Czy istnieje w ogóle pojęcie "dojrzałość kosmetyczna"?

Zadałam sobie to pytanie wczoraj, kiedy wróciłam z tygodniowego urlopu w górach. Już na wyjeździe podjęłam decyzję, iż mocno przetrzepię moje zapasy kosmetyczne, nie tylko pielęgnacyjne, ale i te kolorówkowe. Po otworzeniu szuflad przeraziłam się, a wszystko to wywołało we mnie niesmak... Przez dwa lata blogowania (no, teraz już trochę ponad dwa) chyba najwięcej przybyło mi nowych lakierów. I nie mówię tu o lakierach ze spotkań blogerek, czy tych, które dostałam ze współpracy. To jedynie kropla w morzu.  

Przeraziłam się, że kupiłam aż tyle lakierów, bo: a) podobał mi się kolor, b) fajnie wyglądał u kogoś na tym i na tym blogu, c) przecież jest to inny odcień różu! Tak, rzeczywiście te wszystkie podpunkty to prawda. Ale... Mam wrażenie, że każda blogerka urodowa początkowo zachłystuje się każdą informacją na blogu, bo przecież ten lakier tak pięknie się prezentował, muszę go mieć! Nie ważne, czy będzie leżał w pudełku przez następne pół roku czy w ogóle go nie nałożę. To jest to uczucie chęci posiadania. To samo tyczy się pielęgnacji - szukamy kosmetyków, które upiększą nam włosy, cerę, a skórę uczynią bardziej jedwabistą. Poza tym, te celujące oceny na blogach! No po prostu miodzio kosmetyk, muszę go mieć! Inaczej włosy sobie z głowy wyrwę, jeśli jutro w drodze na zajęcia nie kupię tego w Rossmannie! (tak, czasem takie myśli właśnie miałam). I ta uciecha po zakupie kolejnego kosmetyku... Bezcenna!

Źródło


Stop. Cofnijmy się do momentu kiedy zobaczyłam jakiś kosmetyk na blogu. Zapomnijmy o tym czy był to lakier, odżywka czy szminka. Whatever. Otóż, przeczytałam/obejrzałam dany/e post/y i natychmiast rzucałam się na telefon, aby zapisać dany kosmetyk/i w notatniku. Potem obmyślałam niecny plan kiedy to będzie mi najwygodniej znaleźć się w drogerii, w której owe cudo można kupić. Bomba! Kiedy już miałam opracowany każdy szczegół, z dozą cudownego podniecenia, niczym zdenerwowanie dziecka przed otworzeniem prezentu gwiazdkowego, niecierpliwie tupałam nóżkami w metrze i czekałam na konkretną stację. Jest. Drzwi się otworzyły, a ja jak dłuuuga lecę! Wreszcie weszłam do drogerii, dopadłam półkę... Jest! O, i to jest! O, a to miałam już dawno kupić. OK, mam wszystko. Biegnę do kasy, płacę, wychodzę. I? 

Cieszyłam się. Naprawdę się cieszyłam. Ale... Na drugi dzień zazwyczaj (choć nie we wszystkich przypadkach) mój entuzjazm malał. A ja znajdywałam sobie kolejny obiekt, o którym śniłam i obmyślałam plan jakby go tu zdobyć...

Po raz kolejny zadam pytanie: i? I nic. I teraz moje szuflady wyglądają tak, że patrząc na nie czuję niesmak. Zastanawiam się kiedy ja to wszystko zużyję? Do tego doszły jeszcze współprace, spotkania blogerek. Żeby nie było - za prezenty ze spotkania blogerek i produkty do testów jestem wdzięczna. I zawsze chętnie je przyjmuję. Aczkolwiek, gdy robi się tego wszystko już za dużo... Człowiek odczuwa po prostu przesyt. I nie jest tak tylko z kosmetykami, ale wieloma zdarzeniami w życiu, odbiegające zupełnie od tematyki urody. 

Dlatego postanowiłam mocno ograniczyć moje wydatki na kosmetyki. Tak, jeszcze bardziej. Teraz chcę się otaczać kosmetykami jedynie wartościowymi, nierzadko nawet tymi z troszkę wyższej półki cenowej. Jak nie będę wydawać na prawo i lewo - pieniądze znajdę. Chcę oczyścić moją przestrzeń ze zbędnych produktów. Chcę wreszcie zacząć oddychać i cieszyć się zużywaniem danego kosmetyku. Cieszyć się noszeniem tego samego koloru przez kilka tygodni nie czując na sobie oddechu sterty nowych lakierów, które jeszcze zalegają w pudełku.


Źródło

Oprócz tego, postanowiłam niektóre kosmetyki, które mam wystawić na wyprzedaż blogową. Nie długo pojawi się aktualizacja zakładki "wymiana", którą w istocie teraz chcę przeznaczyć na wyprzedaż. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie kosmetyki zdobędą Wasze zainteresowanie, aby je kupić, dlatego planuję też kilka rozdań. Może ktoś inny ucieszy się z tego, co mnie dusi.

So tak a deep breath! I dążę do minimalizmu.

Ciekawa jestem czy ktoś z Was ma podobne przemyślenia jak ja :)

S.


Jeśli podoba Ci się mój blog, zachęcam do zalajkowania fan page'a. Będziesz z nowymi postami na bieżąco :)

175 komentarzy:

  1. Skąd ja to znam! Coś zobaczę i zaraz chcę to mieć - nie ważne wtedy, czy jest mi to potrzebne (w 99,9% przypadkach NIE), ale chęć kupienia jest silniejsza. I tak oto zasypana jestem wszystkim po uszy! Kiedy ja to zacznę zużywać - nie mam pojęcia. Wiem jedno - jest tego ogrom! ;)
    Postanowiłam sobie od lutego nie wydawać pieniędzy na zbędne kosmetyki - zobaczymy co z tego wyniknie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod koniec zeszłego roku też postanowiłam nie wydawać pieniędzy na zbędne kosmetyki i szło mi to całkiem nieźle. Ale i tak tego co miałam za bardzo nie uszczupliło... Dlatego postanowiłam jednak bardziej zainteresować się tym co mam i rozdać :)
      Trzymam za Ciebie kciuki!

      Usuń
  2. Łączę się w bólu. Mam dokładnie to samo i nie wiem co z tym począć. Z jednej strony chce więcej i więcej a z drugiej widzę, że mam za dużo. Wypatrzę coś u kogoś na blogu, kupię a na drugi dzień mam wyrzuty sumienia, że znów wydaję pieniądze na coś, co za parę dni uznam, że mi się nie podoba. A przecież mogę te pieniądze odłożyć do skarbonki i kupić coś materialnego, np. aparat.Lub nazbierać na jakiś wyjazd za miasto... Gdyby przeliczyć wszystkie wydatki na kolejne i kolejne kosmetyki to spora suma by się uzbierała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Sama nawet nie chcę wiedzieć co prawda ile wydałam łącznie na lakiery Essie (a mogę policzyć na palcach u jednej ręki sytuacje kiedy wydałam na nie cenę regularną ok. 35zł). Ale jest ta różnica między nimi a lakierami innych marek, że je po prostu często i chętnie używam. A pozostałe produkty - nie mogę powiedzieć, że wszystkie to udane zakupy.

      Usuń
  3. Ja w sobotę robiłam porządki i... O tym samym pomyślałam! Mam wszystkiego dużo a cały czas ciągnie mnie do zakupów. To jakaś choroba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno uzależnienie, do którego prowadzi odwiedzanie blogów i ludzka chęć posiadania :)

      Usuń
    2. Mam czasami tak, że przez miesiąc, dwa nic nie kupuję, ale później... Przychodzi gorszy czas i... Wpadam w szał zakupowy! Najgorsze jest też to, że rekompensuję sobie tym różne rzeczy. Ale również postanowiłam od wczoraj to zmienić.

      Usuń
    3. Ja też tak miałam... Pod koniec zeszłego roku postanowiłam, że będę kupować to, co niezbędne, ewentualnie pozwolę sobie na jakieś małe szaleństwa lakierowe. Ale potem znów był miesiąc, kiedy nowości było strasznie dużo... Trzymam za Ciebie kciuki!

      Usuń
  4. Szczera prawda ..ciesze sie w duchu ze przynajmniej od lakieromanii jestem wolna..;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, lakieromaniactwo faktycznie bardzo tu nie pomaga :P

      Usuń
  5. też miałam takie plany-kupować rzadziej,ale z wysokiej półki-nie udało się...owszem,podkłady np.staram się kupować droższe,ale lakiery do paznokci...to tak jak u Ciebie-moja zmora,mam jakieś 80 sztuk...cała reszta jednak jest w normie,troszkę się ograniczam,dawniej miałam więcej zapasów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może spróbuj ograniczyć się do jednej marki jeśli chodzi o lakiery do paznokci? Wydaje mi się, że ten przesyt trzeba poczuć naprawdę, wtedy stwierdzi się, że ma się dość i łatwiej jest przestac :)

      Usuń
  6. Przyznam się, że u mnie taki przełom nastąpił parę lat temu a chwila przeprowadzki jasno dała do myślenia bo nagle trzeba było spakować życie w kartony ;))) Z czasem zaczęłam planować, przygotowywać listy i regularnie pozbywać się ew. nadwyżki. Jedynie w kwestii perfum jestem nieuleczalna :D

    Poruszyłaś temat-rzekę. Można wiele pisać i dzielić się wnioskami. Sama wychodzę z założenia, że stawiam na jakość nie ilość, dopasowuję produkty pod własne potrzeby a przede wszystkim ograniczyłam do minimum wszelkie współprace.... Aczkolwiek dostałam ostatnio paczkę od teamu Lireme i spółka, no i teraz już cześć jest przygotowana do tego, by iść w świat :) Szkoda, że tego typu akcje nie są bardziej przemyślane ze strony firmy, bo gdybym wiedziała to za ponad połowę grzecznie podziękowałabym, ale rozumiem zabieg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paczki od Eris robią wrażenie - podziwiałam na kilku blogach, ale faktycznie spory misz-masz kosmetyków. Blisko połowa nie znalazłaby u mnie zastosowania i szukałabym osób, którym kosmetyk się przyda.

