Denko ostatnich miesięcy

Po raz kolejny macie możliwość prześledzenia moich zużyć z kilku miesięcy. Ostatnio robiłam porządek w szufladach z kosmetykami pielęgnacyjnymi i muszę stwierdzić, że patrząc na ich zawartość oraz na ilość pustaków, jestem bardzo zadowolona! Już niedługo odkopię się z nadmiernych zapasów i będę mogła kupować na bieżąco tylko to, co mi potrzebne (no, może z jakimiś małymi wyjątkami ;)). Zaczynamy!





Garnier, płyn micelarny 3w1 - muszę to napisać - znalazłam swojego ulubieńca w kategorii płyn micelarny! Nie jest drogi, wykonywanie nim demakijażu to sama przyjemność, a ponadto płyn ten jest bardzo wydajny. Ostatnio kupiłam nową, zieloną wersję tego płynu i ciekawa jestem jak się sprawdzi. W każdym razie - obecnie nie szukam już niczego innego w tej kategorii :)

Caudalie, pianka do mycia twarzy - pisałam o niej całkiem niedawno (TU). Te które czytały posta wiedzą, że pianka bardzo przypadła mi do gustu i chętnie w przyszłości po nią sięgnę. Jest delikatna niczym chmurka, pięknie pachnie, dobrze oczyszcza, nie przesusza skóry i nie powoduje wysypu nieprzyjaciół. Więcej w poście.

Oriflame, Pure Nature, żel do mycia twarzy - bardzo przyjemny żel do mycia twarzy o zapachu granatów. Za zapachem przepadałam bardzo, oprócz tego żel ten idealnie sprawdził się w duecie ze szczoteczką Luna Foreo Mini. Jest delikatny, nie spowodował przesuszeń, alergii, ani wysypu nieprzyjaciół. Jestem równie zadowolona jak z pianki Caudalie i chętnie kiedyś zrobię powrót :)

Nivea, Stay Clear, Tonik oczyszczający - tonik ten kupiłam z myślą odświeżenia swojej przygody z Nivea. I szczerze mówiąc wydał mi się zwyczajny - nie zrobił mi niczego złego, jednak mam wrażenie, że zabrakło "chemii". Jednak żeby nie pokrzywdzić całej marki ;) ostatnio kupiona miniaturka antyperspirantu Nivea była strzałem w 10, a oprócz tego mam ochotę przetestować Nivea Cellular krem pod oczy :)

Lusg, Angels on bare skin, czyścik do twarzy - czyli kultowe już Aniołki Lush'a. Używało mi się ich niezmiernie dobrze, jednak początkowo nie mogłam przyzwyczaić się do konsystencji samego produktu. Z czasem opanowałam sztukę łapania rozpadającego się czyścika podczas masowania nim twarzy ;) Efekt po oczyszczaniu nim skóry - beczenny! Buzia jest matowa i sprawia wrażenie rozświetlonej. 


AA, Cera mieszana, starter matujący pod makijaż - kiedyś kochałam kremy AA, obecnie nieco to gorące uczucie do nich mi przeszło. Ze starterem matującym pod makijaż, czyli połączeniem bazy matującej z kremem miałam do czynienia po raz pierwszy. I pierwsze to spotkanie było niezwykle udane! Baza świetnie przygotowuje cerę pod nałożenie makijażu (aczkolwiek chyba i tak nie przebije nic efektu kremu Phenome Oil Control), nie uwydatnia suchych skórek i przy tym nieco nawilża. Polecam na lato, zwłaszcza osobom mającym problem z nadmiernym przetłuszczaniem się cery.

Iwostin, Sensitia, krem intensywnie nawilżający, SPF 20 - i o nim jakiś czas temu powstał oddzielny wpis (TU). Krem bardzo przyjemny, nawilża równie dobrze, jednak zabrakło mi w nim tego "czegoś" co sprawiłoby, że stałby się jednym z moich ulubieńców jak Pharmaceris A lekki krem głęboko nawilżający. Niemniej polecam bardzo, zwłaszcza na okres zimowy.

AA, Intymna Sensitive, chusteczki do higieny intymnej - delikatne, bardzo dobrze odświeżające chusteczki, które z ręką na sercu mogę polecić. Chętnie do nich wrócę.

