Elektryczna pomarańczka Wibo Obssesion [swatche]

sobota, 29 czerwca 2013
Hej Kochane!

Przed Wami kolejny lakier z serii Wibo Obssesion i znów dzieło Siouxie - Electric Orange. Kolor bardzo mi się spodobał i chętnie będę go nosić, mimo że trwałość znów nie powala.




KOLOR: jak już wiecie (albo i nie), lubię kolor pomarańczowy na paznokciach raczej w każdej postaci. Najchętniej noszę czysty pomarańcz bez jakichkolwiek drobinek, jednak tym razem moje serce skradła pomarańcz z zatopionymi w bazie milionami pomarańczowo-złotych drobinek. Barwa jest soczysta i mi przywodzi na myśl wakacje w jakimś egzotycznym kraju.

KONSYSTENCJA: tu znów pomarudzę... Co prawda współpracuje się lepiej z tym egzemplarzem niż z innym lakierem Siouxie, Mint Sorbet (recenzja TU), do pokrycia płytki wystarczą dwie warstwy, jednakże

TRWAŁOŚĆ: może nie będę się więcej wypowiadać niż wspomnienie o tym, że lakier odprysnął mi już pierwszego dnia noszenia.

ZMYWANIE: jako że lakier posiada w swej bazie drobinki, trzeba troszkę dłużej potrzeć płytkę paznokcia wacikiem nasączonym w zmywaczu.









Jak Wam się podoba? Gdyby nie mierna trwałość, śmiało mogę stwierdzić, że byłby dość często przeze mnie noszony.

S.
Czytaj więcej »

Nowe Hebe otwarte - ul. Kasprowicza w Warszawie - mini haul

środa, 26 czerwca 2013
Hej Dziewczyny!

Może niektóre z Was to zainteresuje - Drogeria Hebe otworzyła swe podwoje na ul. Kasprowicza 48 w Warszawie. Już z daleka witały klientów różowe balony :D



W szafie Essie pojawiła się tegoroczna, neonowa kolekcja. Gdyby nie to, że mam ją dostępną stacjonarnie, przez internet raczej nie siliłabym się na jej kupno zrażona Lights z poprzedniej neonowej limitki. Do gustu już na swatchach przypadł mi Dj play that song. Ale patrząc na kolejne szczerze mówiąc kusi mnie jeszcze pomarańczka Saturday Disco Fever i jasny róż o wdzięcznej nazwie Boom boom room. Dorzuciłam jeszcze dawno chodzący za mną Coctail bling i cudem uniknęłam dorzucenia kolejnych lakierów, ale i tak cóż... Wzięłam w cenie regularnej, ok. 32 zł, więc i tak popełniłam ciężki grzech :D
Przechodząc obok szafy Misslyn do koszyka trafił piasek - takie od dawna bardzo mi się podobały, ale nie widziałam podobnego w GR, więc wzięłam tu.


Żal było nie skorzystać z promocji z 27zł na 10zł płynu micelarnego Tołpy. Ciekawe, może jest podobny do Be Beauty skoro ten produkowała właśnie Tołpa? Jako gratis do zakupów dorzucono mi dezodorant Adidas. Miło, co? Już lubię tam przychodzić!:D

Chyba wrócę jeszcze po dwupak micela Biodermy za 45zł i muszę poważnie zastanowić sie nad Essie ;)

I na koniec różowa dekoracja sklepu:


S.
Czytaj więcej »

Kurczakowy piasek Lovely - swatche

wtorek, 25 czerwca 2013
Hej!

W II Wibo Boxie dostałyśmy nowość Lovely, a mianowicie piaski. Tym razem firma postanowiła iść z duchem czasu i stworzyć strukturę lakierów podobnych do popularnych ostatnio piasków. Czy im się to udało? Na pierwszy rzut wzięłam chyba najrzadziej pokazywany na blogach żółty Baltic Sand - o numerze 2.



KOLOR: typowy żółty, przypominający raczej kolor młodego kurczaczka niż piasek nad Bałtykiem. Moim zdaniem kolor ten raczej nie będzie się sprzedawał zbyt dobrze, bo chyba nie każdy czuje się komfortowo w tak jaskrawym żółtym. Muszę przyznać, że i ja należę do tych osób. Szkoda, że nie stworzono jasnego, bardziej pastelowego żółtego lub po prostu jasnego złotego... Moim zdaniem wyglądałby o wiele lepiej.

