Dno ostatnich miesięcy ;)

piątek, 19 września 2014
I znów kolejny, podsumowujący post. Tym razem denko! Trochę mi się tego nazbierało przez miesiące kiedy denek nie robiłam. Nie jestem nawet w stanie powiedzieć z jakich miesięcy jest to denko, podejrzewam jednak, że z ostatnich dwóch ;) Ale koniec tych dywagacji, zaczynamy!





1. Maska śródziemnomorska SPA Resort Capri dr Irena Eris, którą opisywałam TU. Te z Was, które miały okazję czytać recenzję wiedzą już, że w masce wprost się zakochałam i używałam ją z wielką przyjemnością. Ale wszystko się kiedyś kończy i na nią przyszła pora denka :) Jeśli chcecie wiedzieć więcej - odsyłam do linka.

2. Yves Rocher, żel pod oczy Elixir 7.9, żel ten posiada w sobie malutkie drobinki rozświetlające, które nadają świeżego blasku niezwykle delikatnej i cienkiej skórze pod oczami. Bardzo przyjemnie używało mi się tego kremu, stwierdzam, że był naprawdę wydajny (ale używałam go jedynie na dzień, na noc używałam czegoś bardziej treściwego). Jeśli chcecie poczytać o nim więcej, odsyłam do posta: KLIK

3. Make Me Bio, krem do twarzy Beauty Face, bardzo treściwy i niestety nieco tępy w rozsmarowywaniu krem. Mimo to, mam wrażenie, że był jednym z kosmetyków, które pozwoliły mi na nawilżenie twarzy przy jednoczesnym powstrzymaniu wynurzania się nieprzyjaciół. Zapewne wróciłabym do tego kremu, gdyby nie wkurzająca mnie pod koniec używania konsystencja. Więcej o tym kremie TU.

4. Bandi, Gold Philosophy, krem pod oczy, to chyba najdłużej eksploatowany przeze mnie krem pod oczy. Co prawda używałam go jedynie na noc i nie pamiętam kiedy dokładnie zaczęłam stosować, ale szczerze mówiąc to aż miałam go dość :D Bo ile można używać wciąż tego samego kosmetyku? Jako nawilżacz sprawdził się dość dobrze, jednak moim zdaniem pasować będzie jedynie osobom, które nie potrzebują zbyt dużego nawilżenia strefy pod oczami. Nie polecam zatem kremu osobom dojrzałym. Przyznam się, że nie zużyłam produktu do końca, ponieważ jakieś dwa miesiące temu stracił ważność. A ja jakoś nad tym nie ubolewam ;)

5. Yves Rocher, krem do twarzy Elixir 7.9,  kremu tego używałam w zeszłym roku, następnie przestałam i przeniosłam się na inne. Nie dawno zajrzałam do szuflady z zaczętymi i nieskończonymi produktami i postanowiłam ostatecznie wydenkować ten krem. Konsystencję ma dość treściwą, kremową z lekkim dodatkiem żelowej. Przez ostatni miesiąc używałam go jako krem na dzień i w tej roli spisywał się idealnie. Szybko się wchłaniał, czułam, że mojej skórze dostarczana jest porcja nawilżenia, a makijaż nie rolował się. Podsumowując - fajny produkt, ale nie polubiłam się z nim na tyle by do niego wrócić. Ponadto niestety swoje kosztuje.


6. Lirene Dermoprogram, balsam do ciała Rubin Charm, ten balsam pokochałam od pierwszego użycia! Co prawda nie przepadam za błyskiem dyskotekowej kuli, ale błysk ten mimo że różowy, był dość subtelny. Śmiesznym zjawiskiem było też lekkie barwienie skóry na różowo. Nawilżaczem Rubin Charm był dość dobrym, aczkolwiek nie zaliczyłabym go do treściwych produktów do ciała. Ale ten zapach... Mi osobiście kojarzył się z drogimi, eleganckimi perfumami. Moim zdaniem dość fajny gadżet na okres świąteczno-sylwestrowy.