Clinique, Even better eyes dark circle corrector, próbka - mówi się, że na podstawie próbek niewiele można powiedzieć o kosmetyku, jednak moim zdaniem można stwierdzić czy nam pasuje czy też nie warto, abyśmy kupowały pełen wymiar. Tak było w przypadku próbki żelu pod oczy Even better eyes. Teoretycznie cienie pod oczami zakrywa naprawdę dobrze (ma lekko beżowy odcień), a więc w połączeniu z korektorem i z podkładem można osiągnąć pełne zakrycie cieni. Produkt ten jednak nie posiada moim zdaniem właściwości łagodzących opuchliznę pod oczami. A szkoda.


Pharmaceris, skoncentrowany szampon wzmacniający do włosów osłabionych - bardzo dobry szampon, do którego z całą pewnością będę wracać. Dobrze oczyszcza zarówno skórę głowy jak i same pasma, radzi sobie z olejami i nadaje włosom świeży wygląd. Kiedyś zapewne pokuszę się o jego recenzję.

Matrix, Oil Wonders, szampon do włosów - niestety ten szampon nie sprawdził się u mnie. Na drugi dzień od umycia (włosy myję wieczorami), pasma przy skórze szybko się przetłuszczały, a co za tym idzie, aby utrzymać dobry wygląd włosów, musiałam je myć praktycznie codziennie. Zdecydowanie lepiej sprawdza się u mnie odżywka z tej serii, aczkolwiek nie robi z włosami nic spektakularnego.

Alverde, szampon hibiskusowyi szampon amarantowy - opiszę je razem, ponieważ zarówno jeden jak i drugi szampon sprawdziły się u mnie rewelacyjnie. Podobnie jak Pharmaceris, dobrze raziły sobie ze zmywaniem olejów, odświeżały włosy i nie powodowały przetłuszczenia. Po ich użyciu włosy były nieco twarde i skrzypiące - niesamowicie mi się plątały, ale sprawę załatwiała odżywka.

Ecospa, olej z nasion malin zimnotłoczony - kupiłam go w celu nawilżania moich włosów. Niestety szczególnie mnie nie zachwycił, ale możliwe, że brak zachwytów mógł być spowodowany brakiem regularności w olejowaniu włosów.



Isana, krem do rąk cytrynowy, seria limitowana - limitka kremów Isany - nie jest to na pewno krem, którego pożądać będą dłonie potrzebujące regeneracji. Konsystencja jest bardzo lekka, szybko się wchłania, ale dedykowałabym go raczej jako podtrzymanie codziennego nawilżania skóry niż lek na bardzo wysuszone i popękane dłonie. Nie żałuję, że była to limitowana wersja, ponieważ jako zwolenniczka bardziej treściwych konsystencji w kremach do rąk, nie kupiłabym go ponownie.

Pharmaceris A, Lipo-protect, regenerujący krem ochronny do rąk - jakiś czas temu powstał o nim osobny post (TU). Niestety krem nie spełnił moich oczekiwań w kwestii nawilżenia. Spodziewałam się bardziej skoncentrowanej formuły, tymczasem ta podobna jest nieco do kremu Isany opisanego powyżej (ale mimo wszystko krem Pharmaceris oceniam ciut wyżej od cytrynowej wersji Isany).

N36, balsam do stóp intensywnie nawilżający - to już mój drugi krem do stóp tej marki i po raz drugi jestem zadowolona z kupionego produktu. Bardzo dobrze nawilża, skórę pozostawia miękką i delikatną, nie pozostawia białych smug. Bardzo chętnie będę sięgać po produkty do stóp N36.

Green Pharmaceris, olejek do masażu antycellulitowy - oczywiście nie ma co spodziewać się po tym olejku cudów w kwestii zwalczenia cellulitu. Stosowałam go mimo wszystko na sfery najbardziej narażone na powstawanie cellulitu czyli brzuch, uda i pośladki. Po użyciu olejku skóra była gładka, dobrze nawilżona, a sam olejek miał dość przyjemny zapach. Jedynym mankamentem była mało szczelna zakrętka. PS. Dobrze nadawał się też do masażu ;)

Masło shea, Mydlarnia u Franciszka - to było moje pierwsze spotkanie zarówno z masłem shea jak i z Mydlarnią u Franciszka. Niestety konsystencja masła nieco mnie irytowała, zwłaszcza na początku - masło zbite w małe grudki niekiedy ciężko było rozsmarować, a ponadto ja często "gubiłam" jego kawałki. Trzeba jednak przyznać, iż doskonale nawilżało skórę i z pewnością masło shea od Mydlarni u Franciszka mogę polecić osobom borykającym się z przesuszeniem skóry.