      Usuń
    2. Przeprowadzka rzeczywiście może być tym bodźcem, aby ograniczyć zbędne rzeczy. Dopiero jak wszystko zbierze się razem ma się świadomość ogromu szpargałów, które zaśmiecają przestrzeń. W moim przypadku nie tylko przestrzeń w sensie rzeczywistym, ale i duchowym. Czuję, że kiedy pozbędę się większości rzeczy, dopiero będę mogła odetchnąć i zacząć porządkować inne rzeczy :)

      Od niedawna też staram się przygotowywać taką listę. Myślę, że w jakiś sposób mi ona pomoże.

      I tak współprac nie mam wiele, więc nie one są źródłem zatłoczenia przestrzeni, że tak to nazwę ;) raczej wszelkie spotkania blogerskie i mój portfel. Co się tyczy spotkań - chodziłam na nie po to, aby poznać nowe blogerki, a że ktoś mi przy okazji coś dał - nie ukrywam, cieszyło mnie to.

      Jeśli chodzi o marki ze stajni Laboratorium dr Irena Eris, akurat je lubię i mam niesamowity szacunek do Pań Erisek - Ani i Magdy, więc z ich paczek cieszę się bardzo :) A jeśli już wiem, że któryś z kosmetyków mi się nie przyda, po prostu oddaję znajomym czy rodzinie :)

      Usuń
    3. Kamila, ale wg mnie to niepotrzebne i niczemu nie służy. Sama unikam tego pokazywania, a jak widzę posty łącznie z kartonem to zamykam kartę... Poza tym zawartość, patrząc na obecną paczkę to tym razem wykorzystam ją w 3/4 ale zdarzały się takie, które nie o końca trafiały w moje potrzeby. Najlepsze przesyłki miałam te, które były ustalane z Panią Magdą :)

      Sylwia, trzeba przyznać że przykładają się do swojej pracy i wychodzi im to rewelacyjnie. Mimo wszystko wolałabym mieć omawiane takie kwestie, bo być może ktoś inny by także skorzystał? tak sobie głośno myślę.
      A współprace ograniczyłam, bo łącznie z moimi zakupami i innymi formami nagle zaczynało robić się bardzo tłoczno.
      W zasadzie to każdy rodzaj porządków wpływa na moją sferę duchową więc nawet tego nie rozpatrywałam w taki sposób, ale w pełni się z Tobą zgodzę. Dla mnie to jeszcze taki rodzaj kosmetycznej nirwany :D

      Ogólnie to jest jedna myśl, nie miałabym na to środków, to problem rozwiązałby się sam :) Mimo wszystko lubię panować nad swoim chciejstwem, co widać najlepiej podczas wizyt w perfumerii/drogerii. Do tego postawiłam na zupełnie inne podejście z pielęgnacją i kolorówką. I to także przekłada się na pozostałe rzeczy.

      Trzymam kciuki i życzę NAM powodzenia :)

      Usuń
    4. O rany, te posty jedynie z zawartością paczek są z deka nudne... Ok, można zobaczyć jeden post, ale kiedy każda z obdarowanych pokazuje po raz enty to samo, to już chyba nie wiadomo jak to skomentować :) Dlatego ja pokazuję jeśli już na instagramie, a na blogu w nowościach miesiąca. Ale każdy robi jak uważa. Magda ma Pharmaceris i Eris, więc może przypadły Ci te marki bardziej do gustu niż Lirene i Under Twenty. Poza tym, co tu dużo mówić, są lepsze :)

      Ja wychodzę z założenia, że nawet jeśli zawartość paczki nie do końca podpasuje, można się nią podzielić z najbliższymi bądź ze znajomymi :)
      Dokładnie teraz tak się czuję - zrobiło się u mnie tłoczno. Ale widzę, że na moje samopoczucie nie wpłynęły tylko kosmetyki. Dziś np. zrobiłam porządek w szufladach i wyrzuciłam stare zeszyty, papiery. Od razu zrobiło mi się jakoś lżej :) Zaraz się okaże, że przeistaczam się w pedantkę :D

      Zdecydowanie masz rację. Jeśli nie ma się pieniędzy na kupno tego wszystkiego, to każdy zakup jest w większości głęboko przemyślany. Tak, życzmy NAM powodzenia!:))

      Usuń
  7. obym i ja szybko doszla do takich przemysleń, bo zguba czeka moj portfel niechybna... ;(

    OdpowiedzUsuń
  8. Dokładnie mam to samo ostatnio! Gdy odkryłam blogosferę i YT zachłysnęłam się kosmetykami wszelakimi, kupowałam, kupowałam, potem znajdowałam coś nowego... a jakoś od początku tego roku coś mnie tknęło, za dużo tego wszystkiego, nawet nie mam czasu się nacieszyć każdym z osobna. Robiłam już kilka selekcji, kilka rzeczy sprzedaję, kilka rozdałam rodzinie i znajomym... i czuję ulgę. Mam teraz taki plan,podobnie jak piszesz, by zainwestować w kilka porządnych kosmetyków, które będą mnie cieszyć cały czas oraz zakochać się na nowo w rzeczach, ktore mam, a gdzies zaginęły w tym chaosie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też trochę rozdawałam, ale wciąż było i jest tego za dużo... Właśnie! Też chciałabym zakochać się w jakiś produktach i na spokojnie je używać nie czując oddechu kolejnych na sobie.

      Usuń
    2. No ciężko jest ;) Ale trzeba znaleźć złoty środek jakoś w tym wszystkim, jak już są takie przemyślenia, że jest za dużo, to znaczy, że zrobiłyśmy pierwszy dobry krok :D Ja na razie jestem zadowolona z moich poczynań, jeszcze muszę porobić jakieś lekkie szarady będzie tak jak powinno być ;) I trzymam kciuki za wszystkie współtowarzyszki tej kosmetycznej wojny z samą sobą :P

      Usuń
    3. I w ogóle zainspirowałaś mnie do notki :) Już myślałam o podobnym temacie jakiś czas, ale brakowało mi tego 'pchnięcia' :) Myślę, że warto poruszać tego typu problemy, bo wiele z nas potrzebuje się otrząsnąć ;)

      Usuń
    4. Ja obecnie czuję, że powoli zaczynam oddychać :D zresztą, chyba nie tylko w kosmetykach było mi potrzeba świeżego powietrza, ale i generalnie w moim pokoju.
      Cieszę się!

      Usuń
  9. Na szczęście u mnie nie ma tego problemu, jakiś czas temu pozbyłam się wszystkich zapasów (czyt. zużyłam) jeśli chodzi o pielęgnację. Lakiery to inna bajka, kupuję często pod wpływem blogów ale nie mam tak, że stoją w kartonach i się kurzą... na szczęście :) Kolorówka... tutaj się zbiera cieni do powiek itp. później oddaję, dzielę się z mamą :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ja zrobiłam takie postanowienie jakoś w połowie ubiegłego roku i od tamtej pory nieźle mi idzie. Jedyne, czego mam wnadmiarze, to balsamy do ciała. Pielęgnację twarzy udało mi się ograniczyć do myjadła, demakijażu i dwóch kremów (na dzień i noc) - nie do pomyślenia np rok temu, kiedy kremów do twarzy na dzień miałam chyba z 7, kilka na noc i tryliard próbek.
    Kasę odkładałam na konto i początkowo po nią sięgałam na jakieś inne niekosmetyczne pierdoły, ale o każdej wypłacie przelewałam spowrotem+kwota, którą zamierzałam w danym miesiącu odłożyć. W sumie się uzbierało :) ale o dziwo im jest więcej, tym mniej chętnie po tę kasę sięgam, bo uświadamiam sobie jak niewiele mi brakuje, żeby np kupić w koncu laptopa czy wymienić aparat.
    Podsumowując. Doskonale CIę rozumiem :D pomimo postów zakupowych kupuję duuużo mniej a moja kolorówka (poza lakierami) mieści się w jednym tycim kuferku.
    I tak trzymać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już zawsze coś! W końcu i z balsamami zdołasz coś zrobić - możesz je np. rozdać znajomym. Oja, aż Ci zazdroszczę, że Twoja kolorówka mieści się jedynie w kuferku :D ale akurat w sumie z kolorówką u mnie też bardzo źle nie jest. Najwięcej mam niestety lakierów, bo z pielęgnacją to jeszcze myślę, że dam radę.