7. Green Pharmacy, krem do stóp odświeżający i ochronny, za marką Green Pharmacy szczególnie nie przepadam, bowiem ich produkty do włosów nieco mnie zraziły do siebie. Ten krem jednak muszę pochwalić za wydajność oraz bardzo dobre nawilżanie i zmiękczanie skóry stóp. Z tego, co wiem jego cena także jest przystępna, a skład również niezły. Jeśli miałabym możliwość powrócić do tego produktu, w sumie nie wahałabym się.



8. Original Source, żel pod prysznic Lemon & Tea Tree, bardzo cytrusowy i bardzo odświeżający. Moim zdaniem zapach idealny na upały, chociaż ja podczas upału tego żelu nie używałam. Generalnie żele OS lubię, nie wysuszają mi skóry, nie uczulają mnie i nie pozostawiają tłustego filmu na skórze. Lubię od czasu do czasu wracać, zwłaszcza gdy pojawiają się limitki.

9. Le Petit Marseillais, żel pod prysznic Peche Blanche & Nectarine, jak tylko żele tej znanej, francuskiej marki pojawiły się w sklepach, a w radio zabrzmiała nieco wkurzająca mnie reklama "le peti maseje", pobiegłam do Super-Pharmu w przerwie w pracy i nabyłam swój pierwszy żel tej kultowej firmy. Najbardziej spodobał mi się właśnie zapach białej brzoskwini i mandarynki. Produkt umilał mi kąpiele pod prysznicem, podobała mi się jego delikatna konsystencja i to, że jego zapach wypełniał całą łazienkę. Myślę, że mogę powrócić w celu wypróbowania pozostałych zapachów.

10. Bath & Body Works, Sparkling Blackberry Woods, chyba nie znam żeli pod prysznic, które mają bardziej słodsze i intensywniejsze zapachy niż jedna z ulubionych marek Amerykanów - B&BW. I tym razem podczas używania jednego z nich, w moje nozdrza uderzała gwałtowanie słodko-owocowa woń. Od czasu do czasu powracam do tych żeli, jednak polecam polować na promocje ;)

11.  Soap & Glory, Clean on me, żel pod prysznic, moja przygoda z Soap & Glory rozpoczęła się miniaturką żelu pod prysznic. W konkursowej wygranej otrzymałam również masełko, ale jego zapach tak spodobał się mojej Mamie, że jej go oddałam. Woń żelu jest jednak równie piękna co masełka - aż zaczęłam żałować, że marki tej nie ma w Polsce. Niewykluczone, że kiedyś spróbuję na własną rękę zaopatrzyć się w produkty marki po tak udanym starcie.


12. Pat & Rub, peeling do ciała, wersja otulająca, wersja otulająca w blogosferze została już owiana legendą sprawiającą, że chyba praktycznie każda z nas chciałaby wypróbować produkt z tej serii. Ja wybrałam m.in. peeling. I szczerze mówiąc, mam mieszane uczucia. Jeśli chodzi o zapach to moim zdaniem na pierwszy plan wysuwa się tu aromat karmelu i wanilli, czyli zupełnie inaczej jak w kremie do rąk, gdzie dominują nuty cytrusowe. I to bardzo mi odpowiada. Natomiast z użyciem było już gorzej - peeling jest lepki i mam wrażenie, że nie dość ostry, aby mógł złuszczyć martwy naskórek. Po jego zastosowaniu i wyjściu spod prysznica miałam wrażenie, że moja skóra jest lepka. Z tych różnych względów raczej tego peelingu już nie kupię.

13. Yves Rocher, złuszczający żel pod prysznic o zapachu truskawek, za peeling robić by nie mógł, aczkolwiek posiadał w sobie sporo delikatnych drobinek złuszczajacych. Żel stosowałam codziennie i nie zauważyłam, aby ta częstotliwość źle wpłynęła na stan mojej skóry.

14. Bath & Body Works, piankowe mydło, Aloha Orchid, jeden z ładniejszych zapachów w Bath & Body Works jeśli chodzi o mydła. Rozwodzić się nad tym produktem nie będę, bo zapewne większość z Was wie, że jestem fanką tych mydełek i chętnie zaopatruję się w nie przy każdej możliwej okazji cenowej.


