Denko maja i czerwca

czwartek, 17 lipca 2014
Były nowości, tradycyjnie więc po nich (co prawda, co drugi miesiąc, ale zawsze) przychodzi czas na pokazanie Wam pustaków, które gromadziłam już dość długo w swojej szafce. Będzie tego trochę, ponadto denko to zbiór takich mini recenzji, więc przygotujcie się na trochę więcej niż minutę czytania. O ile chcecie wszystko przeczytać :)
 


Sun Ozon, bronzer - mleczko - sama nie wiem czemu wybrałam mleczko zamiast powszechnie polecanego spray'u tej samej marki. Może dlatego, że miałam złe wspomnienia związane z bronzerami w tej formie? Miałam mleczko dla jasnej cery i muszę przyznać, że sprawowało się całkiem nieźle. Udało mi się rozprowadzać go dość równomiernie, problem miałam jedynie na wewnętrznej stronie przedramienia, ale jak pokazało późniejsze moje doświadczenie z Xen-Tan, chyba zawsze będę miała z tym problem ;) Sun Ozon dawał zdecydowanie najmniejszy odcień pomarańczu ze znanych mi, drogeryjnych bronzerów. Opalenizna jaką nadawał była bardzo "słoneczna" i naturalna. Mogłaby być nieco ciemniejsza, ale prawdopodobnie gdybym użyła mleczka do ciemniejszej skóry, mogłabym osiągnąć zamierzony efekt. Widoczne przybrązowienie skóry utrzymuje się ok. tygodnia i równomiernie znika. Moim zdaniem bardzo dobry produkt za niską cenę.

Pat & Rub, krem do rąk z linii otulającej - to był mój pierwszy produkt z tej linii. Niestety zawiodłam się. Oczekiwałam wyraźnych nut wanilii i karmelu, a otrzymałam wszędobylską u tej marki cytrynę. Lubię cytrynowe zapachy, naprawdę, ale te, które tworzy P&R w większości są dla mnie zbyt ostre. Tu było stonowanie, a jednak jestem zawiedziona brakiem naprawdę "otulających" zapachów. Z otulającej wersji mam również peeling, który moim zdaniem pachnie już nieco lepiej. Jeśli chodzi o właściwości pielęgnujące kremu, dość dobrze nawilżał, szybko się wchłaniał, ale miałam wrażenie, że mógłby być nieco bardziej treściwy, bowiem uczucie nawilżenia po pewnym czasie niknęło. Szczerze mówiąc nie wiem czy ponownie skuszę się na ten krem do rąk. Na pewno będę chciała wypróbować masło lub balsam.

N36, krem do stóp zmiękczający naskórek - kiedyś przypadkowo zgarnęłam ten krem, kiedy szukałam  czegoś dobrego do stóp, co pozwoli pozostać im w miarę miękkim i nawilżonym. Nie chciałam szukać w typowo drogeryjnych markach, a moją uwagę przykuło N36, reklamujące się jako profesjonalna ochrona stóp. Wzięłam, wypróbowałam. I muszę przyznać, że byłam bardzo zadowolona! Krem stosowałam w większości codziennie na noc. Miał dość treściwą konsystencję, a początkowo zostawiał biały nalot, który za jakiś czas samoistnie się wchłaniał. Stosując ten krem w miarę regularnie, zauważyłam, że moje stopy nie były już tak wysuszone, a nieco grubsze miejsca na nich, jakby bardziej miękkie. Kupiłam kolejną tubkę kremu do stóp tej marki, tym razem inną wersję. Za jakiś czas zapewne ją wypróbuję i przekonam się czy warto napisać coś więcej o tej marce na blogu :)

Anida, krem do rąk z woskiem pszczelim - ile ja zużywałam ten krem wiem chyba tylko ja i Karotka, która widziała go na kilku spotkaniach, które nie były ułożone zbyt blisko siebie ;) Nie wiem co ze mną jest nie tak, ale nie zużywam kremów do rąk tak na potęgę jak inni ;P być może wynika to z faktu, iż nie potrzebuję zbyt częstego nawilżania dłoni - nie są one suche. Natomiast hurtowo zużywam płyny micelarne, ale nie o tym miałam... ;) Krem Anida z woskiem pszczelim to, z tego co wiem, hit wielu z Was. Ma śliczny, delikatny zapach, dość dobry skład, jest treściwy, dobrze nawilża i szybko się wchłania. A! I jest bardzo tani! Z tego co pamiętam, w Naturze płaciłam za niego jakieś 3zł. Kusi mnie wypróbowanie innych wersji, a w tę na pewno jeszcze nie raz się zaopatrzę! Na razie jednak muszę zużyć zapasy.