      Usuń
    2. kolorówka w małym kuferku (taki sześcianik ok 20cm), lakiery (i odżywki i inne pierdoły do paznokci) w jednej małej szufladce z metalowej szafki z ikei, a w sumie pielęgnacja (nowa i napoczęta) to kolejne dwie takie szuflady. Więc uważam, że to ogromny progres.
      A co do lakierów i kosmetyków górnopółkowych - kiedyś jak porądaba kupowałam kosmetyki zgórnej pólki, później kupowałam wszystko jak leci, a teraz udaje mi się to powoli zbalansować. Np widzę, że jednak od kolorówki górnopólkowej można oczekiwać sporo, choć udało mi się znaleźć kilka niedrogich perełek. W kwestii pielęgnacji doszłam do wniosku, że górnopółkowe to pic na wodę fotomontaż, bo są dobre dopóki jest dobrze (mam na myśli ogólną kondycję skóry)- jak pojawia się problem, to one wymiękają. A co do lakierów, bo zapewne je masz na myśli pisząc o produktach z górnej półki- fajnie czasem ulec i kupić jakiś bajerancki top za grosze (sama tak mam), ale generalnie od jakiegoś czasu nie kupuję już lakierów, jesli nie mam zaufania, że przetrwają na paznokciach przyzwoity czas. Stąd mini lakierki loreal (bo u mnie trzymają sie nieziemsko, a nie maluję paznokci tak często żeby zużyć większą pojemność) i kilka essiaków w podstawowych kolorach (na razie biel, czerń i czerwień :)). I muszę powiedzieć, że mi z tym dobrze, a nawet coraz lepiej :D
      więc wierzę, że Ci się uda ;) widziałam że już porządkujesz, więc trzymam kciuki :)))

      Usuń
    3. Już kupuję lakiery z górnej półki, nie o to mi chodziło. Właściwie może tylko po części - zamierzam kupować jedynie lakiery, które się u mnie trzymają, a nie ulegać kuszącym kolorom z innych, dużo tańszych marek, które nie będą trzymać się u mnie dnia. Jeśli chodzi o górnopółkową pielęgnację, mam inne zdanie niż Ty. Za każdym razem używając droższych kosmetyków, czułam różnicę w wyglądzie skóry, ponadto miałam świadectwo w składzie, że nie nakładam na siebie niepożądanych składników. Oczywiście w każdej firmie musi się znaleźć jakiś bubel. Ale wierzę, że jeśli używamy tych dość popularnych marek, które są nastawione na pielęgnacje, a nie na wszystko i nic, możemy uniknąć wpadki.
      Wow, to faktycznie Twoje zapasy kosmetyczne są mocno uszczuplone! Gratulacje :)

      Usuń
    4. o lakierkach napisałam o tanich topach :P bo jednak mają ogromny wybór fajnych niedrogich topów. Górnopółkowe lakiery fajnymi topami nie rozpieszczają.
      W kwestii pielęgnacji (trzymam się pielęgnacji twarzy, bo ta w moim odczuciu jest najbardziej kłopotliwa) jednak uważam, że drogie nie równa się dobre. Pla przykładu. Krem Clarins. Jeden zużyty do cna. Drugi zrobił masakrę nieziemską i niewyobrażalną. Drugi słoik genialnego też już zakończył sie katastrofą. (a wydawaloby się, że skoro było dobrze, to pozostanie dobrze). I tak zostałam z kremem za 250zl w kieszeni. Kupiłam ruskie serum babuszki - wszystko ustało. Przerabiałam dużo drogich dziwaków i rzadko byłam zadowolona (nie wspominając o działaniu), więc w tej kwestii postanę nieprzekonan :P raczej skupiam się na drugiej części Twojej wypowiedzi - trzeba zerknąć na skład.

      Usuń
  11. Sama prawda, mam tak samo. Ale to taka "never ending story"... Jutro o wszystkim zapomnę i zacznie się gonitwa za czymś fajnym na nowo. Od jakiegoś czasu ograniczam się i odkładam na lepszy lakier, nie kupując taniej tandety. Oczywiście nie wszystko co tanie, to beznadziejne, ale po czasie stwierdzam, że to pieniądze wyrzucone w błoto, bo np. kosmetyk z biegiem czasu traci na jakości, co w wielu droższych kosmetykach nie ma miejsca. Ale czasem zdrowemu rozsądkowi nie przetłumaczysz. ;) Co ciekawe, czasem dochodzę do wniosku, że kupowanie nowych lakierów bardziej mnie ekscytuje, niż samo malowanie paznokci... To trzeba leczyć. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jeśli człowiek czuje już taki przesyt, a nawet niechęć jak spogląda na to wszystko, to nie jest trudno utrzymać swoje postanowienie :)

      Usuń
  12. ehhh miałam tak samo, do lakierów pozostała słabość, ale umiem powiedzieć sobie STOP :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że umiesz powiedzieć sobie STOP. To jest bardzo ważne :)

      Usuń
  13. Ja także obiecałam sobie, że będę dążyć do minimalizmu i przeznaczę więcej na kosmetyki z wyższej półki. Teraz mam tyle zapasów (ja mam świra na punkcie żeli pod prysznic i smarowideł do ciała), że przez następne dwa lata nie będę musiała niczego kupować :/ Cała szafa zajęta, mąż się wścieka a i mnie powoli zaczyna to dobijać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż też się wscieka, że pół szafy zajmują kosmetyki!

      Usuń
    2. Może spróbuj odsprzedać lub zrobić prezent rodzince czy znajomym?

      Usuń
  14. U mnie dokładnie było to samo, ostatnio już się opamiętałam i jest tego trochę mniej, ale dalej jak dla mnie o wiele za dużo, bo po co mi 10 mydło w kostce, czy 8 balsam do ust... Trochę udało mi się rozdać wśród znajomych, rodziny, niektóre już dawno po terminie [jeśli chodzi o kolorówkę] dzisiaj poszło do śmieci. Z mniejszą ilością czuję się zdecydowanie lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nadal masz tego dużo, to może sprzedaj lub znów rozdaj.

      Usuń
  15. A mnie to blogerskie kupowanie jakoś nie dotyczy. Pewnie dlatego, że nie pracuję i zwyczajnie szkoda mi kasy zazwyczaj, ale fakty są takie, że kupuję tylko to, co mi potrzebne, to, co mi się skończyło i nie mam kilku(kilkunastu) opakowań tego samego typu produktu - mam nawet jeden żel pod prysznic ;)
    Żadnych zapasów, nie jestem zakupoholiczką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. btw te loreale ze zdjęcia są booooskie. Pewnie bym kupiła, ale mój zakupowy rozsądek analizując wydajność i cenę mówi zdecydowane NIE :P
      Zresztą jeśli chodzi o lakiery do paznokci to jestem zdania, że więcej niż 10 zł na butelkę się nie wydaje :p

      Usuń
    2. Jak napisała wyżej Hexx - jeśli nie ma się środków, to nie kupuje się :) Gdybym była w Twojej sytuacji zapewne nawet nie wpadłabym w ten, pewnego rodzaju nałóg.
      Kiedy nie wydaję więcej niż 10zł, lakiery te zazwyczaj idą w odstawkę, bo mają albo kiepskie krycie, albo krótko się trzymają.

      Usuń
  16. Ja w tym miesiącu postanowiłam nic nie kupować i póki co nieźle mi to wychodzi, coraz częściej używam rzeczy tylko po to żeby zużyć, zapominając dlaczego daną rzecz kupiłam. Przerażające jest to, że niektóre kosmetyki czekają nawet rok na swoją kolejkę. Z lakierami jest tak, że często kupuję do siebie bardzo podobne kolory, więc nie widzę większego sensu powiększania "kolekcji".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że czasem kosmetyki czekają nawet rok na swoją kolejkę, a przecież wciąż pojawiają się nowe. I ja uległam kupowaniu dość podobnych kolorów lakierów, bo przecież "są inne"! :)

      Usuń
  17. Uf, a myślałam, że to tylko mnie tak dopada od czasu do czasu :)
    U mnie taka chęć posiadania przychodzi falami, wtedy trzeba mi odciąć dopływ gotówki, bo wydam wszystko, co mam. A potem uświadamiam sobie, że po cholerę mi 80 buteleczka lakieru, skoro i tak paznokcie maluję ulubionymi? Faktycznie, blogi grają tu dużą rolę - wszyscy chwalą, to ja też chcę mieć! Nie chwalą? To kupię i się przekonam! Dlatego teraz staram się nie kupować już nic nowego - jeśli coś wygram, dostanę - to fajnie, ale pieniądze wolę odłożyć na coś bardziej wartościowego, np. wakacje. : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak do tej pory chciałam mieć wszystko i wakacje i kosmetyki ;) Ale tego wszystkiego nie udawało mi się osiągnąć, właśnie ze względu na to, że kosmetyków kupowałam duuużo. A teraz mam nadzieję, że wystarczy mi i na kosmetyki i na inne przyjemności :)

      Usuń
  18. Mnie na szczęście to nie dotyczy i mam niewiele kosmetyków, optymalną ilość ;) wszystko staram się zużywać od razu i rzadko kupuję coś, co zobaczyłam na innym blogu i mi się spodobało- chyba, że jest to tani kosmetyk i najczęściej są to włosowe produkty. Lakierów mam trochę, ale są to lakiery z niskiej półki cenowej (a część pewnie jest już do wyrzucenia).
    Dobrze że są dziewczyny, które otwarcie mówią, że mają za dużo- najczęściej spotykam się z takimi, którym te 20 balsamów jest bardzo potrzebne :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście rzadko spotykam się z dziewczynami, które udają, że wszystko jest im takie potrzebne :) Myślę, że większość blogerek nawet o tym nie mówi. Brawa dla Ciebie, że nie dałaś się wciągnąć blogowym chciejstwom ;)

      Usuń
  19. Oj tak to prawda w koncu nastepuje przesyt:)

    OdpowiedzUsuń
  20. tak, dochodzę do takiego samego wniosku, coraz rzadziej zdarza mi się kupować na prawo i lewo i dzięki temu jestem w stanie sobie pozwolić na lepszy, droższy kosmetyk... i też jestem na etapie segregacji kosmetyków do zakładki wyprzedażowej :) myślę,że każdego to dopada wcześniej czy później :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nic mnie z Twoich kosmetyków nie skusi :P

      Usuń
  21. Doszłyśmy ostatnio do podobnych wniosków, dorastamy grupowo :).
    Ostatnio zaczęła mnie irytować ilość kosmetyków, którą posiadam. Choć czasem ciężko jest mi się oprzeć, a po przeczytaniu niektórych recenzji topnieję z zachwytu, to jednak staram się już nie tracić głowy. Znam siebie, wiem, czego używam i ile potrzebuję. Po co mi więcej :)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, ja dopiero teraz doszłam do takiego wniosku. Mam wrażenie, że wcześniej byłam zaślepiona. Sama się sobie obecnie dziwię, że kupowałam na potęgę wiedząc i tak, że mam tego dużo.