15. Make Me Bio, Almond Scrub, o tym peelingu pisałam TU. Pod koniec słoiczka, używałam go jako produktu do codziennego oczyszczania mojej cery - rano oraz wieczorem po zmyciu makijażu. Dodawałam nieco więcej kropel wody, aby drobiny były mniej szorstkie. Sposób na to, że peeling może być również proszkiem do mycia twarzy odkryłam dopiero po opublikowaniu posta. Dodatkowym atutem jest skład scrubu. Z pewnością warto interesować się marką Make Me Bio - ciekawe co jeszcze ma w zanadrzu?

16. Make Me Bio, Clean Powder, właściwie spisuje się tak samo jak Almond Scrub przy dodaniu do niego większej ilości wody. Dobrze oczyszcza, ale chyba jest nieco bardziej tępy w użyciu niż AS. Przy tym jednak jest delikatny, a skóra po jego użyciu ukojona. Nie próbowałam robić z niego maski, ale niektóre dziewczyny w tym celu mieszają go z olejkami. Na pewno produkt wypróbować warto, a ja za jakiś czas jeśli miałabym okazję powrócić do tego produktu to chętnie bym to zrobiła :)

17. Biały Jeleń, żel do mycia twarzy, to mój pierwszy produkt białego jelenia i zarazem udane spotkanie. Żel jest delikatnie i dobrze oczyszcza z resztek makijażu. Mam jednak co do niego jedno "ale". Moim zdaniem jest o wiele za rzadki, wręcz wylewa się z dłoni zanim zdążę zaaplikować go na twarz. Mimo to nie wykluczone, że spotkamy się ponownie.

18. Bingo Spa, peeling błotny z kwasami, jak nie lubię Bingo Spa i uważam, że niesłusznie reklamuje się takimi naturalnymi kosmetykami, to z tym peelingiem polubiłam się bardzo! Co prawda ani wygląd ani zapach nie należą do najładniejszych/przyjemniejszych, to zdzieranie ma na najwyższym poziomie! Drobiny są dość ostre, jednak przy mojej wrażliwej i cienkiej cerze nie zrobiłam sobie krzywdy. Polecam bardzo!


19. Cleanic, chusteczki do demakijażu, o tych chusteczkach pisałam już wielokrotnie, a jako że w sierpniu miałam wyjazd do Sopotu, oczywiście się na nie skusiłam. Moim zdaniem dużo lepiej działa wersja z płynem micelarnym niż zwykła. Ta druga bowiem jest mniej nasączona płynem.

20. Rival de Loop, płyn micelarny, kupiony jakiś czas temu w celu zabrania na wyjazd. Zapomniany i wyciągnięty z szuflady, kiedy zapasy demakijażowe w pełnych butlach już się skończyły, a nie zdążyłam zrobić kolejnych. I co? Ano muszę przyznać, że dość dobrze! Nie musiałam używać zbyt wielu wacików przy zmywaniu make-up'u, gdybym więc miała częstszy dostęp do Rossmanna mogłabym się nawet pokusić o większą butelkę...

21. Dr Irena Eris, żel micelarny, to jeden z nielicznych produktów micelarnych do demakijażu, który naprawdę, ale to NAPRAWDĘ mnie oczarował. Tę miniaturkę otrzymałam po wizycie w Instytucie Kosmetycznym dr Irena Eris na zabiegu i chętnie zaopatrzyłabym się w pełną wersję. Produkt naprawdę koił moją skórę, pozostawiał ją gładką, a do tego nawilżoną. Brzmi jak opis "zwykłych" płynów micelarnych, ale ten miał w sobie coś jeszcze, czego nie zdążyłam uchwycić podczas stosowania tej próbki. Niestety żel nie jest zbyt tani - kosztuje nieco ponad 60zł, ale poważnie zastanowię się nad jego kupnem.