Elancyl, Cellu slim serum na noc - muszę przyznać, że mam problem z jednoznaczną oceną tego serum. Na pewno stosowanie było dość przyjemne, skóra wygładzona i lekko napięta, a zapach lekko chemiczny. Jednak nie zauważyłam, aby produkt ten szczególnie różnił się od innych produktów tego typu, które stosowałam. Nie wiem więc, czy skuszę się kolejny raz - być może jeśli znajdę go w dobrej cenie.

Bath & Body Works, pianki do mycia rąk Island Cotton i Hazelnut Latte - wiele razy już pisałam, że uwielbiam te pianki - za delikatność, niesamowite zapachy i dobre właściwości myjące. Wiem, że niektóre z Was narzekają na to, że mydełka te wysuszają. U mnie tego nie zaobserwowałam, mam nawet wrażenie, że jest odwrotnie - mydełka te trochę nawilżają mi dłonie. Mam już kolejne opakowania!

Venus, pianka do golenia - kupiłam, ponieważ potrzebowałam czegoś do golenia, a nie miałam pod ręką Rossmanna, w którym mogłabym dorwać Isanę. I nie żałuję, że w ten sposób trafiłam na pianki Venus. Są bardzo wydajne, mają ładne, delikatne zapachy, nie uczulają oraz mają zbliżoną cenę do Isany. Nie wykluczam, że powrócę do rossmannowskiej marki, ponieważ nie uważam, żeby któryś z tych produktów był gorszy lub lepszy. Na razie jednak Isana mi się znudziła. Teraz w użyciu mam piankę Venus o zapachu jaśminu :)


Rexona, antyperspirant w kulce - sprawdzał się dość dobrze, przed poceniem chronił również ok, jednak przy dużych upałach średnio dawał radę. Zapewne jest to kwestia naszego organizmu - jeden człowiek poci się więcej, drugi mniej, poza tym chyba żaden dezodorant nie pomoże na zahamowanie pocenia się kiedy leje się żar z nieba. Co prawda są preparaty jak Etiaxil, które używa się jedynie na noc lub trzy razy w tygodniu. Podobno działają, ale moim zdaniem są zbyt mocne do stosowania na dłuższą metę.

Balea, żele pod prysznic - Sternen schweif i Brazil Mango - uwielbiam żele Balea! Mają cudowne zapachy, które wprost umilają prysznice. Żałuję, że nie możemy ich dostać w PL. Wydawałoby się, że nie wyróżniają się niczym żelami, które dostępne są na naszym rynku, ale jednak zarazem są w jakiś swój sposób wyjątkowe ;)

Bath & Body Works, żel pod prysznic Berry Flirt - jak każdy kosmetyk B&BW, tak i żele pod prysznic zachwycają intensywnym aromatem, który jeszcze długo po kąpieli unosi się w łazience. Niestety ceny jak na żele pod prysznic są dość wysokie, ale wielokrotnie można je spotkać w dość okazyjnych cenach na wszelkich promocjach. Berry Flirt to zapach kojarzący mi się z owocami leśnymi - cudo!


Original Home Spa, Beer Cosmetics, Beer shampoo - szampon był częścią prezentu urodzinowego przyjaciółek. Jedna z nich przebywała na wakacjach w Pradze i tam można go kupić. Szczerze mówiąc nie zachwycił mnie szczególnie, czasem miałam wrażenie, że przyśpiesza przetłuszczanie moich włosow. Na szczeście mgiełka Seboradin z czarną rzepą pomogła i rozwiązała problem.

Seboradin, szampon z czarną rzepą - szampon zdecydowanie przedłużający świeżość włosów! W ogóle cała kuracja z tej serii zasługuje na uwagę - miałam okazję używać balsamu oraz mgiełki z tej serii i jestem bardzo zadowolona. Szampon był delikatny dla skalpu, nie podrażniał. Niestety wypadania włosów nie zahamował.