      Usuń
  22. Nie mam takich problemów, fakt, dużo kupuję (i nie tylko kosmetyków, ale także ciuchów, butówitp), ale potrafię powiedzieć sobie STOP wtedy, kiedy czuję, że przesadzam.

    OdpowiedzUsuń
  23. ja mam już coraz częściej przesyt, jadę do perfumerii i wychodzę z pustymi rękami, a to już mam, a taki kolor też ju ż mam, a po co mi 10 błyszczyk? taka sytuacja ma miejsce głównie jeśli chodzi o kolorówkę, inaczej trochę z pielęgnacja, często kupuję po dwa opakowania czegoś, bo promocja, bo przy zakupie 2 , 3 gratis … i tu jeszcze nie umiem się powstrzymać :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że obecność w blogosferze kosmetycznej jest tu w jakiś sposób winna naszym stanom. Na początku blogowania człowiek zachłystuje się tymi wszystkimi cudownymi kosmetykami, a potem jednak w jakiś sposób zaczyna myśleć rozsądnie.

      Usuń
  24. Często miewam tego typu przemyślenia ale szybko ulatują.

    Z reguły nie napalam się na kosmetyk po przeczytaniu recenzji, raczej jest odwrotnie - wypatrzę coś w sklepie i potem szukam opinii na blogach. Choć nie przeczę, jeśli na wielu blogach jest coś chwalone to daje mi to do myślenia, nie wszystkiemu jednak na szczęście ulegam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że tak rozsądnie podchodzisz do sprawy :)

      Usuń
  25. Całe szczęście z kolorówką i kosmetykami tak nie mam. Mam swoje ulubione i ich się kurczowo trzymam. Natomiast lakiery... powoli też już mi przechodzi. Mam ich od groma. Ostatnio sumiennie przejrzałam swoje wzorniki i doszłam do wniosku, że ,,wszystkie" odcienie już mam. I teraz ,,rzucam się" tylko na te wyjątkowe (holo z Hits czy Velvet Goth z Models Own). Nawet ostatnio zamówiłam tylko dwa KIKO z serii Digital :-P (zresztą moje jedyne KIKO)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod "koniec" mojej manii, jeśli mogę to tak nazwać, bo teraz jestem na etapie minimalizmu, a raczej staram się :) też szukałam już głównie lakierów, które wydały mi się wyjątkowe. Ale co z tego, skoro i tak tych "wyjątkowych" miałam pełne pudełko i nie wiedziałam kiedy je w ogóle użyje? Poza tym, większość już nie jest dla mnie tak bardzo wyjątkowych. Zmienił mi się nieco pogląd :)

      Usuń
  26. Oj skąd ja to znam. Moja lista kosmetyków, które chciałabym mieć jest bardzo długa, a większość wylądowało na niej oczywiście przez uprzednie zobaczenie ich na blogach. Póki co przesyt mi nie grozi, staram się rozsądnie kupować nowe nabytki. Myślę czy czasem aby na pewno nie mam podobnego kosmetyku w domu. Może gdybym miała pracę i więcej pieniędzy to myślałabym inaczej, ale tak to niestety muszę się trochę liczyć z wydatkami. Podobnie jak Ty chciałabym się otaczać tymi lepszymi, droższymi zarazem kosmetykami (chociaż oczywiście ta reguła nie zawsze się sprawdza, ale o tym można by napisać pracę magisterską chyba), a co za tym idzie często rezygnuję z zakupu drobnostek, z których będę ostatecznie średnio zadowolona. Powodzenia zatem w dążeniu do minimalizmu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długą wishlistę możesz mieć, byleby jednak nie ulegać chciejstwu i kupować wszystkiego na jeden gwizdek :)

      Usuń
  27. Nie mam tak pokaźnej kolekcji choćby lakierów jak Ty, ale gdy mam wybrać lakier, którym pomaluję paznokcie, zaglądam do pudełka z 60 lakierami i aż jest mi ciężko ... Mimo to nie potrafię jakoś wyrzucić żadnego z nich :(

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja na szczęście lakierów nie zbieram ale cieni do powiek to mam mnóstwo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Ty chyba zajmujesz się makijażem półprofesjonalnie?:)

      Usuń
  29. Stety-niestety zgadzam się z Tobą w 100%. Sama od kilku miesięcy próbuję się uwolnić od nadmiaru produktów, na szczęście zużywanie idzie mi całkiem dobrze, projekty denko są bardzo obszerne. Dołuje mnie jednak fakt, że pomimo zużywania nadmiaru produktów, które w większości nie okazały się fantastyczne, wciąż na półkach mam spore zapasy. Ograniczam dość mocno zakupy, kupuję tylko potrzebne rzeczy, a wciąż mam tego sporo, ale mam nadzieję, że wkrótce się z tym uporam! Oczywiście tego co mogę to się pozbywam (Allegro, rozdaję koleżankom) i za każdym razem zastanawiam się - więc po co to kupiłam skoro mi to niepotrzebne?! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że skoro rzeczywiście wciąż coś zużywasz, to nie ma bata - Twoje zapasy zmniejszają się. A możesz tego nie widzieć, bo po prostu jest/było tego dużo. Musisz się liczyć z tym, że trochę bedziesz musiała poczekać zanim większosć zużyjesz. Oczywiście nie wiem jak zapasy wyglądają u Ciebie, więc gdybam.

      Usuń
  30. Faktycznie czas się opamiętać :) Ja już jakiś czas temu doszłam do podobnych wniosków.

    OdpowiedzUsuń
  31. U mnie nigdy zapasów nie było. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła mieć pięć maskar, pięćdziesiąt lakierów, osiem kremów, dwadzieścia szminek etc. To zupełnie nie w moim stylu. Chęć takiego posiadania mnie zupełnie nie kusi. Szanuję swoje pieniądze, nie cierpię marnotrawstwa, a posiadanie dla samego posiadania, mija się z celem.
    Na cholerę mi jakieś zapasy ? Moja łazienka nie jest drogerią. I nigdy nie będzie. Gdy coś się kończy, kupuję następcę. Spontanicznych zakupów nie robię praktycznie w ogóle. Od tego mam listę na blogu. To niezwykle pomocne. Sprawdziłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką wishlistę. Gratuluję w takim razie, że tak racjonalnie podchodzisz do blogosfery. Niestety nie każdy jest taki sam i niektórzy są bardziej podatni na "manipulację", bo jest to jakaś jej forma.

      Usuń
  32. Całkowicie się z Tobą zgadzam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  33. Sylwia cudowna jesteś... w końcu odważył się ktoś o tym napisać. Ja już mam przesyt wszystkiego, nie cieszy mnie nawet nowy kosmetyk, bo mam świadomość, że ogrom ich zalega w szafie. Smutne ale prawdziwe :(

    OdpowiedzUsuń
  34. skąd ja to znam ;) myslę, że w życiu każdej z nas, nie tylko blogerki, ale kobiety - kosmetykoholiczki - zakupoholiczki taki moment wcześniej czy później następuje.. za dużo dobrego i zamiast cieszyć się z tego co mamy analizujemy i planujemy zakup kolejnych.. frajda jest, ale tylko na chwilę.. ja też mam przesyt, o przepełnionych szufladach nawet nie wspominam i dochodzących czasem do tego wyrzutach sumienia.. ograniczyłam zakupy kosmetyczne praktycznie do zera! kupuję tylko to co mi potrzebne, czasem zaszaleję, ale tylko czasem ;) nie jaram się na promocje, bo nie pierwsze i nie ostatnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że nie tylko i mnie dopadł przesyt :)

      Usuń
  35. Widzę, że nie tylko ja mam takie przemyślenia ostatnimi czasy. Zastanawiałam się, co takiego stało się, że nowe kosmetyki nie dają mi tyle frajdy co kiedyś i w końcu do czegoś doszłam. O ile kupuję z myślą o faktycznym użyciu, to nadal bywam zadowolona - świetnie pachnące masełka, lakier o którym myślę od dawna, bo pasuje do wymarzonego zdobienia... Ale kiedy zakupami kieruje zwykła chęć posiadania, to taka rzecz po niedługim czasie ląduje w "oddawajce" na blogu, albo znajomej. Nie ważne jak bardzo coś zachwyca mnie na blogu innych... Dlatego teraz przy kasie sklepowej próbuję przeanalizować, czy chcę czegoś, tylko po to, żeby odznaczyć, że ja też to mam, czy chcę czegoś, bo myślę o zużyciu, bo lubię konsystencję, zapach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać jest nas więcej :) Ciekawa jestem czy wpływ ma na to nowy rok i przemyślenia związane z poprzednim :)

      Usuń
  36. Oj znam to i bardzo dobrze pamiętam :) Mimo, że na pewno nie miałam tyle lakierów co Ty, ale także postawiłam na minimalizm i tylko na lakiery Essie.. Starych lakierów sukcesywnie się pozbywam i wcale mi ich nie szkoda :) Tak samo mogłabym kupić rozświetlacz Bell o którym piszą teraz na bloga, ale czekam aż kupię sobie Mary-Lou Manizer od The Balm - nie umrę jak poczekam troszkę dłużej... :) ale to faktycznie trzeba dojrzeć do tego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że doszłam do tego etapu :) Mam nadzieję tylko, że moje postanowienie nie pozostanie zniweczone przez nagły atak chciejstwa ;)

      Usuń
  37. Bardzo fajny tekst! Ja ostatnio się lekko przeraziłam, jak kupiłam Helmera na lakiery, dopiero zobaczyłam jak dużo ich mam! I większość jeszcze nie używana, a nowe kuszą... chociaż już się ograniczam, na targach może kupię kilka sztuk, a potem już raczej będę stawiać na nietypowe odcienie.