Bath & Body Works,  żel antybakteryjny Japanese Cherry Blossom - zapach ten akurat nie należy do moich ulubionych z B&BW, dlatego nie płakałam, gdy ten egzemplarz wykończyłam. Mimo wszystko mogę polecić żele antybakteryjne marki (jest wiele zapachów, więc każdy znajdzie coś dla siebie). Ich zapach nie jest tak bardzo przesiąknięty alkoholem jak w przypadku innych tego typu produktów. Kolejną zaletą żeli antybakteryjnych tej amerykańskiej marki jest brak uczucia kleistości po ich użyciu. Na plus!


Fa, antyperspirant Pink Passion - to już moja któraś z kolei buteleczka mini tego antyperspirantu. Jest ze mną zawsze, bowiem noszę go przy sobie w torbie. A właściwie nosiłam, ponieważ teraz jego miejsce zastąpił antyperspirant Nivea Stress Protect, który tak mi się spodobał, że kupiłam go także w kulce już do użytku "domowego". Ale wracając do Fa - miał naprawdę ładny, kwiatowy, intensywny zapach. Odświeżał na kilka godzin, po czym wskazane było użycie go po raz kolejny do odświeżenia się. Biorąc pod uwagę mały wybór antyperspirantów w wersji mini, ale i moją sympatię do niego, na pewno kiedyś wrócę do Pink Passion :)

Dove, Go fresh, antyperspirant w kulce - delikatny zarówno w zapachu jak i w użyciu. Świeżością mogłam cieszyć się przez kilka godzin. Nie powodował podrażnień delikatnej skóry pach, ani wysypu nieprzyjaciół. Polecam i chętnie wrócę zarówno do tej jak i innych wersji zapachowych antyperspirantów Dove.


Phenome, Warming Shower Mousse - czyli rozgrzewający żel do kąpieli. Od razu zaznaczę, że rozgrzania w postaci dziwnego mrowienia skóry nie odnotowałam, aczkolwiek pojawiło się "gorące" pragnienie drapania się po całej skórze. Tak, niestety żel Phenome mnie uczulił. Długo nie chciało mi się wierzyć w to, że tak dobra i w gruncie rzeczy droga marka mogła mi zafundować uczulenie, więc żelu używałam pod prysznicem dalej, ale dalej też drapałam się przy każdej możliwej okazji, w każdym możliwym miejscu. W końcu po wykluczeniu niektórych kosmetyków, główne podejrzenie padło na Warming Mousse. Żel odstawiłam, jeszcze przez kilka dni się podrapałam, a potem... Jak ręką odjął. Niestety pół żelu poszło do kosza, ale przynajmniej mam ten komfort psychiczny, że żel otrzymałam jako nagrodę, a nie kupiłam za własne pieniądze.

Lirene, Miodowy Nektar do mycia ciała oraz Migdałowe Mleczko do mycia ciała - bardzo kremowe, w konsystencji przypominające nieco balsam o lekkiej konsystencji. Oprócz walorów zapachowych (podczas używania obydwu wersji w łazience unosi się piękny, słodki zapach, w którym nie ma ani grama chemii) mleczka są dość wydajne (w  końcu mamy do czynienia z ogromnymi butlami!), nie wysuszają skóry, a wręcz mam wrażenie, że po prysznicu jest ona lekko nawilżona. Całkowicie na plus!

Balea, żel pod prysznic Melon Tango - to jeden z najładniejszych zapachów żeli pod prysznic Balea! I z tego, co się orientuję, niestety limitowany. Słodki, ale w tej słodkości wyważony. Wydaje mi się, że już kiedyś czułam podobny zapach w którymś z żeli pod prysznic, ale jak na złość nie mogę sobie przypomnieć w którym.