Cleanic, chusteczki do demakijażu - zdecydowanie wolę wersję z płynem micelarnym. Ta niestety gorzej zmywała makijaż i nie powrócę już do niej.

AA, Skinfuture, płyn micelarny - niczym szczególnie się nie wyróżniał - dobrze zmywał makijaż, nie pozostawiał na oczach charakterystycznej, nieprzyjemnej woalki, ale też nie sprawił, że moje serce biło mocniej ilekroć przychodziło mi wieczorem usuwać makijaż. Teraz zużywam drugą buteleczkę, którą dostałam na jednym ze spotkań blogerskich, ale raczej nie wrócę do niego.

Under Twenty, płyn micelarny - słaby to zawodnik... Zanim zmyłam tusz, kredkę i eyeliner musiałam kilka razy przecierać oko, a twarz zmywałam pozbywając się dużej ilości wacików. Z tego względu nie planuję powrotu.

Be Beauty, płyn micelarny - jeden z moich ulubionych płynów micelarnych. Ma piękny zapach oraz szybko zmywa make-up. Do tego jest tani i dość łatwy do zdobycia, aczkolwiek nie mam nigdzie obok siebie Biedronki. Jeszcze, gdy studiowałam miałam okazję skoczyć do Biedry w drodze do pozostawionego przy metrze samochodu, a teraz, gdy już pracuję, nie ma w mojej okolicy tego sklepu. Ale to nic! Coś czuję, że pokocham micel Garnier ;)



Be Beauty, peelingujący żel do mycia twarzy - peelingujący to on zdecydowanie nie jest... Ale używałam tego produktu jako żel do mycia twarzy i nie mam z nim złych wspomnień. Moim zdaniem bardzo przypomina nawilżający żel do mycia twarzy oraz micelarny płyn, którego notabene do demakijażu nie używałam. Jedyny mankament to fakt, że ten żel się bardzo szybko zużywa, ale cena jest niska, więc nie mam pretensji ;)

Be Beauty, nawilżający żel do mycia twarzy - już nieco napisałam wyżej - przypomina dwa produkty Be Beauty - peelingujący żel i płyn micelarny, zużywa się go stosunkowo szybko. Jak obydwa te produkty jest delikatny, ma ładny zapach i w mojej opinii dobrze oczyszcza. Być może skusiłabym się na te żele jeszcze wiele razy, ale tyle jest kosmetyków do wypróbowania... ;) No i zdecydowanie odległość od Biedronki jest również przeszkodą.


Phenome, Oil Control krem do twarzy - już dawno przyszło mi się tak trudno żegnać z jakimś kosmetykiem. Krem Oil Control pokochałam całą sobą. Dawał idealny mat oraz efekt podobny do wygładzającej bazy pod makijaż. Przy tym nie zapychał, nie wysuszał, regulował wydzielanie sebum przez moją twarz na cały dzień. Jestem pewna, że jeszcze nie raz do niego wrócę i zdecydowanie będzie moim ulubieńcem dziennym na cieplejsze dni. Nie wiem co prawda jak byłoby w zimie, kiedy jednak cera jest podatna na mróz. Obecnie w zapasach mam bardzo dużo kremów, głównie ze współprac czy spotkań blogerskich, więc zakup jestem zmuszona odłożyć w czasie.

Yves Rocher, Elixir 7.9. serum do twarzy - niczym szczególnym się nie wyróżniło. Nie zauważyłam poprawy stanu skóry, poza tym niestety po nałożeniu serum niektóre kremy rolowały się. Nie pokochałam i nie wrócę.


Essence, zmywacz do paznokci - jak już wiecie, to mój ulubieniec w dziale zmywaczy do paznokci. Nie spowodował przesuszeń i białego nalotu jak Isana, zmywa dobrze praktycznie każdy lakier, a ostatnio poradził sobie bardzo dobrze ze zdjęciem hybrydy, mimo że na opakowaniu widnieje napis "acetone free"... Hmm, czyżby jednak był tam aceton? Niezależnie od tego czy producent skłamał, czy też nie - zmywacz uwielbiam.

Astor, lakier do paznokci Quick'n Go!, nr. 357 - kiedyś bardzo lubiłam ten lakier i męczyłam go non stop. Były to jeszcze czasy kiedy miałam zaledwie kilka buteleczek z emaliami. Ostatnio robiłam porządki w szufladach i znalazłam ten lakier. Niestety mocno już zgęstniał, stąd postanowiłam wrzucić go do denka.