    OdpowiedzUsuń
  38. Ja na szczęście nie mam takiego problemu. Staram sie zawsze kupować tylko to, co niezbędne i otwierać kolejny produkt po zużyciu tego starego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, niektórzy muszą do tego dojść ;) Jeśli chodzi o otwieranie kolejnego produktu po zużyciu innego - z tego akurat od dawna się wywiązuję :)

      Usuń
  39. Masz racje. Zauważyłam, że moje zakupy ostatnio spowodowane były tym, że spodobało mi się to u kogoś. Nie jest dobre, dlatego postanowiłam ograniczyć zakupy kosmetyczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie, lepiej nie popadać w taki szał :)

      Usuń
  40. Dziś podczas relaksującej kąpieli rozejrzałam się po łazienkowych półkach i też mnie wzieło na przemyślenia...
    Kilka rodzai masek do włosów, kilkanaście maseczek, mnóstwo peelingów, kremów itp...
    Też tak mam że jak u kogoś zobaczę muszę mieć i koniec!
    Jednak najwyższy czas z tym skończyć i zużyć to co zalega na półkach, przestrzeń będzie wydawała się wieksza a i przyjemność z zakupu kosmetyku który jest nam naprawdę potrzebny zapewne większa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podczas kąpieli rzeczywiście mogą człowieka nachodzić refleksje. Racja! Półki nie wyglądają ładnie gdziekolwiek jeśli są zagracone.

      Usuń
  41. jak bym czytala o sobie niestety :) tez wrzucam na luz i za pare dni to samo a szafka z lakierami peka w szwach ;) trzeba sie opamietac! ;)

    OdpowiedzUsuń
  42. Cieszę się , że w końcu doszłaś do takich wniosków Moja Droga...;) Cicho i skrycie miałam taką nadzieje, że tak się stanie prędzej czy później. Lepiej mieć porządne kosmetyki, ale mniej, niż ful, których niedajesz rady zużyć, nie spełniają Twoich oczekiwań, a termin ważności mija... .
    Ciekawa jestem co Ciebie skłoniło do takich refleksji i postanowienia.
    Ja żyję w przekonaniu, że co za dużo to nie zdrowo.Nic nadprogramowo. Trzeba mieć umiar i nie ulegać zakupowym emocjom.
    Jeśli chodzi o moje maniactwo ;) Mam np.za dużo wosków zapachowych, więc przestałam kupować kolejne i kolejne, tylko daje sobie czas na żużycie zapachowych skarbów. Marze o nie jednym zapachu, ale np. wiem że warto poczekać i nie kupować"na gwałt", poczekałam, przy okazji zużyłam swoje zapasy i doczekałam się wymarzonego od tygodni zapachu :) I jaka raaadość, bo lubię sobie robić nagrody i spełniać długo wyczekiwane rzeczy z listy życzeń ;)

    Trzymam kciuki za utrzymanie Twojego postanowienia odnośnie dojrzałości kosmetycznej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic mnie nie skłoniło. Po prostu przyszło nagle :) Ale ja tak mam ze wszystkim. Muszę poczuć impuls. Tak samo było np. z prawem jazdy.

      Dzięki sis :)

      Usuń
  43. Ojej ile to razy miałam takie "Muszę to mieć" czytając o jakimś kosmetyku na blogach. Moją sztuczką żeby o nim zapomnieć to nie zapisanie jego nazwy w notatkach na telefonie :D

    OdpowiedzUsuń
  44. Kiedyś u mnie było tak widziałam chce to!Nawet jeśli było mi to nie potrzebne.To samo z lakierami,brałam wszystko.Teraz jest inaczej wybieram tylko te które faktycznie chce,oglądam zdjęcia i decyduje.Z kolorówką mam inaczej,mam mało w sam raz by zużyć wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tego wniosku ja dopiero stopniowo dochodziłam, ale lepiej później niż wcale :)

      Usuń
  45. Niestety - sama jakiś czas temu przerabiałam problem. "a bo muszę to mieć", " to takie modne teraz", "przeciez to kilka złoty (niekiedy aż kilkadziesiąt na mały lakier)" etc. Powiedziałam dość. Wszystko na bieżąco! Zaczęłam wykorzystywać co mam i uzupełniać zapasy. Niekiedy kosmetyki tracą ważność, czy a lakiery mimo dobrej daty ważności lubią się zważyć. Dobra rada - nie kupuj już lakierów przez X czasu. wykorzystaj co masz. Ja mam zaledwie kilka i na bieżąco je uzupełniam, podobnie z kosmetykami. :-)

    Ps. Jak sytuacja z Wibo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! "Przecież to kilka zł" - tak się mówi za każdym razem, a ziarnko do ziarnka... I sumka się uzbiera. Lakiery zamierzam kupować, ale jeśli już mojej ulubionej marki Essie lub innych marek, ale jedynie w cenie bardzo okazyjnej i jeśli naprawdę lakier mi się spodoba. Nie będe już podejmowała decyzji pod wpływem chwili :)

      Jeśli chodzi o Wibo, to oczywiście nie odzywają się.

      Usuń
  46. Ehh.. no tak to jest. Jakoś z początkiem roku wzięłam się za 'inwentaryzacje' w kosmetykach i stwierdziłam, że mam tego za dużo, że spontanicznie kupuję i że powinnam robić rozsądniejsze zakupy. Mąż też krzyczy:P
    Dlatego znowu postanowiłam wyznaczać sobie symboliczny limit na zakupy w miesiącu. I koniecznie skupiać swoją uwagę na kosmetykach z lepszym składem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam nad sobą męża ani partnera, więc nikt nie krzyczy. Oprócz mamy, ale to bardzo sporadycznie. Ja limitu nie wyznaczam, ale skupiam się na tych najpotrzebniejszych rzeczach, a nadprogramowe chciejstwa ok, ale baardzo rzadko. Każdy ma jakieś tam swoje sposoby :)

      Usuń
  47. w ostatnim czasie myślałam o tym samym... wszystkiego mam coraz więcej i zastanawiam się kiedy ja to wykorzystam, a wykorzystałabym wszystko naraz jakby się dało... ciężko jest mi dobić dna jednego nie otwierając kolejnego kosmetyku w trakcie. Również myślałam o przeznaczeniu pieniędzy na coś porządniejszego z wyższej półki zamiast enty raz kupować tą tańszą zbędną zachciankę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście problemu z otwieraniem nowego kosmetyku zanim dobiję do dna poprzedni nie mam. Ale to też chyba trzeba w sobie "wypracować". Tak naprawdę wszystko to opiera się na silnej woli...

      Usuń
  48. Kurcze to ja mam podobnie... obieram cel osiagam go i już mnie nie cieszy i obieram sobie kolejny... Tez własnie zamierzam przystopowac:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I błędne koło, prawda? Czas z tym skończyć!

      Usuń
  49. Też czuję przesyt kosmetyczny. Denerwuje mnie ilość kosmetyków, które tak naprawdę marnują się w moich szufladach. Dodatkowo jak pomyślę o pieniądzach, które w nie zainwestowałam... Nie planuję kompletnego bana na zakupy, ale dużo bardziej rozsądnego podejścia do zachcianek. Zastanowię się 10 razy zanim wydam pieniądze na kolejny kosmetyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ciebie właśnie postrzegałam jako jedną z blogerek, które nie kupują na zapas dużej ilości kosmetyków. zaskoczyłaś mnie :)

      Usuń
  50. Ja od dawna staram się nie kupować nowych kosmetyków i idzie mi to bardzo dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
  51. Ja na szczęście jeszcze tak nie mam, ale już widzę u siebie lekkie przebłyski "Jakie to ładne! Muszę to mieć!" i tylko patrzę na najbliższy termin kiedy wreszcie będę mogła pojechać po to wymarzone cudo. Chociaż rzadko tak mam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo to koniecznie broń się jak tylko możesz! :)

      Usuń
  52. już dawno przyszedł ten moment ;)
    teraz większość zbędnych kosmetyków rozdałam po rodzinie, koleżankach, 90% propozycji współprac trafiających na mejla nie podejmuję, nie biegam szaleńczo po drogeriach bo tak ku prawdzie to niewiele mnie kusi, czuję najnormalniej w świecie przesyt i ciesze się tym co mam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też powoli zaczynam oddychać i cieszyć się tym co mam :)