22. AA Skinfuture, płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu, dobrze zmywał makijaż, nie szczypał w oczy i nie wysuszał skóry, ale mimo to nie wywarł na mnie szczególnego wrażenia. Nie zaiskrzyło, chociaż produkt poprawny i jeśli kiedyś zdarzy się Wam myśleć nad jego zakupem, to można brać :)
  

23. Elizabeth Arden, Green Tea, dostałam w spadku od mojej Mamy, która używała tej wody jeszcze kiedy ja miałam 10 lat, czyli jakieś... 14 lat temu ;) Mimo to jednak zapach się nie zmienił i produkt nie przyczyniał się do powstawania alergii czy innych zmian skórnych w miejscu psiknięcia. Postanowiłam więc tę zieloną herbatkę zdenkować i udało mi się. Jednak obecnie mam nieco dość zapachów jemu podobnych.

24. Britney Spears, Curious, kupione na lotnisku, także jeszcze kiedy byłam nastolatką. Perfumy zużyłam już dużo wcześniej, ale zostawiłam sobie flakon z resztką zapachu, aby czasem sobie go wąchnąć. Mam do niego spory sentyment. W końcu jednak zmienił kolor i zapach, postanowiłam więc dołączyć go do denka jako produkt skończony kilka lat temu ;)



25. Sensique, odtłuszczacz do paznokci o zapachu winogron, początkowo przygoda z tym produktem nie należała do najlepszych. Zupełnie nie rozumiałam fenomenu tego odtłuszczacza, a już w ogóle po co odtłuszczać paznokcie przed ich malowaniem? Nie pojmowałam tego. W miarę przedłużania się mojej przygody z blogosferą zaczynałam uczyć się nowych rzeczy i już teraz wiem, że bez produktu Sensique, który widzicie wyżej nie wyobrażam sobie manicure. Przed każdym nałożeniem lakieru dokładnie przemywam wacikiem nasączonym w odtłuszczaczu paznokcie, chwilę czekam aż wyschnie i zabieram się do malowania bazą. Zdecydowanie Sensique pomaga mi w przedłużeniu żywotności lakieru i lepszej jego przyczepności. Jeśli macie problem z utrzymaniem emalii w całości przez dłuższy czas, wypróbujcie mój patent :) W komentarzach chętnie poczytam o tym czy i u Was ten produkt się sprawdził.

26. Essence, zmywacz do paznokci, tego gagatka znacie już zapewne z postów z nowościami oraz denek. Przewija się w nich nieustannie i dopóki będę miała okazję wstępować do Natury, zmywacza tego będę używać. Nie zwróciłam uwagi czy znajduje się w szafie Essence, w Super Pharm, ale boję się, że nie...

27. Essence, lakier do paznokci, kiedy jeszcze takie kształty buteleczek królowały na półce marki, moim ulubieńcem była właśnie ta emalia. Niebiesko-miętowa, idealnie odświeżała strój w letnie dni. Przy ostatnich lakierowych porządkach odgrzebałam ten w większości zużyty już lakier przypominający mi czasy kiedy potrafiłam zdenkować lakiery i postanowiłam dodać go do denka. Coś na zasadzie perfum Britney Spears ;)


28. Adidas, dezodorant Fun Sensation, otrzymałam przy okazji zakupów w jakiejś drogerii i tak podróżował ze mną w torebce służąc do odświeżenia w ciągu dnia. Muszę przyznać, że w tej roli spisywał się znakomicie i bardzo chętnie widziałabym go u siebie w łazience jeśli uda mi się go jeszcze dorwać. Nie wiem natomiast jak spisywałby się przy psikaniu się nim rano i po jakim czasie trzeba by go odświeżać.