Kinetics, Kwik Kote wysuszający top coat - ten top coat zdecydowanie jest jednym z moich ulubionych i myślę, że będę do niego wracać. Nadaje ładny połysk, moją ulubioną, żelową powłoczkę, a do tego gęstnieje dopiero przy dnie.


Bourjois, tusz do rzęs Twist up the volume - myślę, że przypadkowo trafiłam na jeden z lepszych tuszy jakie miałam okazję używać. Jedno przekręcenie daje nam albo krótszą, albo dłuższą, silikonową szczoteczkę. Genialnie rozdzielał włoski, nie sklejał ich i wydłużał. Myślę, że kiedyś do niego wrócę.

Revitalash, odżywka do rzęs - wygrałam tę odżywkę w rozdaniu i praktycznie od razu kiedy rozpakowałam zdobycz, zaczęłam ją używać. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania - rzęsy stały się dłuższe i gęstsze. Jeszcze nigdy takich nie miałam! Myślę, że jest szansa, iż kiedyś do niego powrócę. Interesuje mnie też odżywka 4 long lashes.

Yves Rocher, korektor rozświetlający - korektor ten moim zdaniem należy do średniaków. Niby dość dobrze krył cienie, ale niestety nie polubiłam się z jego dość toporną konsystencją i nieprzyjemnym pędzelkiem. Odcień był dla mnie zbyt żółty. Nie powrócę, bo mam już w tej kwestii swego ulubieńca, którym jest...

L'Oreal, Lumi Magique rozświetlający korektor - jest dość drogi, ale warto poczekać na większe promocje w drogeriach. Wtedy można upolować go za naprawdę rozsądną cenę. Mój odcień to medium, który doskonale dopasowuje się do mojej karnacji. W przeciwieństwie do korektora z YR, jest łatwiejszy w obsłudze, a pędzelek jest zdecydowanie bardziej miękki. Nie wchodzi w załamania i wyraźnie lekko rozświetla okolice pod oczami.

Nuxe. pomadka Reve de Miel w sztyfcie - niestety, ale ponownie jej nie kupię. W promocji kosztowała mnie 15 zł, więc stosunkowo nie dużo jak na Nuxe, jednak spodziewałam się po niej czegoś lepszego. Wersja w słoiczku jest bardzo chwalona za swoje właściwości nawilżające, pomadka w sztyfcie zaś nawilża, ale na chwilę. Po krótkim czasie znów czuć przesuszone usta. Do tego szybko się kończy.


Lily Lolo, podkład China Doll - był moim ulubieńcem dopóki nie zapoznałam się z podkładem Anabelle Minerals. Uważałam, że dobrze krył, wyrównywał koloryt skóry oraz utrzymywał moją cerę w ryzach. Wróciłabym z pewnością do niego, gdyby nie podkład AM, o którym zdecydowanie ode mnie usłyszycie. Różnica między LL a AM nie jest szczególnie rażąca, wiem też, że są dziewczyny, którym AM nie przypadło specjalnie do gustu i przerzuciły się na LL. Póki co jednak, chyba znalazłam swojego podkładowego ulubieńca u konkurencyjnej marki.

Maybelline, Dream Matte puder matujący - uwielbiałam go i jak widzicie, zużyłam do ostatniego okruszka! Niestety, z tego co zauważyłam, puder chyba wycofano, a szkoda, bo muszę w takim  razie szukać kolejnego, torebkowego ulubieńca. Bardzo dobrze matowił, a w połączeniu z pędzlem do pudru z ecotools, pięknie wykańczał makijaż. Tak to bywa najczęściej, że to, co dobrze, szybko wycofują.


John Masters Organics, firming eye gel - dość przyjemny żel pod oczy, aczkolwiek nie zdążył mnie zauroczyć po tej próbce.

John Masters Organics, rose & apricot antioxidant day creme - niestety formuła niezbyt przypadła mi do gustu.

John Masters Organics, linden blossom face creme cleanser - bardzo przyjemny, chętnie wypróbuję pełną wersję.