      Usuń
  53. Oj też tak mam, chociaż na tle innych blogerek z pewnością mam małe zapasy. Z perspektywy czasu widzę, że zakupy pod wpływem impulsu nie są najlepsze. Trendy w makijażu, pełno inspiracji w magazynach, internecie. To wszystko nas skłania do zakupów. Nie myślimy czy to nam potrzebne, ważne żeby to mieć. Nowy tusz, tyle osób o nim pisało! O rany jaki ładny lakier no i cena przystępna muszę go mieć! Wszystko pięknie fajnie, ale nie dość że natrafiamy czasem na buble to jeszcze kosmetyki mają swój termin przydatności. Mam dużą paletkę z Inglota. 10 cieni... teraz się zastanawiam na cholerę mi był szafirowy, żółty, miedziany. Fakt są ładne, ale nie korzystam z nich często tak jak np. z brązowych. Przydają się, ale zanim sięgną dna to nie wiem...lata świetlne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego typu cieni tak naprawdę używa się "od święta". jeśli w ogóle od czasu do czasu je używasz, to moim zdaniem nie przesadzajmy - czasem można sobie pozwolić na małe chciejstwa, nawet jeśli zbyt często się ich nie używa, ale używa :) są kolory, które nosi się na co dzień i takie, które nakłada się od czasu do czasu :)

      Usuń
  54. Oj jak ja dobrze to znam szczególnie ale ten kolor jest cudowny muszę go kupić przy najbliższych zakupach i to polowanie i planowanie na jakiś kosmetyk który nie jest tak łatwo dostępny i ta satysfakcja kiedy go w końcu dorwiemy. Ostatnio też ograniczam kupno nowych kosmetyków, bo znalazłam nowy cel na który zbieram ;)

    OdpowiedzUsuń
  55. Z lakierami miałam podobnie na początku prowadzenia bloga, potem zrobiłam sobie przerwę od blogowania i zaczęłam takie swobodne używanie, a teraz po powrocie do blogowania dalej trzymam umiar. Tyle lakierów kusi, uwielbiam je przeglądać na blogach! Ale już taka mega chcica się nie włącza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie o dziwo przez ostatnie miesiące moja chcica na lakiery nieco topniała i ukierunkowywała się tylko na niektóre marki lub sporadyczne chciejstwa. Zobaczymy jak dalej :)

      Usuń
  56. Znam to uczucie ekscytacji przed zakupem kosmetyku. Gorzej jest po, kiedy uświadamiałam sobie, że wcale go nie potrzebowałam. Jeszcze do niedawna moja szafka na kosmetyki była zapchana. Teraz na szczęście powoli się to zmienia. Większość kosmetyków do pielęgnacji podarowałam mamie, babci, teściowej, przyjaciółce, narzeczonemu (mistrz w zerowaniu nadprogramowych pomadek ochronnych i kremów do rąk)... Poza tym sama też postanowiłam systematycznie wszystko zużywać. Obecnie moje zapasy są 10x szczuplejsze niż rok temu. Ale nie jest idealnie. Problem stanowi kolorówka, która jak wiemy jest bardzo, bardzo wydajna. Jest jej stosunkowo mało, a i tak ciągle czuję, że mogłoby być jeszcze mniej. Mam kilka najbardziej ulubionych produktów, których używam bardzo często. Reszta leży, a przecież mogłaby komuś się przydać. Dlatego niedawno zaczęłam wyprzedawać część swoich kosmetyków do makijażu. Nawet te, które darzyłam sympatią, np. lakiery Essie. Przemyślałam sprawę, zrobiłam naprawdę konkretną selekcję i myślę, że jeszcze coś dorzucę do mojej wyprzedaży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że dążysz do minimalizmu i do tego, aby zużywanie/używanie kosmetyku sprawiało Ci radość. To naprawdę dobry pomysł z wyprzedawaniem kosmetyków, bo dziewczyny nie dość, że często dostają prawie nie zużyte kosmetyki to jeszcze po znacznie niższych cenach :)

      Usuń
  57. dla mnie też przeprowadzka była takim impulsem do ogarnięcia całego przybytku, w tym kosmetycznego - wydałam znajomym chyba 50 lakierów, wyrzuciłam wszystko, co niepotrzebne i teraz mam wrażenie, że prawie wszystko jest pod kontrolą :) jedyny problem to nowe lakiery - na to chyba nie ma dla mnie lekarstwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łohoh, ja bym chyba nie miała komu wydać aż tylu lakierów :) Myślę, że za jakiś czas możesz poczuć przesyt tak jak i ja. Jakiś czas temu też zaraz chciałam lecieć kupować kolejny lakier, który przecież tak bardzo mi się spodobał. Gromadziłam, gromadziłam i oto gdzie to mnie zaprowadziło ;)

      Usuń
  58. Ja chyba jeszcze do tego nie dorosłam. Tzn nie mam aż tylu kosmetyków żeby czuć się nimi przytłoczona, lakierów mam dużo, ale to akurat jeszcze mnie nie przerosło.

    OdpowiedzUsuń
  59. Mam podobne przemyślenia i dlatego dzisiaj zrobiłam porządek w szufladach z kolorówką i lakierami, a jutro takie same wietrzenie czeka pielęgnację. Od ręki kilkanaście lakierów i cieni włożyłam do pudełka "do oddania". Planuję też ograniczyć liczę kupowanych kosmetyków, wybierać te z wyższej półki, które naprawdę będą cieszyć i naprawdę je zużyję. A każdy zakup zamierzam kilkukrotnie przemyśleć, bo po co mi 9 paletka z cieniami, 7 róż, czy 3 tusz do rzęs? Z pielęgnacją w moim przypadku nie jest źle, bo nigdy nie kupowałam jej nadmiernie, ale ze względu na święta pojawiły się u mnie balsamy do ciała i żele pod prysznic, które muszę koniecznie zużyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że i Ty wzięłaś sie za porządki w kosmetykach i też stwierdziłaś, że warto bardziej racjonalnie podchodzić do zakupów. Ja z pielęgnacji dużo dostaję od marek, z którymi współpracuję. Nie jest ich dużo, ale wystarczy :)

      Usuń
  60. Ja staram się przemyśleć każdy zakup by nie marnować pieniędzy. Pamiętam, że raz skończył mi się tusz do rzęs i postanowiłam kupić nowy. Oczywiście pożałowałam pieniędzy na swojego ulubieńca i kupiłam tańszy o jakieś 10 pln. Okazał się niewypałem i musiałam kupić drugi ( mam bardzo liche rzęsy), oczywiście znowu nie kupiłam droższego bo przecież już zmarnowałam trochę kasy. Sytuacja powtórzyła się kilka razy. W końcu mój chłopak nie wytrzymał i sam kupił mi mój ukochany tusz. I zauważył, że za te pieniądze które zmarnowałam mogłam kupić dwa porządne kosmetyki a nie kilka niezbyt udanych. I miał rację . Od tej pory staram się racjonalnie wydawać pieniądze. Lepiej wydać nieco więcej ale mieć kosmetyk wydajny i naprawdę dobry (chociaż są też tańsze i dobre produkty).

    Pracuję teraz nad lakierami do paznokci. Mam zamiar kupować tylko te dobrej jakości w kolorach, które naprawdę mi odpowiadają a nie tylko dlatego, by mieć więcej. Ostatnio zakochałam się w Orly i wolę mieć kilka świetnych lakierów niż mnóstwo średnich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście zakupy mogą być czasem nie trafione i tym samym wpadamy w błędne koło. Dlatego ja jednak wolę kupić coś w średniej cenie, albo tańszego w promocji, ale tylko wtedy jeśli wiem, że produkt ma sporo pochlebnych opinii.

      Mi też ostatnio spodobały się Orly! Nie wiem czemu wcześniej nie zwracałam na nie większej uwagi :)

      Usuń
  61. Od pewnego czasu staram się kupować mniej - z różnym efektem, raz kupuję tylko to, co wiem, że za chwilę mi się skończy, a innym razem pozwalam sobie na zbyt duże chciejstwa. Zakupy pielęgnacyjne ograniczyłam już niemal wyłącznie do ulubieńców, do których wracam na okrągło, z kolorówką też już nabrałam nieco rozsądku, ale największym problemem nadal są lakiery. Wprawdzie powoli wracam do strategii kupowania tylko Essie (a z tych już coraz mniej mniej kusi), ale nie wpływa to ujemnie na mój dotychczasowy stan posiadania lakierów... ;)

    W tym miesiącu mam ścisłe postanowienie nie kupowania żadnego kosmetyku. Minęła większa część miesiąca i nadal nic nie kupiłam i nawet nie mam pomysłu na to, co mogłabym kupić. Wszystko, co może mi się skończyć mam w zapasie, a kolorówki i tak mam po dziurki w nosie. Lubię to wszystko, ale mi też po pewnym czasie nowy zakup przypomina jedynie o mnóstwie innych kosmetyków, które czekają na swoją kolej - i zamiast sprawiać radość, przyprawia o wyrzuty sumienia. Nie poluję już na nic. Jakiś czas temu chciałam zrobić listę zakupów, rzadko umieszczałam na niej zbędne zachcianki lub po głębszej analizie wykreślałam takowe z listy. Ponadto przez jakiś czas spisywałam na bieżąco wszystkie nowe kosmetyki, które mi przybywały w danym miesiącu. Przez dwa, może trzy miesiące skrupulatnie realizowałam listę zakupów, a teraz nawet nie wiem, co miałabym na niej wpisać. Mam kilka produktów, które przyciągają wzrok, który mogłyby się przydać, ale nie są mi niezbędne, ani nie są dla mnie niezastąpione, dlatego na razie odpuszczam sobie ich zakup.