Usque, mydło do rąk - mydło to kupiła mi Mama podczas zakupów w Almie. Butelka spodobała jej się do tego stopnia, że postanowiła zrobić prezent własnej córce ;)


Annabelle Minerals, podkład matujący Natural Fair (4g i 10g) - aktualnie mój ulubiony podkład, który najchętniej nakładałabym podczas tworzenia każdego makijażu. Obecnie nieco odeszłam od tego podkładu z uwagi na testy podkładów Pharmaceris oraz Lirene My Color Code (a w odwodzie mam jeszcze Max Factor, którego również kiedyś trzeba wykończyć), ale nowe pudełeczko już czeka na użycie :) W każdym razie, moje zachwyty miałyście okazję przeczytać już w osobnym poście, a jeśli nie, to kieruję Was do linka - KLIK. Nakładając ten podkład w domu i dodając do niego puder Lily Lolo Flawless Matte, mogłam przez cały dzień nie robić poprawek, a moja buzia miała jedynie zdrowy, naturalny błysk. Ponadto podkład idealnie wyrównuje koloryt i stapia się z moją skórą. Mogłabym tak w nieskończoność, ale jeśli jesteście zainteresowane, polecam zajrzeć do podlinkowanego posta.

Lily Lolo, puder Flawless Matte - puder, o którym wspominałam wyżej. Idealnie matuje, oprócz tego wygładza, a poprawek w ciągu dnia podczas pór, w których nie uświadczysz upałów, robić nie muszę. Duet idealny z podkładem matującym Annabelle Minerals. Ponadto bardzo dobrze współpracuje z podkładami płynnymi. Ideał :)

Dr Irena Eris, eyeliner Provoke w pisaku - początkowo współpracowało mi się z nim idealnie - grubość kreski mogłam swobodnie stopniować, a oprócz tego eyeliner ten nie dawał takiego mocnego efektu kreski jak np. eyelinery w cienkim pędzelku. Podobało mi się, że wyglądał jak czarna kredka na powiece. Niestety, moja radość nie trwała długo - dość szybko coraz bardziej wysychał aż w końcu musiałam się z nim pożegnać. 

Wibo, eyeliner wodoodporny w pędzelku -  jego wodoodporności nie sprawdzałam i podejrzewam, że testu mógłby nie zdać ;) Aczkolwiek uważam, że jako eyeliner sprawdził się u mnie doskonale. Ogólnie zauważyłam, że Wibo i Lovely mają dość dobre eyelinery, a do tego tanie i wystarczają na naprawdę długo. Podoba mi się w nich cienki pędzelek, chociaż niestety często z pędzelka wystają pojedyncze włoski. Ja sprawę załatwiam wyrywaniem takiego włoska pęsetą - jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się spowodowane wyrywaniem rozklejenie pędzelka. Jeśli chodzi o trwałość na oku - utrzymuje się cały dzień, odbić na powiece może się tylko w wypadku, gdy nabierzemy zbyt dużo kosmetyku na pędzelek. Moim zdaniem wysycha błyskawicznie, a do tego jest tani jak barszcz. Będę wracać i Wam polecam spróbować, jeśli jeszcze nie miałyście okazji :)

Yves Rocher, tusz do rzęs Sexy Pulp - jeden z moich ulubionych tuszy do rzęs! Sama obecnie nie wiem czy wolę ten czy Gosh Catchy Eyes - obydwa dają na rzęsach spektakularne efekty - pogrubienie i wydłużenie, nie osypują się i są w stanie przetrwać na rzęsach cały dzień w dobrym stanie. Poznałam ten tusz dzięki współpracy z marką Yves Rocher i jak tylko będę miała deficyt tuszy, biegnę kupić!

L'Oreal, korektor Lumi Magique - to u mnie któryś z kolei egzemplarz tego korektora, uwielbieniem do niego zaraziłam również moją Mamę. Idealnie rozświetla cienie pod oczami, a wraz z nałożonymi na niego podkładem i pudrem kryje cienie i worki pod oczami w prawie 100%. Będę wracać.