John Masters Organics, zing & sage shampoo with conditioner - dzięki tej próbce, stwierdziłam, że muszę mieć ten szampon! Wydawał się bardzo delikatny, a do tego pachniał... Karmelem! Chociaż w nazwie nic z karmelu nie ma ;)

Santa Verde, aloe vera krem do twarzy - o nie, zdecydowanie zrazili mnie do siebie tą próbką! Krem trudno rozprowadzał się po twarzy, a do tego nie pasował mi jego zapach.

Siarkowa Moc, maseczka - bardzo spodobał mi się jej zapach - jak guma balonowa! Do tego dość dobrze oczyściła mi skórę, wydawała się po niej rozświetlona i ukojona.

Rival de Loop, maska truskawkowo-waniliowa - oprócz zapachu nie przypadła mi zbytnio do gustu. Raczej jest to maska z kategorii tych, które nie zrobiły nic dla mojej skóry. A do tego jeszcze jej brat mnie podrażnił...

Rival de Loop, maska zielone jabłuszko - zużyłam tylko jedną część maski. Na drugą się nie porwałam, ponieważ po nałożeniu jej moja cera zaczęła mnie bardzo piec, a po zmyciu maski była czerwona. Taki efekt miałam jedynie bardzo dawno temu po użyciu maski Alterra z aloesem.


Ufff! Ciekawa jestem kto dotarł do końca ;) Są wśród tych produktów jacyś Wasi ulubieńcy?:)

Buziaki,
Sylwia

67 komentarzy:

  1. Ja używam 4 Long Lashes już 3 tydzień i jak na razie efektów brak:( Niestety Revitalash podrażnił mi skórę na powiekach i nie mogłam go używać, a szkoda bo wiem, że po nim efekty są największe.

    Również uwielbiam pianki z B&BW

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rz dałam mamie Revitalash na wypróbowanie i jej też jakby podrażnił skórę, miała wrażenie, że ma na oczach dziwną woalkę i swędziały ją powieki. Ciekawe czemu 4 long lashes u Ciebie nie zadziałał, słyszałam naprawdę dobre opinie o tej odżywce.

      Pianki B&BW są zdecydowanie najlepszymi mydłami w płynie jakie używałam!

      Usuń
  2. ja mam zamiar wypróbowac tego samoopalacza ozone :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypróbuj, tylko może wybierz jednak wersję w sprayu:)

      Usuń
  3. Ta odżywka do rzęs...moje marzenie. Dziś widziałam w Biedronce ten micel 400ml za 8 zł. Gdyby nie fakt, że miałam małą torebkę to bym go kupiła :D korektor Lumi Magique mam i uwielbiam go za ultra jasny kolor. Podkład mineralny muszę mieć. Jeszcze nie oglądałam odcieni, ale ciekawe czy padnie na AM czy na Lily Lolo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety troszkę chyba droga jest, aczkolwiek nie zgłębiłam tematu. Haha, a w czym torebka przeszkadza?:P Ciekawa jestem czy wybierzesz AM, czy może LL :)

      Usuń
  4. Uwielbiam denka ;) Ładne zużycia ;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam ten tusz Bourjois i jest świetny! Jeden z lepszych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to uważam, na pewno nie raz zasili moją kosmetyczkę :)

      Usuń
  6. Muszę koniecznie sięgnąć po samoopalacz z Sun Ozon ;) A co do pianki z Venus , to wyjątkowo jej nie polubiłam :) Wolę sto razy bardziej Isanę ;) Choć i tak już ją odpuściłam na rzecz produktu idealnego, czyli żelu-pianki do golenia z Joanny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie zarówno Venus jak i Isana sprawdziły się dobrze i większej różnicy między nimi nie zauważyłam. Czemu Venus nie przypadła Ci do gustu? A o tym produkcie Joanny nie słyszałam :)

      Usuń
  7. Zaintrygowałaś mnie tym kremem Phenome, muszę go sobie chyba wciągnąć na listę:) Kremy do rąk P&R są fajne, ale masz rację, że mogłyby być treściwsze, bo o ile teraz dają radę, to jednak zimą są nieco za słabe. Mimo to jednak ja czuję na sobie ich działanie i regularnie wracam:) Za to krem Anida nie przypadł mi do gustu. Dawał tylko doraźny efekt, który szybko znikał:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci go polecam! Od pierwszego użycia byłam nim bardzo zaskoczona i rzeczywiście wygładził moją cerę jakbym użyła bazy wygładzającej! Koniecznie się nim zainteresuj. Kremy P&R przede wszystkim moim zdaniem dość szybko się kończą no i za dużo w nich dla mnie tej duszącej cytryny. Szkoda, że Anida nie przypadła Ci do gustu, ja ją pokochałam!