29. Alverde, korektor, niestety nie wiem dokładnie jaką ma nazwę oraz numerek, ale jeśli poznacie go po opakowaniu podczas wizyty w DM, możecie brać śmiało. Korektor służył mi chyba z pół roku i doskonale zakrywał wszelkie niedoskonałości skóry łącznie z przebarwieniami i okolicznościowymi krostkami. Z tego, co pamiętam, drogi również nie był. Gdybym miała możliwość, zapewne bym do niego wróciła. Na razie jednak wykańczam Essence i kupiłam już Kobo :)

30. Avon naturalis, brzoskwiniowy balsam do ust, otrzymałam go kiedyś w ramach wizażowej wymiany i stosowałam przez ok. pół roku. Po produkty Avonu sięgam stosunkowo rzadko, ale ten naprawdę muszę pochwalić. Z ręką na sercu mogę stwierdzić, iż ten balsam spokojnie porównać można do słynnego Carmexa (którego notabene niecierpię ;). Stosowałam go zazwyczaj na noc, sporadycznie również w ciągu dnia. Dzięki niemu nie borykałam się z przesuszonymi ustami i znacznie rzadziej mogłam nakładać inne pomadki w ciągu dnia. Produkt naprawdę bardzo dobry!


Ufff, to koniec tego denka! Jestem ciekawa czy jakieś produkty z wyżej wymienionych miałyście i czy posiadacie podobne zdanie o nich do mojego.

Buziaki,
Sylwia

70 komentarzy:

  1. Pokaźne denko :) Zainteresował mnie peeling z BIngoSPA :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi akurat o ten produkt Bingo Spa, to mogę polecić z ręką na sercu :)

      Usuń
  2. Zaskoczyłaś mnie tym żelem Białego Jelenia, byłam pewna, że nie będziesz zadowolona, a jednak. Nie miałam go, ale moje dotychczasowe spotkania z tą marką nie należały do udanych. Może się na niego skuszę w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Te peelingi z BingoSpa też lubię za działanie, ale zapach faktycznie mają straszny ;) Fuj ;)

      Usuń
    2. Słyszałam wcześniej same dobre opinie na temat tego żelu, więc w sumie nie byłam zaskoczona, że nawet się u mnie sprawdził :)
      Hehe, cóż, coś za coś :) Podobno im mniej zapachów tym lepiej dla skóry.

      Usuń
  3. Ostatnio po wygranej balsamu do ciała z B&BW coraz bardziej pałam zachwytem do tych kosmetyków, choć wcześniej ze względu na ceny przechodziłam obok nich obojętnie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi już te kosmetyki trochę się opatrzyły, ale wiem jaką można mieć ochotę na nie w początkach ich używania :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. W gruncie rzeczy Sensique ma nawet niezłe akcesoria do paznokci. Ich lakiery wspominam bardzo dobrze.

      Usuń
  5. Ja bardzo polubiłam krem make me bio :) U mnie spisał się świetnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja temu kremowi nie mówię nie. Jednak konsystencja jest dla mnie nieco uciążliwa, a już moim zdaniem w ogóle nie nadaje się pod makijaż :)

      Usuń
  6. ja nie moge się doczekać pormocji na bbw <3 a żel z os też lubiłam, chociaż miałam go rok temu : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie już tak nie przysparzają o bicie serca jak kiedyś, ale na mydełka to bym się skusiła ;)

      Usuń
  7. Zaintrygował mnie ten żel micelarny z Eris :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak dobrze go zareklamowałam?:D A tak na poważnie, to nawet sobie nie wyobrażasz jak ja byłam zaintrygowana używając go! Zupełnie inny płyn micelarny (czy właściwie żel) niż inny!

      Usuń
  8. z BingoSpa mam podobnie jak ty, nie podoba mi się ich marketing, ale ten peeling jest naprawde cudowny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz o tych słynnych reklamach?:P Ich w sumie nawet nie miałam na myśli. Chodziło mi o sposób współpracy z blogerami - bardzo masowy i rzadko kiedy dają szansę na wypróbowanie naprawdę fajnych produktów. Aczkolwiek nie wiem jak jest teraz, bo w etapach współpracowych już udziału nie biorę.