Lip Smacker, pomadka o smaku truskawkowym - to produkt, który jest ze mną już od momentu kiedy nie można było go dostać w drogeriach stacjonarnych. Kupiłam po raz pierwszy na Allegro i cieszyłam się jak dziecko (żałuję, że nigdy nie dorwałam czekoladowej pomadki!). Niestety w przypadku tej wersji nie było tak różowo jak to kolor pomadki wskazywał ;) nawilżała, ale doraźnie. Nie pachniała, ani nie smakowała (jak w przypadku winogronowej Fanty) zbyt powalająco. Cieszę się, że moja relacja z nią się skończyła i nie planuję powrotu.

Alterra, pomadka rumiankowa - pomadkę tę kupiłam w celu stosowania na rzęsy. W końcu stwierdziłam, że w żaden sposób na nie nie działa i po uprzednim wyczyszczeniu jej, zaczęłam stosować jako pomadka do ust. Alterra rumiankowa ma dość słodkawy i przyjemny zapach. Usta jednak nawilżała doraźnie, nie odczułam żadnego, długofalowego działania pomadki, mimo że używało mi się jej dobrze. Z tego powodu, do tej wersji już nie wrócę.

Paese, Linea Automatic Liner, kredka do oczu w odcieniu Brown Glam - ta seria Paese przywiązała mnie do siebie na dobre! To była moja pierwsza kredka tej marki, w kolorze czarnym jest już w użyciu, a kolejna brązowa kupiona. Gładko sunie po powiece, nadaje się też idealnie na linię wodną. Nie podrażnia, jest trwała. Będę wracać!

Nivea, masełko do ust Vanilla & Macadamia -  z tym masełkiem męczyłam się bardzo. Zupełnie nie przypadła mi do gustu konsystencja ani właściwości pielęgnacyjne, które moim zdaniem są właściwie zerowe. Megdil podsunęła mi pomysł wykorzystania resztki masełka jako peeling. W tej roli sprawdził się o wiele lepiej. Nie wrócę na pewno...


Life, zmywacz do paznokci wybielający - zmywacz ten paznokci może nie wybiela, ale sprawdza się przy zmywaniu nawet najbardziej opornego lakieru. Nie zauważyłam też podczas stosowania go wysuszenia paznokci lub skórek wokół niego. Bardzo chętnie wypróbuję też inne warianty.

Isana, zmywacz do paznokci (zielony) - zmywacz ten kupiłam w desperacji, ponieważ nie miałam po drodze innych drogerii niż Rossmann.Kiedyś kupowałam go namiętnie, po pierwsze po drodze na studia miałam kilka Rossmanów, a po drugie ten zmywacz po prostu był dobry. Niestety od pewnego momentu na paznokciach zaczęły mi się tworzyć białe naloty. Podejrzewałam, że to przez zmywacz. Gdy go odstawiłam, naloty minęły jak ręką odjął... Po długim czasie wróciłam do tego zmywacza i tym razem było jak na początku.

Seche Vite, top wysuszający - bardzo dobry top, pięknie nabłyszczający lakier. W szafce mam pełną wersję, na razie jednak używam ulubieńca - Essie Good to go.

Armani Diamonds, EDP - jestem w szoku, że udało mi się wykorzystać tak dużą butlę perfum! Co prawda miałam je kilka lat (kiedyś byłam w nich zakochana), ale stwierdziłam, że czas je trochę pomęczyć, bo w końcu się zestarzeją. Marzą mi się nowe - Gucci Guilty Intense, pełna wersja DKNY My NY lub Chanel Chance Eau Tendre... Zobaczymy co będzie następne :) Jeśli chodzi o Diamonds, moim zdaniem to zapach dość "chłodny", tajemniczy i uwodzicielski. Niestety też trochę mało trwały w porównaniu z Miss Dior Cherie, które mam lub CK Euphoria (którą kocham nawiasem mówiąc). Raczej powrotu nie planuję mimo sentymentu do Armaniego.

I to tyle z denka! Nastepne zapewne za jakieś 2-3 miesiące, gdy ponownie uzbieram pokaźną gromadkę pustaków.
Ciekawa jestem czy któryś z powyższych kosmetyków gościł u Was w łazience/na półce/w szufladzie? Piszcie!

Buziaki,
S.

64 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. O rety, olbrzymie denko !
    Miałam grejpfrutowe mydło Usque i to chyba najlepiej pachnące mydło ever! I opakowanie faktycznie ładne.