      Usuń
  8. No popatrz, a większość tak się jara tym serum YR. Dla mnie za drogie i w sumie skład jest żaden w porównaniu do firm, jakie znam. Phenome też pokochałam ! Dla mnie ta marka jest bombowa tylko niestety droga.......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś mi przemknęło, że dużo dziewczyn pisało bardzo pochlebne recenzje na temat tego serum. Cena jest rzeczywiście zbyt wygórowana jak na Yves Rocher i ich składy, które aż tak powalające nie są.
      Bardzo ubolewam nad wysokością cen Phenome! Dlatego jeśli już to kupuję na większych promocjach.

      Usuń
  9. Na nowo rozbudziłaś moje zainteresowanie marką Phenome ;)
    Za to z Elancyl miałam balsam do nóg dawno temu, gdy jeszcze wierzyłam, że podobne produkty rzeczywiście działają i nawet miło go wspominam, ale powrotu na razie nie planuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo wobec tego, że przyczyniłam sie do odnowienia Twojego zainteresowania Phenome! Myślę, że warto :)
      Takie produkty mogą chyba tylko wspomagać poprawę wyglądu ciała, ale bez ćwiczeń i przede wszystkim dietym, raczej nic się nie zdziała.

      Usuń
  10. Wow, sporo tego :) Zainteresował mnie ten balsam z Sun Ozon bo mi ze słońcem nie po drodze :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Również mam problem z zużywaniem kremów do rąk ;P Serum z YR stosowała moja mama i również nie zauważyła efektów. Nawet odstawiła go do szuflady bo nie mogła znieść rolowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! No wreszcie ktoś, kto mnie rozumie w kwestii opornego zużywania kremów do rąk :D Podobnie, albo jeszcze gorzej mam z kremami pod oczy ;)
      Czyli w takim razie mam podobne zdanie do Twojej Mamy. Ja wykończyłam to serum, nakładałam na noc i na to krem, po czym rano oczyszczałam twarz, więc później problemu z rolowaniem nie zauważałam aż tak bardzo.

      Usuń
  12. Orzechowa pianka z B&BW zawsze powala mnie zapachem, kiedy tylko po nią sięgam. U mnie niestety nie jest tak kolorowo jak u Ciebie, niestety wysuszają mi dłonie. Bez kremu do rąk chwilę po ich umyciu nie przeżyję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, zapach jest nieziemski!
      Eee, kiepsko z tym wysuszaniem:( Ale dobrze, że jakoś dajesz sobie radę!

      Usuń
  13. Solidne denko
    Zaciekawił mnie tusz bourjois. Bardzo lubię ich tusze ale mój ukochany wycofali. Musze spróbować tego

    OdpowiedzUsuń
  14. musze wyprobowac ten krem do stop , ciekawe jak sie u mnie sprawdzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że powinnaś być zadowolona. Naprawde dobrze zmiękcza naskórek, sądzę, że u wszystkich będzie działał podobnie :)

      Usuń
  15. musze kupic te zele do twarze z biedronki, potrzeba mi czegos delikatnego :)

    Wiolka-blog KLIK

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam te żele z Biedronki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja może nie uwielbiam, ale jednak przyjemnie mi się je stosowało :)

      Usuń
  17. nie lubię kremu anida w tej wersji za to jaką powłokę zostawia na dłoniach tłuścioszek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta powłoka dość szybko znika ;) moim zdaniem dobrze, że jest bardziej treściwy - lepiej nawilża dłonie.