    ...inną sprawą jest to, że od kilku miesięcy dużo większą radość, niż zakup nowego kosmetyku, sprawia mi zakup nowych akcesoriów do mieszkania. Nowa pościel naprawdę sprawiła mi dużo większą frajdę, niż 150 szminka :D Myślę, że to dużo lepszy sposób na spożytkowanie pieniędzy :D Poza tym nałogowo kupuję też książki, ale to akurat żadna nowość i to się działo od zawsze! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, Essie powoli chyba przestaje mieć pomysły na nowe kolekcje. Nie wierzę, że chodzi tu o wyczerpanie materiału, bo jeśli się chce, można stworzyć naprawdę wiele różnych kompozycji. Wystarczy spojrzeć na Resort Fling lub kolejną kolekcję, która chyba ma wejść lub już weszła. Kolory jakby żywcem zdjęte np. z Fiji, Butler Please itp..

      I dobrze Karocia, że podchodzisz do takich wniosków. Już trochę się "nabaiłyśmy" w blogosferze kupując kosmetyki powszechnie uważane za super och ach, to teraz mozemy już bardziej racjonalnie podchodzić do zakupów i spożytkować pieniądze na inne wydatki ;)

      Widzałam na insta właśnie :) ale odkąd ja zrobiłam trochę porządków u siebie, mam ochotę jeszcze przepatrzyć różne szuflady i jeszcze trochę usunąć ze swojej przestrzeni. Ostatnio też trochę pokupowałam dodatków do pokoju :) Ja aktualnie książek staram się nie kupować, bo zalegają mi na półce, a nie mam za bardzo kiedy tego czytać. Plus dochodzi jeszcze biblioteka i nowości z niej.

      Usuń
  62. Kilka lat temu i mnie ten problem dotknął. Nie był związany z blogowaniem, czy nadmiernym śledzeniem kosmetycznych nowinek w internetowym świecie (choć nie mówię, że pozostawało to kompletnie bez znaczenia). Tak 'zwyczajnie' jedne zakupy popychały do czynienia drugich, swoiste uzależnienie (tak to bodaj trzeba nazywać) od próbowania nowych rzeczy w tej 'urodowej sferze'. Wypchane po brzegi szafki, szuflady, półki - w sypialni, salonie, łazience. Kończyło się na tym, że wiele rzeczy zakupionych pod wpływem jakiegoś impulsu zupełnie mnie nie zadowalało (być może dlatego, że na dobrą sprawę nie były mi wcale potrzebne?). Zwykle lądowały więc u rodziny lub znajomych, gdzie miały szansę być zużytymi z przyjemnością.

    W pewnym momencie przyszło jednak oświecenie i bez skrupułów, z dnia na dzień, powiedziałam STOP. Bo tak należy się z tym rozprawić. W tej chwili do zakupów podchodzę rozważnie. Nie pamiętam, kiedy zdarzyło mi się kupić coś pod wpływem chwili, czy bez uprzedniego przeczesania sieci w poszukiwaniu opinii. Dzięki takiemu modelowi bardzo rzadko zdarzają mi się kosmetyczne wpadki. Mało jest u mnie kosmetyków, z którymi się nie polubiłam, a nawet jeśli, to i tak w większości je zużywam, bo inaczej znów zasypałyby mnie produkty, które zamiast przyjemności dostarczają mi irytacji samą swoją obecnością, czy zajmowaniem miejsca w szufladach.

    Tzw. 'zapasom', rozbuchanemu konsumpcjonizmowi, mówię nie. Zdecydowanie bardziej wolę kupować na bieżąco to, czego potrzebuję. Wolę kupować mniej i rozsądniej. Przemyślane zakupy naprawdę cieszą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, trzeba to nazwać uzależnieniem. Te wszystkie kolory lakierów, opakowania kosmetyków i pozytywne recenzje, reklamy, promocje, wszystko to składa się na czynniki, które nie pomagają potencjalnemu konsumentowi. A po chwili można wpaść w zakupoholizm - tak jak kobiety namiętnie kupujące torebki, buty itp.

      Dlatego i ja postanowiłam powiedzieć sobie STOP. I może wreszcie uda mi się wypróbować tak polecane przez Ciebie kosmetyki Phenome :D

      Usuń
  63. Ja od jakiegoś czasu staram się kupować tylko najpotrzebniejsze kosmetyki i ograniczyć zapasy. Po co mi 10 balsamów do ciała czy żeli pod prysznic zalegających w szufladzie? Kiedy na rynek wejdzie jakaś nowość, którą chcę wypróbować to mam wyrzuty sumienia, że w szafce czeka jeszcze kilka produktów o podobnych właściwościach, które pasowałoby zużyć najpierw. Dlatego chcę ograniczyć moje zapasy (głównie pielęgnacyjne) do dwóch sztuk każdego produktu - jeden do użytku na bieżąco, drugi na zapas (bo jeśli jeden się skończy, a nie będę miała możliwości zakupu w danej chwili to pasuje mieć tą zapasową sztukę).

    OdpowiedzUsuń
  64. To nazywa się Z A K U P O H O L I Z M !
    I zauważyłam, że nabawiłam się tego od momentu gdy założylam boga i namiętnie zaczełam śledzic inne blogi. '
    Każda z nas na pewno ma w sobie taką chęc posiadania rzeczy, które zobaczy u innej blogerki.
    Ja zdecydowanie też mam za dużo lakierów do paznokci ciągle mi ich przybywa!
    Niektórych tez jeszcze nie uzyłam...
    Staram się z miesiąca na miesiąc ograniczac w realizowaniu chciejlisty...
    Jestem z siebie dumna, gdyż dzieki powstrzymywaniu od zakupów i kupowaniu tylko tego co potrzebne udało mi się nazbierac na upragniony aparat, którego najbardziej potrzebowałam do blogowania i nie tylko!

    Dziewczyny apeluję o stworzenie projektu w blogosferze "kupuję, bo potrzebuję, kupuję bo denkuję"
    Dołączam się do słów autorki powyższego posta :) i sobie jak i Tobie życzę wytrwałości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze dzis postaram się stworzyc baner!

      Usuń
    2. Zainspirowałaś mnie do takiego wpisu i stworzenia baneru oraz zachęcenia do akcji...

      http://modaurodapiekno.blogspot.com/2014/02/stop-nieprzemyslanym-zakupom-nie-dubluje.html

      Usuń
    3. Tak, ja też zaczęłam więcej kupować jak założyłam bloga. Wiąże się to z tym, że nie będąc w blogosferze kosmetycznej, nie wiemy o wielu produktach/promocjach itp. Do tego wiele pochwalnych postów i te piękne zdjęcia na blogach...

      Cieszę się, że Cię zainspirowałam i również życzę wytrwałości!

      Usuń
  65. A ja przyznam szczerze, że nigdy nie miałam słabości do kosmetyków, zawsze kupuję coś kolejnego gdy dana rzecz mi się skończy, więc w domu mam naprawdę niewiele kosmetyków. Chętniej wydaję kasę na książki albo ciuchy niż na kosmetyki ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze :) ciuchy czy książki jednak wcześniej czy później "wykorzystasz":)

      Usuń
  66. Ja staram się nie kupować dużej ilości kosmetyków, ale gdy jest jakaś promocja korzystam z niej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak trzymaj, grunt, że nie korzystasz z każdej promocji i nie kupujesz czegoś, co nie jest Ci w danej chwili potrzebne w hurtowych ilościach ;)

      Usuń
  67. Jak na razie nie mam takiego problemu. Kosmetyki do makijażu, kupuję jak jakiś mi się skończy, chyba, że jakiś stracił ważność, albo mi nie odpowiada. Ewentualnie szamponów, odżywek i balsamów mam więcej, ale to się szybko kończy i nigdy dłużej niż dwa miesiące nie stoi w szafce w łazience. Co do lakierów mam sporo, ale wiele używam bardzo często. Jednakże lakierów pełno, a kolorów takich jak biały i czarny brak i muszę w takie lakiery się zaopatrzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze, tak trzymaj! Jeśli chodzi o biel i czerń, jeśli takich potrzebujesz, to jasne. Ja jakoś niespecjalnie je używam, nawet jeśli mam :)

      Usuń
  68. Ile to już razy sama sobie to obiecywałam... I nawet jak udaje mi się trzymać w ryzach moje zakupy, to trafiają się jakieś świetne okazje, czy inne powody, przez które w końcu się kuszę na kolejne kosmetyki, choć z drugiej strony nie mam też, co dramatyzować, bo nie ma tragedii. Sporo mam teraz zachomikowanych kosmetyków, ale przywiezionych z Polski, wiedząc że nie prędko znów w niej zawitam, więc się rozgrzeszam. Za jakiś czas muszę zdecydować, co z kolorówką, bo przez właśnie takie super okazje zrobiła mi się jej zdecydowanie nadmierna ilość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak rzeczywiście nie prędko będziesz w PL, to jesteś rozgrzeszona :D Bylebyś u siebie nie popadała w przesadę i nie kupowała produktów na każdej promocji, bo jest "okazja". Takich okazji trafia się mnóstwo :)

      Usuń
    2. Od dłuższego czasu trzymam się z dala od promocji i okazji, zwłaszcza tych typu 3 za 2 itp. Zawsze kupowałam na takich więcej, niż trzeba, przez co w ostatecznym rozliczeniu wcale nie oszczędzałam, bo kupowałam znacznie więcej, niż potrzeba :)

      Usuń
  69. Niedawno postanowiłam, że ograniczę się lakierowo tylko do marki Miss Sporty -kuleczki :) - mam około 10 lakierów tej marki i zauważyłam, że najczęściej po nie sięgam - odpowiada mi trwałość, krycie, niewielka pojemność, niska cena, dostępność w Rossmannie i przede wszystkim szeroki pędzelek, którym najłatwiej mi się maluje. Chcę odsprzedać czy też wydać resztę lakierów innych firm, które się u mnie nie sprawdzają (ok. 30-40), zostawić sobie tylko te wyjątkowe i ulubione, a resztę kolorów dokupić Miss Sporty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na szczęście kosmetyki pielęgnacyjne mnie w ogóle nie ciągną - kupuję, to co muszę mieć, żadna przyjemność, mam jedne szampon, jedną odżywkę, jeden balsam, jeden żel, krem na noc, dwa kremy na dzień i koniec :D kolorówka też rozsądnie, czego nie używałam, to wyrzuciłam. tylko te lakiery.. :)