    I mam ochotę na tusz z Yves Rocher, już tyle osób go poleca! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę się tych pustaków uzbierało, ale też nie ukrywam, że tak dużo tych pustaków w jednym poście z uwagi na brak czasu, aby przysiąść do pisania denka :)
      A jaki kolor miałas? Bo ja jasno różowy, ale prawdę mówiąc nie wiem co to był za zapach... Możliwe, że grejfrut :)

      Tusz baaardzo polecam! U mnie daje chyba jeszcze lepsze efekty niż równie uwielbiany przeze mnie tusz GOSHa Catchy Eyes.

      Usuń
  3. Bardzo duże denko, nawet jak na kilka miesięcy :) też lubię ten korektor L'oreal Lumi Magique :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to, wreszcie powoli odkopuję się z gigantycznych zapasów :)
      Lumi rządzi!

      Usuń
  4. Muszę wypróbować te nektary do mycia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. poszalałaś! :D
    szampon z Pharmaceris miałam i mam i bardzo lubię. o tym kremie do rąk z Isany już zdążyłam zapomnieć, że taki był ;) żele z Balea uwielbiam (co zresztą widać w każdym moim denku :P).
    i aż zdziwiłam się, że żel z Phenome Cię uczulił! ja właśnie wykańczam dwie inne wersje zapachowe (refresh i wake-up) i bardzo je lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak troszeczkę :D Nawet nie wiesz jaką frajdę daje mi każde puste pudełko! :D
      Myślę, że do szamponu z Pharmaceris jeszcze wrócę, naprawdę dobry produkt! Co do kremu z Isany - troszkę opornie do niego podchodziłam :D Ogólnie ostatnio jakoś przyspieszyłam ze zużywaniem kremów do rąk, kiedyś dłuuugo mi zajmowało wykończenie jednego kremu. O kremie z Anidy krążą chyba legendy :P
      Ja też się zdziwiłam, że mnie uczulił... Zresztą, równie duże zdziwienie zaliczyłam, gdy uczulił mnie żel L'Occitane kilka lat temu.

      Usuń
  6. Ja żele z B&BW uwielbiam i kupuję zawsze na zapas.. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja póki co też mam niemały zapas ;)

      Usuń
  7. No, troszkę opakowań uzbierało się ;) A odkopywania się z zapasów szczerze zazdroszczę! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze trochę zapasów jest, ale powoli, powoli... :)
      U Ciebie też dużo zapasów?

      Usuń
  8. Wyjście z zapasów - podziwiam.

    Zwróciłam uwagę na ten krem do rąk Pharmaceris i faktycznie slabizna z niego. Użyłam parę razy i oddałam w inne ręce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to wyjście to nie do końca ;)

      Wiem, że znalazły się zwolenniczki tego kremu. Ale kto co lubi :) Na pewno jako regeneracja, moim zdaniem się nie sprawdzi.

      Usuń
  9. ile tego jest!!!! gratuluje!!!!! tez sie staram pozuzywac moje zapasy, ale idzie mi chyba trzy razy wolniej niz Tobe! narobilas mi ochoty na podklad AM, jak skoncze ktorys z moich zapasow, to napewno soebie zamowie))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ważne, że małymi kroczkami, ale do celu - także i w Twoim przypadku :)

      A podkład AM polecam! Uważaj tylko na kryjący, bo z nim niestety bywa gorzej ;)

      Usuń
  10. Zużyte kosmetyki robią miejsce nowym :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie ;) Aczkolwiek na te nowe w niektórych kategoriach sobie poczekam ;)

      Usuń
  11. lubię balsam do stóp No36, micela z Garnier co chyba nikogo nie dziwi;p i zmywacz z Isany, dla mnie jest nawet lepszy od SH a cena nieporównywalnie niższa. mi się po nim nic złego nie dzieje z paznokciami i mam nadzieję, że tak zostanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz o zmywaczu z Sally Hansen? Tego nie miałam, więc się nie wypowiem :) Mi przez długi czas też nic nie robiło się z paznokciami podczas stosowania zmywacza z Isany, ale w końcu zaczęło, dlatego obserwuj swoje paznokcie ;)