      Usuń
  18. Obecnie używam korektora z Loreal i mam identyczną opinię. Dlatego trochę mnie zasmuciło porównanie do Yves Rocher, który już kupiłam i czeka na swoją kolej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety. Aczkolwiek, niektóre dziewczyny były z korektora YR zadowolone, także jeszcze nic straconego ;)

      Usuń
  19. Imponujące zużycia! Ja kremem Elancyl póki co jestem zachwycona, pierwszy który naprawdę działa :) Anida to mój ulubieniec od lat, a podkład Lily Lolo zostanie chyba odkrycie roku 2014 ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co rozumiesz przez "działa"?:)
      Dla mnie puder LL może zostać odkryciem roku, natomiast podkład zdecydowanie wolę z AM :)

      Usuń
  20. wow jestem pod wrazeniem zuzyc , mi ciezko idzie denkowanie kolorowki :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdemu ciężko idzie denkowanie kolorówki, u mnie w zużyciach pojawia się rzadko :)

      Usuń
  21. Zaciekawiłaś mnie tym mleczkiem Sunozon, pewnie kiedyś je wypróbuję. I tym szamponem Seboradin Niger, skoro zmniejsza przetłuszczanie. Gdzie go można kupić?
    No i na krem Anida też muszę się skusić :)
    A ja również lubię piankę Venus i żele Balea. ;p No i Revitalash u mnie po 2 miesiącach dał świetne efekty, pokazywałam na blogu. Teraz go używałam co 2 dni, aby na dłużej mi starczył ;) mam mega długie rzęsy! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej wybierz spray zamiast mleczka :) Seboradin kupisz w prawie każdej aptece. Widziałam w Super-Pharm na pewno.
      Ja właśnie też mam bardzo długie rzęsy dzięki Revitalashowi. Jestem strasznie zaskoczona, bo nigdy takich nie miałam i zastanawiam się ile taki efekt się u mnie utrzyma :P

      Usuń
  22. Sporo tego, sporo :)
    Żele Balea już mi się przejadły.
    Czuję przesyt tymi aromatami.
    I mam wrażenie, że to wszystko już było. Tylko nazwy się zmieniają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, kiedyś w końcu musi się przejeść jeśli używa się w dużych ilościach. Ja właśnie ostatnio używałam żel Brazil Mango i skojarzyło mi się, że w sumie chyba podobny zapach jest w tej limitce z "tańczącymi żelami".

      Usuń
  23. Wow, pokaźne denko! Właśnie od jakiegoś czasu kusi mnie marka Balea - kusisz żelem pod prysznic!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie już tak bardzo niemieckie kosmetyki nie kuszą jak kiedyś :)

      Usuń
  24. Ten orzechowy zapach mydelka bym przytuliła <3 bo musi pięknie pachnieć !!! A jak mówisz ze to mleczko sunozone jest dobre to je chce, bo wydaje mi sie ze po eveline jestem pomarańczowa : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I naprawdę pięknie pachnie :D Spróbuj lepiej sprayu :)

      Usuń
  25. Osobiście wolę sun ozon w wersji spray:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze tej wersji nie miałam, ale słyszałam, że lepsza.

      Usuń
  26. Kwik Kote mam i ja i bardzo sobie chwalę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry top za dość niską cenę :) Gorzej tylko z dostępnością.

      Usuń
  27. Wow, spore to denko ;)
    Ja bardzo lubię Sun Ozon w sprayu. Z szamponu Seboradin byłam również zadowolona i w sumie obecnie mi go brakuje, ale muszę zużyć to co mam. A na krem Phenome mam chęć już od dłuższego czasu i może niedługo się na niego skuszę choć na liście zakupów mam jeszcze inne kremy... Ahh ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwumiesięczne w końcu ;) Na razie jako bronzer króluje u mnie Xen-Tan, ale jak już się skończy, to pewnie kupię Sun Ozon, tylko że w sprayu jako tańsza alternatywa :)
      A na ile rzeczy z Phenome ja mam ochotę :D

      Usuń
  28. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  29. Gratuluję zużyć :) Krem do rąk Anida też bardzo lubię i mam tak jak Ty, kremy do rąk zużywają mi się bardzo długo :) Zainteresowałaś mnie tym kremem Phenome :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, przynajmniej kolejna osoba, która długo zużywa krem do rąk :D
      Krem Phenome zdecydowanie warto kupić, jesli nie przeszkadza Ci cena :)

      Usuń
  30. zapach serii otulającej bardzo lubię, ale fakt jest w nim ciut za dużo cytrusowych nut. krem z anidy bardzo lubię i jestem w trakcie używania drugiej tubki, za tak śmieszne pieniądze krem jest super :)
    żele Balea bardzo lubię, co zresztą też u mnie widać ;)
    zmywacz z essence dopiero teraz używam w wersji klasycznej i mam przedziwne wrażenie, ze przesusza mi skórki. wersje zapachowe tego nie robią, ale jako zmywacz jest świetny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Seria otulająca powinna być serią otulającą, a nie odświeżającą :P Ja krem z Anidy też na pewno kupię, ale póki co mam zapasy :) Zresztą, tak wolno zużywam kremy do rąk, że nie wiem kiedy będę mogła kupić już kolejne :D
      Może skórki trochę przesusza, ale u mnie na pewno nie ma takiego efektu jak po Isanie - z białym nalotem na paznokciach.