      Usuń
    2. Jeśli odpowiadają Ci Miss Sporty, top jak najbardziej :) Tylko trochę chyba mało kolorów mają, albo po prostu już nie pamiętam, bo do ich szafy od dawna nie zaglądam. Jak masz jedno maniactwo to jeszcze jako tako ujdzie ;)

      Usuń
  70. No nie, dodałam wczoraj komentarz i go nie ma, coś mój internet szwankuje ;/ Niech ja odtworze co chciałam przekazać od siebie...
    Zawsze byłam pod wrażeniem Twoich zakupów, a w szczególności lakierów i zastanawiałam się jak "sobie radzisz" z tyloma lakierami. Ja na szczęscie potrafię się opanować i nie kupować za wiele. No chyba, że książki :D Albo pomadki :D
    Wydaje mi się, że każda blogerka ma taki czas, że dojrzewa do minimalizmu. Powodzenia i wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo blogger szwankuje, to bardziej prawdopodobne ;) A więc jak widać nie radzę sobie. Myślałam, że radzę, ale w pewnym momencie mnie to przerosło. I teraz jak już części się pozbyłam, jest mi naprawdę dobrze!

      Usuń
  71. Czuję to samo, ale ciężko się z tego zakupoholizmu wyleczyć, choć cały czas to sobie obiecuję :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może i Ty poczujesz, że to "ten moment":)

      Usuń
  72. Faktycznie to się nazywa dojrzałość. Ja kiedyś tez latałam do drogerii i kupowałam co było polecane. Teraz mam swoją listę produktów, które zainteresowały mnie podczas czytania blogów. Gdy jakiś kosmetyk mi się kończy zaglądam do mojej listy, szukam recenzji (najszczęśniejszej zaglądam na KWC) i dopiero idę kupować. Wiadomo, że czasami trafi się coś nieplanowanego, ale jest to rzadziej niż kiedyś.
    Mam nadzieję, że uda Ci się wytrwać w postanowieniu zminimalizowania ilości posiadanych kosmetyków. Trzymam mocno kciuki i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na swojej wishliście mam dopiero 3 produkty, więc jest dobrze ;) Chyba jest to rzeczywiście dobry sposób na utrzymanie w ryzach swoich zakupów, także chętnie będę z niego korzystać. Dziękuję!

      Usuń
  73. po przeczytaniu posta stwierdzam, że pisząc go czytałaś w moich myślach - mam tak samo, dlaczego czas się pozbyć zbędnych rzeczy i zacząć pracować nad swoją "chęcią posiadania" ...

    OdpowiedzUsuń
  74. minimalizm w zakupie kosmetyków - też do tego dąże :D

    OdpowiedzUsuń
  75. Bardzo dobry, mądry post :) U mnie również trochę się pozmieniało. Zakupy kosmetyczne zminimalizowane, koncentruję się na naprawdę upragnionych produktach. Nie rozdrabniam się na tzw. duperele.
    Gorzej z zakupami książkowymi i związanymi ze sportem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Idalio :) Chyba zauważyłam, że u Ciebie jest nieco inaczej i dobrze :)
      Na książki ostatnio też dałam sobie bana. Kupowałam, ale leżą na półce, bo akurat pozycja zarezerwowana w biblio była do odbioru, a na nie mam miesiąc... Więc te kupione szły w odstawkę na rzecz biblio ;)

      Usuń
  76. Chyba wszystkie mamy takie same przemyślenia. A ja za to nie zaglądając na Twojego bloga zrobiłam to samo z moimi kosmetykami.. Zaczęłam przeglądać i się załamałam.. Może pójdę za Twoim przykładem i zrobię wyprzedaż? Albo rozdanie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie raczej nie ;) Na pewno i wyprzedaż i rozdanie jest dobrym sposobem, wiec spróbuj. Możesz też rozdać co nieco wśród rodziny lub znajomych.

      Usuń
  77. Ja się staram ograniczać i nie ma tak, że lecę po każda rzecz, która widziałam u kogoś na blogu choć rzeczywiście sporo rzeczy tez kupiłam bo były polecane przez kogoś. Na razie jeszcze kosmetyki nie wysypują mi sie z szuflad i szczerze mówiąc trochę boje sie, ze kiedyś moze fo tego dojść a pokój będzie pełny kosmetyków:P z lakierami mam często tak, ze kupuje i raz użyje:/ ale zwykle nie kupuje drogich. Niestety mam trochę tendencje do robienia zapasów bo jest promocja.., i tak np czekają na mnie 4 nieotwarte żele pod prysznic, 2 płyny do demakijażu, zawsze jakiś balsam;) w styczniu i lutym sporo kupiłam i na szczęście z większości jestem zadowolona więc zuzyje ale w marcu chciałabym sie ograniczyć i nie kupic dużo. Zobaczymy jak wyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do radości z zakupów juz dawno odkryłam, że jest krótkotrwała. Musiałabym kupować codziennie aż do obrzydzenia..

      Usuń
  78. Moje szafki z kosmetykami są bardzo ubogie. Naprawdę nie robię zapasów bo i tak wiem, że wszystkiego nie zużyję, część się przeterminuje. Mówiąc zwięźle i na temat to po prostu stosuję projekt denko cały czas :) Plany krzyżuje mi tylko czasami mój mąż, który potrafi mi kupić jakiś kosmetyk w prezencie :)
    Przyznaję, że taka "dojrzałość" bardzo mi odpowiada, dzięki temu wiem, że nic mi się nie marnuje, a co za tym idzie, nie marnuję także pieniędzy :)
    Swoją drogą Twój post mnie do czegoś natchnął, ale o tym to wspomnę później :)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  79. Dlaczego ja tego posta widzę dopiero dziś? Mam dokładnie tak samo jak Ty, chęć posiadania przyćmiewa mi czasami rozum. Bo na pewno ten nowy krem będzie lepszy, a nowa szminka różniąca się o 1/10 tonu zapewni mi zdecydowanie lepszy wygląd. Czasami wiele osób uważa, że mam tyle kosmetyków bo nawiązałam jakąś współpracę lub byłam na spotkaniu blogerek... tak, owszem, leży to w zapasach, ale ileż ja miesięcznie wydałam na większość moich kosmetyków... Czasami żałuję sobie na ciuch czy inną fajną rzecz i okazuje się, że wystarczyło zrezygnować z kilku kosmetyków ( które wcale nie są mi niezbędne, jak 10 paletka cieni w brązowej tonacji ), a miałbym np. orbitrek za gotówkę, a nie na raty :/ Masakra jednym słowem, też nastawiam się na ograniczenie.

    OdpowiedzUsuń
  80. Nie ukrywam, że na początku mojej przygody z blogiem wszystko było nowe i nastąpił mały efekt WOW, lekkie zachłyśnięcie się, szczególnie fajnymi produktami polskimi, których mieszkając w Polsce nigdy nie używałam. Ale nigdy nie ogarnęła mnie mania posiadania wszystkiego, co się kręci na blogach czy yt. Okej, miałam jedną akcję z zakupami w DMie, szaleństwo Majki Skowron innymi słowy. Jeśli jestem w Polsce kupuję więcej, bo do większości nie mam dostępu w Holandii. Jeśli chodzi o kolorówkę mam mało i to mi wystarcza. Lakieromaniactwo mi nie grozi, chociaż wzdycham do niektórych kolorów wirtualnie. Po ostatniej wizycie w Polsce (początek stycznia br.) postanowiłam ograniczyć się do tego stopnia, żeby nie kupować absolutnie niczego. Żartobliwie nazwałam to embargiem, dałam sobie deadline (15 marca), ale myślę, że to działanie długofalowe na cały rok i kolejne lata. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  81. Mnie jeszcze przesyt nie dotknął, może w porę się opamiętałam. Poza tym budżet nieco mnie ogranicza, więc nie kupuję każdego lakieru, który widzę na półce w drogerii, a jedynie pojedyncze sztuki :]

    OdpowiedzUsuń
  82. Uff ja się w miarę szybko otrząsnęłam, bo z lakierami jestem wybredna - nie wiele podoba mi się na moich dłonicach. A z kosmetyką twarzy muszę być ostrożna przy trądzikowej cerze. Kolorówka drogeryjna już dawno przestała cieszyć, limitki itd. chociaż jak oglądam to mam ogromną na nią ochotę, zapisuję do notesu i tak leżakuje, aż mi się odechce:P Może mam też ułatwioną kwestię zakupową tzn. nie robienia zakupów bo mieszkam jakieś 40 min autobusem od centru mojego miasta w którym to owe drogerie się znajdują...

    Trzymam kciuki za Twój kosmetyczny minimalizm:)

    OdpowiedzUsuń
  83. Ja sie obudzilam juz jakis czas temu, nadal kupuje. Ale duzo mniej, a zuzyc jest duzo wiecej niz zakupow. Bo tak zupelnie nic nie kupowac pare miesiecy to tez bym nie umiala.

    Chce po prostu kupowac i od razu zuzywac, a nie ze kupie balsam, ale najpierw musze inne- bo ten sie konczy i czas zuzyc, ten dawno otwarty, a ten ma krotka date.

    OdpowiedzUsuń