      Usuń
  12. Ja jestem zachwycona podkładem Lily Lolo. Faktycznie trzyma się wspaniale i daje efekt drugiej skóry. Bardzo naturalny. Uwielbiam go. Micel Garniera też, ale częściej jednak używam ten biedronkowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam kiedyś podkład Lily Lolo, ale gdy wypróbowałam AM, to on zawrócił mi w głowie :)
      Micela biedronkowego też lubie! Podobno jest podobny do tego z Tołpy :)

      Usuń
  13. Ogromne denko! Kupiłam ostatnio ten mały żel BBW o zapachu kwiatu wiśni, ale jeszcze nie używałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem czy zapach spodoba się Tobie bardziej niż mi :)

      Usuń
  14. fajnych kosmetyków używałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre były fajne, niektóre już mniej ;)

      Usuń
  15. żel do mycia oriflame, micelarny garnier, balea pod prysznic i znany zmywacz isany ;) i nawet wszystko dobre ;p

    OdpowiedzUsuń
  16. u mnie lumi magique się nie sprawdził i ja na pewno do niego nie wrócę, micelek z garniera właśnie mi się kończy, a od zmywacza isany wolę ten z essence - jest jeszcze skuteczniejszy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda :( a z ciekawości czemu Lumi się u Ciebie nie sprawdził? Nie krył zbyt dobrze?
      Piszesz o zmywaczu Essence fioletowym? Jeśli tak, to ja go też uwielbiam, ale obecnie niestety rzadko mam do niego dostęp.

      Usuń
  17. Kupiłam jakiś czas temu ten płyn micelarny Garniera i jestem zachwycona! :) Genialnie zmywa, zużywam dwa razy mniej wacików niż przy innych płynach ;) I do tego jak ładnie pachnie! Daj znać jak się sprawdza zielona wersja :) Ciekawe czy będzie lepsza,
    Chętnie kupię kiedyś ten produkt Lush, wydaje się bardzo fajny :) Ciekawe kiedy będą dostępne w Polsce te kosmetyki... Kiko już jest, teraz czas na nich :D
    żele BBW uwielbiam :) Mam teraz Sugar Maple, cudowny zapach <3 Miałam Japanese Cherry Blossom ale też za nim nie przepadałam ;)
    Podkład od Annabelle polubiłam, ale niestety z moja tendencją do wiecznego dmuchania nosa (mam wieczny, lekki katar :() podkład schodzi w tempie błyskawicznym :/ Znasz może jakiś bardziej trwały podkład mineralny? Nie chce wracać do tych zwykłych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się dać znać jak wersja różowa ma się do zielonej :) Powstają nowe sklepy Kiko, więc marka chyba dość dobrze będzie się u nas rozwijać. Mogliby sprowadzić do nas Lush, ciekawe jakie byłyby ceny!
      Hmmm.. Nie kojarze Sugar Maple... To jakaś świąteczna kolekcja? Tak brzmi ;)
      Jeśli chodzi o podkłady, to niestety... Ja też mam właściwie przez cały czas katar, ale nie zauważyłam, żeby przez wycieranie nosa podkład schodził jakoś tragicznie.

      Usuń
  18. Bardzo lubię te chusteczki nawilżane z AA

    OdpowiedzUsuń
  19. Płyn Garniera i rozświetlacz z Loreala również bardzo lubię:)

    OdpowiedzUsuń
  20. melon tango z balea bardzo mnie kusi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że nie kupisz już go w DMie...

      Usuń
  21. Ja od kilkunastu dni zapoznaję się z płynem micelarnym z garniera .
    Bardzo duże denko. Do depilacji wolę męskie żele do golenia jak nivea czy Gilette. Tą konwaliową piankę kiedyś miałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu do depilacji wybierasz męskie żele? Ostatnio przeniosłam się z kobiecych maszynek na te męskie, ale nie przyszła mi do głowy zmiana na żel/piankę męską :)

      Usuń
  22. Zmywacz z Isany to mój ogromny ulubieniec i zawsze sięgam po niego. Płyn micelarny z Garnier bardzo lubię natomiast ta pomadka z Alterry u mnie nie robi kompletnie nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomadkę Alterry używasz do ust czy do rzęs?