      Usuń
  31. Nadrabiam zaległości w komentowaniu ;)
    U mnie Biedronek pod dostatkiem ;D zapraszam he he ;)
    Ten krem do stóp miałam i chyba deo do stóp także z tej firmy, zużyłam kilka opakowań, więc zadowolona byłam. Cenowo również kuszą zakupem. Nie mogę zasnąć jak nie wysmaruje stópek przed snem, uważam, że pielęgnacja stóp jest niezmiernie ważna! :) Teraz kupiłam już drugie opakowanie kremu kasztanowego do stóp z Ziaji, jednak w takie upały przydałby się bardziej chłodzący z mentolem lub eukaliptusem, bo ten ma w sobie słodkie nuty :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Jak zawsze zadowalająca wielkość tego denka. U mnie produkty do twarzy z Biedronki sprawdziły się i chętnie do nich powracam. Żele Balea też lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Mnie już teraz jakimkolwiek samoopalaczem trudno zadowolić. Xen-Tan jest dla mnie wyjątkowy, mam na uwadze jeszcze jedną wersję i następnym razem pewnie na nią się skuszę, ale bardziej kombinować już nie będę :)

    Jeśli chodzi o P&R, to polecam Ci serdecznie masełko otulające, ale weź poprawkę na to, że mnie zapach urzekł :) Właściwości pielęgnacyjne również doceniłam, więc na pewno będę sięgać po nie regularnie. Będąc jeszcze w temacie firmy. Jeśli szukasz czegoś dobrego na cellulit, przyjrzyj się Balsamowi Wyszczuplającemu, dla mnie najlepszy tego typu kosmetyk, w połączeniu z ćwiczeniami naprawdę daje radę :) Niemniej, Elancyl mam chęć wypróbować, z pewnością kiedyś się skuszę.

    Dobrze, że napisałaś o tej pomadce z Nuxe, bo zastanawiałam się nad nią. Potrzebuję czegoś do torebki, ale w takim razie odpuszczę ją sobie. Wersja słoiczkowa jest moim ulubieńcem, zima bez niego jest jeszcze straszniejsza :P

    W temacie porównawczym minerałów LL oraz AM, także optuję za AM. Podkład w formule matującej mnie oczarował! Na pewno kupię sobie pełnowymiarowe opakowanie gdy tylko zużyję LL. Ale żeby była równowaga - wersja kryjąca już tak bardzo do gustu mi nie przypadła.

    OdpowiedzUsuń
  34. Oho! Pianka do golenia o zapachu jaśminu, to coś dla mnie? Gdzie znajdę produkty Venus? Jakoś zupełnie nie kojarzę tej marki ;))

    A co do Anidy, no cóż... mogę Ci tylko i wyłącznie pogratulować! :D

    LL również niedawno wykończyłam, a teraz dobijam jeszcze kolor Warm Peach. Zastanawiam się, czy AM, który kupiłam nie jest dla mnie zbyt jasny na teraz, bo choć nie opaliłam się zbyt mocno, to też nie jestem jakoś przesadnie blada. Może kupię sobie na lato małe opakowanie AM w ciemniejszym odcieniu, zobaczymy :)

    Maybelline Dream Matte mam jeszcze trochę w torebkowej kosmetyczce, ale też powoli dobijam dna. W domu korzystam w pudru Stay Matte z Rimmel (wymiennie z Flawless Matte z LL) i uważam, że jest naprawdę niezły, natomiast do torebki wrzucę chyba puder HD z ArtDeco. Ciekawa jestem jak się sprawdzi :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar zostawić w komentarzu reklamę swojego bloga bez skomentowania w sensowny sposób posta, to nie licz na to, że do Ciebie zajrzę ;) Szanuję pracę innych i chciałabym, aby szanowano moją :)





SZABLON BY: PANNA VEJJS.