      Usuń
  9. Super denko ! no i dobrze ! Gratuluje zużyć ! Z Make Me Bio chciałabym wiele wiele ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  10. Niezła gromadka :) Niestety nie miałam okazji używać żadnego z tych kosmetyków, ale kuszą mnie kosmetyki Make Me Bio :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dziwnego, chyba każdego kusi Make Me Bio :) Polecam wypróbować i samej wyrobić sobie o nich opinię! :)

      Usuń
  11. wiesz, że u mnie ten odtłuszczacz nie spisuje się w ogóle? mam wrażenie, że skraca czas, jaki lakier jest na moich paznokciach i na dodatek odchodzi płatami. bez niego lakier trzyma się świetnie, ewentualnie z lekko startymi końcówkami. niestety teraz stoi i się kurzy, bo nie wiem do czego go zużyć :/
    zmywacz z essence bardzo lubię, ale w wersji owocowej (różowej i niebieskiej - do kupienia w SP, tam je widziałam), ta zwykła tak mi przesuszyła skórki wokół paznokci, że od dłuższego czasu nie mogę doprowadzić ich do ładu...
    i przyznaję się bez bicia... jeszcze nie użyłam tych próbek Make Me Bio, które od ciebie dostałam... chyba się muszę ogarnąć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś miałąm takie wrażenie, kiedy go używałam. Przeleżał u mnie długi czas, aż ponownie sięgnęłam. I tym razem sprawdza sie. Nie wiem czy wcześniej winą były brardziej moje osypujące się paznokcie czy jednak... Coś się stalo ;) Wydaje mi się, że po prostu mocniej przyciskam do płytki wacik nasączony tym odtłuszczaczem i wycieram "żeby lekko trzeszczało" :)
      A widzisz, dla mnie z kolei ta fioletowa wersja jest idealna... Ale pewnie będę zmuszona kupić te owocowe - jakoś za innymi zmywaczami dostępnymi w drogeriach nie przepadam...

      Usuń
  12. odtłuszczacz bardzo lubię, kupię go ponownie gdy się skończy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie nie dawno zaopatrzyłam się w nową butelkę :)

      Usuń
  13. Peeling błotny rzeczywiście jest fajny, ale ja muszę z nim bardzo uważać. Lubi pdrażniać, a po kilku dniach skóra się łuszczy. Do mojej cery okazał się za mocny, a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ile razy w tygodniu go używasz? Moim zdaniem 1 raz wystarczy.

      Usuń
  14. Make me bio ostatnio sporo w blogosferze i jestem ciekawa jak sprawdziłyby się na mnie.
    Mam podobnie z zapachami, z sentymentu potrafię trzymać buteleczkę żeby jeszcze móc wrócić do zapachu, który wywołuje wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że mają dość ciekawą ofertę, a na pochwałę zasługuje również oprawa ich kosmetyków :)
      Gorzej jak te ostatnie kropelki zmienią zapach :(

      Usuń
  15. Właśnie przez tak powszechne uwielbienie do serii otulającej Pat&Rub, była to dla mnie bardzo rozczarowująca znajomość ;) Spodziewałam się czegoś nadzwyczajnego, tymczasem zapach zupełnie mi nie podszedł.
    Natomiast Green Tea uwielbiam i chyba nigdy mi się nie znudzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam tak samo jak Ty! Spodziewałam się pięknego, karmelowo-waniliowego zapachu, a tym czasem wyszło to w połączeniu z cytryną... No jakoś zapach ten im się nie udał ;) Ale coś czuję, że pokocham zapach wersji hipoalergicznej!
      Green Tea generalnie mi się podoba, ale po denkowaniu butelki mocno mi się znudził. Może kiedyś :)

      Usuń
  16. Imponujące zużycie, muszę chyba popracować nad swoim :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie jestem już w stanie zliczyć skończonych tubek z Białego Jelenia :D Używam te żele na zmiane.. raz niebieski, raz zielony =D Teraz padł czas na zielony :P Fakt, jest trochę za rzadki, ale mimo wszystko bardzo wydajny i tak go uwielbiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak Ci podpasował? No proszę! Ale Ty zdaje się masz chyba trochę trudniej z dobraniem dobrych dla Twojej skóry kosmetyków, prawda?