      Usuń
  23. Uwielbiam takie posty :) Można o tak wielu produktach poznać opinie, dowiedzieć się tego co najważniejsze. Firma Caudalie kusi mnie i to bardzo mocno, mam nadzieje, że niedługo zaspokoję swoją ciekawość

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się:)
      A co dokładnie z marki Caudalie Cię kusi?

      Usuń
  24. Sporo udało Ci się zużyć :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. wow, nieżle! :)
    I jak dużo kolorówki :)
    Piankę Caudalie i ja uwielbiam, jak zużyję to, co mam w zapasach, na bank do niej wrócę, bo nie ma lepszej :)
    Zaciekawiły mnie te balsamy żółte z Lirene, będę o nich pamiętać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem zaskoczona tak liczną obecnością kolorówki w tym denku :D
      Myślę, że za jakiś czas również do tej pianki wrócę. Podoba mi się pomysł używania jej latem :)

      Usuń
  26. Niezła gromadka :) Aniołki LUSH uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  27. Wow pokaźne denko ;) Aniołki z Lusha również bardzo przypadły mi do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. i kto powiedział, że kolorówki się nigdy nie zużywa ;)
    Bardzo lubię płyn micelarny od Garniera, a jeśli nie jesteś usatysfakcjonowana Iwostinem Sensitia to sięgnij po wersję Hydratia - jest genialna!

    OdpowiedzUsuń
  29. O matulu, aleś nazbierała! :) Też miałąm ten zapach Armanka, ale mi się znudził chyba w połowie butli i oddałam mamie ;) Chanel Chance kocham! DKNY MyNY również! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, czyżby mamy podobne gusta zapachowe?:)

      Usuń
  30. gdzie kupujesz kosmetyki marki Claudalie? :-) micel z Garniera bardzo lubię :-) tusz z Yves Rocher również posiadam, ale jakoś aplikacja tą szczoteczką sprawia mi trudność :-) a korektor Loreal muszę koniecznie wypróbować - on nadaje się bardziej pod oczy czy na niedoskonałości? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zarówno piankę jak i płyn micelarny kupiłam na Allegro :) Są niższe ceny niż w aptekach.
      Szkoda, że posługiwanie się tuszem z YR sprawia Ci trudności, ja nie miałam żadnych. Ale może to kwestia wprawy?:)
      Korektor nadaje się zdecydowanie bardziej pod oczy - rozświetla.

      Usuń
  31. Bardzo żałuję że firma Alverde wycofała tą wersję z amarantusem. Zarówno szampon jak i odżywka spisały się u mnie na 5 a firma po raz kolejny wycofała produkt który sprawdził się u tak wielu osób;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie nie rozumiem takiej polityki wycofywania produktów, które sprawdziły się wśród wielu osób. Ale chyba zamiarów marki nie odgadniesz...

      Usuń
  32. UUU, tez mam chrapke na Gucci Guilty ;) ładnie Ci poszło, mało z tych produktów znam.

    OdpowiedzUsuń
  33. Ogromne to Twoje denko, brawo!
    Muszę koniecznie znależć sposób aby kupić ten żel Balea z limitowanej edycji, no nie odpuszczę!
    Coraz bardziej jestem też ciekawa kosmetyków z Green Pharmacy:) Zaciekawił mnie też żel do twarzy z Oriflame, ale na razie zmieniłam takie produkty na naturalne mydełko:)
    Przypomniałaś mi też o szapomnie z Pharmaceris, bo uwielbiam go! Muszę go koniecznie kupić jak będę w Polsce, tak samo jak krem do rąk z Isany :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Widzę bardzo dużo znajomych i lubianych przez mnie produktów :)

    W Diamonds zakochałam się na pierwszym roku studiów. Pamiętam, że pierwszy raz powąchałam ten zapach w Harrodsie, więc z pewnością zawsze będę je darzyć pewnym sentymentem. Później dostałam swoją buteleczkę od ówczesnego chłopaka, ale ani osoba nie była ta co trzeba, ani sam zapach po pewnym czasie nie pachniał na mnie tak, jak chciałam, dlatego moja przygoda z tym zapachem szybko się zakończyła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, o tym ówczesnym chłopaku i perfumach Diamonds kiedyś mi wspominałaś :) Tak to jest z rzeczami od osób, o których nie koniecznie chcemy pamiętać ;)

      Usuń