go chyba jeszcze lepiej niż Angels on Bare Skin. Chętnie to niego powrócę z uwagi na efekt jaki uzyskuję po jego zastosowaniu - oczyszczoną i matową buzię. Wielkim atutem nie tylko w przypadku Herbalism, ale i całej marki Lush jest jej naturalność.

Używałyście? A może miałyście doświadczenia z innymi czyścikami Lush?
Buziaki,
Sylwia

14 komentarzy:

  1. ...Ja niestety Herbalism nie lubie :( za to Let the good times roll uwielbiam i najchetniej uzywalabym tylko jego ;) bardzo polecam Ci go kupic przy okazji nastepnej wizyty w LUSHu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarza się i tak, w końcu ile ludzi tyle opinii ;) A w Let the good times roll też się chętnie zaopatrzę przy okazji :)

      Usuń
  2. nic z tej firmy nie mialem aż wstyd się przyznać

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja teraz używam Let The Good Times Roll póki co pozytywnie mnie zaskoczył ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo się cieszę, że udało mi się polecić coś, co Ci się tak bardzo spodobało :) Herbalism polubiłam dużo bardziej, niż Angels On Bare Skin choć teoretycznie są to dosyć zbliżone produkty. Następnym razem wypróbuj też koniecznie Let The Good Times Roll, bo to mój kolejny hicior! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, sporo produktów, które polecasz potem i mi przypada do gustu, więc lubię sobie od Ciebie czasem ściągnąć ;)
      Wiem, wiem, nastepnym razem na pewno się na niego skuszę :)

      Usuń
  5. Herbalism nie miałam okazji stosować, ale Let The Good Times Roll i Buche de Noel wspominam bardzo dobrze. Marzy mi się mały wypad do Lush'a :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Let the good times roll chętnie wypróbuję, o Buche de Noel też coś słyszałam :)
      A mi się marzy Lush w Wawie :D

      Usuń
  6. Kocham peeling do ust z tej firmy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze peelingu od nich nie miałam :)

      Usuń
  7. Ja z Lush jeszcze nic nie miałam.

    OdpowiedzUsuń