      Usuń
    2. Tak, ale Biały Jeleń mi bardzo służy :)

      Usuń
  18. No i to jest denko!! :) dla mnie kosmetyki S&G to najcudowniej pachnące na świecie produkty! :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Korektor to Cream to Powder Concealer. Mi kupiłaś numerek 02, więc sobie pewnie też :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak miałam spód, nie wiem czemu mi się ubzdurało, że go nie mam :D Powiem nawet więcej - to jest nr 20! ;)

      Usuń
  20. ładnie :)
    Jakie zapachy są podobne do tej zielonej herbaty, zdradzisz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo przypomina mi zieloną herbatę np. zapach Yves Rocher Moment de Bonheur :)

      Usuń
  21. Spore denko! Kilka kosmetyków znam ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. gratuluję zużyć:) o żelach OS, wszystkich bez względu na zapach, mam takie samo zdanie jak Ty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Żele OS chyba są generalnie powszechnie lubiane.

      Usuń
  23. Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem co tam dla siebie znajdziesz ;)

      Usuń
  24. Gratuluję tylu zużyć :) a mydełka z BBW też uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  25. faktycznie dno, bo denko to zbyt delikatne słowo ;p

    OdpowiedzUsuń
  26. Miałam kiedyś Green Tea i choć były delikatne, to bardzo je lubiłam. Wśród zużyć znalazłam jeszcze jeden produkt, który używałam i jest to żel z LPM. Uwielbiam. Mam w zapasie kolejny (Słodkie Mleczko Migdałowe), a czaję się na Morelę i Orzech Laskowy. I tyle - pozostałe zapachy jakoś mnie nie kręcą, niestety ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moim zdaniem Green Tea nie są aż tak delikatne. Przy psiknięciu i w przeciągu jakiś dwóch godzin czułam je dość mocno, potem z kolei faktycznie zapach niknął, ale chyba jest tak z większością perfum.
      Ja na razie tylko ten żel wypróbowałam :)

      Usuń
  27. Niezłe denko :)) większości kosmetyków jednak nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Płyn micelarny z Rival de Loop mnie również zaskoczył swoją skutecznością działania pomimo niskiej ceny. Jeśli chodzi o kolejny micel dr Ireny Eris to co prawda nie miałam go okazji stosować ale faktycznie, czasem warto jest zainwestować w coś droższego co będzie miało dodatkowe działanie pielęgnujące czy np. nawilżające ( uważam, że Garnier 3 w 1 jest tani i świetnie radzi sobie ze zmywaniem makijażu i nie powoduje ściągnięcia skóry ale też i jej nie nawilża jak niebieska Bioderma)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Nie miałam pełnej wersji, ale ta miniaturka naprawdę dobrze się zapowiada! Aczkolwiek obecnie nie mam ochoty na ponowienie zakupu, paradoksalnie :)
      Micel Garniera dopiero będę testować. Ale generalnie nie spotkałam jeszcze takiego kosmetyku do demakijażu jak żel dr Irena Eris.

      Usuń
  29. widzę dużo pięknie pachnących cudeniek:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już raczej pustych ;) za dużo zapachu to tam nie zostało ;)

      Usuń
  30. Uzbierało Ci się ciekawe denko
    hoho!
    Chętnie wypróbowałabym eliksir z YR
    jak będę w grudniu w PL na pewno też wykupię troszkę produktów Le Petit

    OdpowiedzUsuń
  31. Mam z Lirene wszystkie trzy te Charmsy i chyba muszę w końcu kogoś jeszcze nim obdarować, bo sama nie wiem kiedy go zużyje. Trzymałam je przez całą pierwszą połowę roku do lata, kiedy to się opalę, jednak to nie nastąpiło już, teraz tylko samoopalacz może pomóc ;-) Nie wiem, może zostawię je na następny rok :-)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar zostawić w komentarzu reklamę swojego bloga bez skomentowania w sensowny sposób posta, to nie licz na to, że do Ciebie zajrzę ;) Szanuję pracę innych i chciałabym, aby szanowano moją :)





SZABLON BY: PANNA VEJJS.