KONSYSTENCJA: bardziej zbita niż lejąca, ponadto struktura emalii jest typowym piaskiem o bazie brokatowej. Położyłam dwie warstwy lakieru, przez co kolor był bardziej intensywny, a płytka pokryta w całości.

PĘDZELEK: taki jak we wszystkich, obecnych lakierach Lovely, czyli dość gruby.


TRWAŁOŚĆ: niestety już pierwszego dnia noszenia na jednym paznokciu zrobił mi się jeden odprysk. Szczerze mówiąc przy tym kolorze nie jestem w stanie jednoznacznie określić ile trzymałby się mojego paznokcia, ponieważ w tym samym dniu zmyłam go. Zupełnie nie mój kolor.

ZMYWANIE: jak to z piaskami - było trochę problemów, ale wystarczyło przyłożyć na dłuższą chwilę wacik nasączony w zmywaczu i mocno go docisnąć, a potem pocierać. Lakier nie odbarwił płytki ani skórek.


A teraz prezentacja na paznokciach. Przyznam, że słońce dodało nieco uroku temu piaskowi, ale i tak nie mogłabym nosić tej barwy żółtego na paznokciach.





Przypadł Wam do gustu czy tak jak ja raczej odsunęłybyście go od siebie na jak najdłuższą możliwą odległość?:P

S.
Czytaj więcej »

Essie Fiji [swatche]

niedziela, 23 czerwca 2013
Hej Dziewczyny!

Powracam na chwilę do Essie. Tym razem pokażę Wam kolor, który powinien spodobać się większości z Was, ponieważ jest szalenie uniwersalny. A teraz, gdy mamy okazję w lato opalić swoje ciało, podejrzewam, że na paznokciach zarówno dłoni jak i nóg, będzie wyglądał jeszcze lepiej niż w pozostałych porach roku. Poznajcie Essie Fiji!



KOLOR: Fiji to bardzo rozbielony róż, zdecydowanie więcej znajdziemy w nim tonów białych niż różowych, ale widać, że lakier ten nie jest zwykłym białym. Mi osobiście podoba się bardzo, bo sam biały lakier wygląda dla mnie zbyt tandetnie, a dodatek różu w Fiji dodaje mu elegancji.


KONSYSTENCJA: typowo kremowa i najlepiej nakłada się pędzelkiem szerokim (niestety, ja mam cienki - lakier kupowałam podczas targów kosmetycznych na stoisku A.I. Polska za 10zł). Niestety cienkim pędzelkiem narobiłam sobie smug i w niektórych miejscach musiałam położyć 3 warstwy lakieru, aby pokrył on całą płytkę bez prześwitów. Wiem, że szerokim pędzelkiem dostępnym w drogeriach w PL można nałożyć idealnie standardowe dwie warstwy. Gdy będziecie wyposażone w europejską wersję, malowanie będzie przyjemnością.

PĘDZELEK: jak wspomniałam wyżej, mam wersję amerykańską z cienkim pędzelkiem, którego do tego lakieru nie polecam.


TRWAŁOŚĆ: lakier nosiłam przez 4 dni bez odprysków, z lekko startymi końcówkami, co według mnie jest bardzo dobrym wynikiem. Wspomnę tu jeszcze, że jako bazę nałożyłam Nail Tek Foundation II, a top coat Essie Good to go.

ZMYWANIE: odbywało się bez problemu.

Jak pewnie zdążycie zauważyć na zdjęciach, niestety widać, że wyjechałam lakierem na skórki... Za co bardzo Was przepraszam, ale spowodowane to jest konsystencją i nieprzystosowanym do niej pędzelkiem.







DOSTĘPNOŚĆ: Super-Pharm, Hebe, Douglas, internet.
CENA: regularna ok. 35zł, ja na targach kosmetycznych kupiłam go za 10zł.

Podsumowując, lakier podoba mi się bardzo i  z pewnością trafi do moich ulubionych lakierów z Essie :) A Wam jak się podoba?


S.
Czytaj więcej »

W7 Honolulu - idealny brąz

piątek, 21 czerwca 2013
Hej Dziewczyny!

Postanowiłam nieco odejść od lakierów ku kolorówce i pokazać Wam kosmetyk, który od jakiś dwóch tygodni na stałe wprowadził się do mojego codziennego, makijażowego repertuaru.
Pewnie wiele z Was zna kosmetyki W7, albo przynajmniej o nich słyszało. Africa, Candy Floss czy Honolulu porównywane są do kosmetyków Benefitu jako ich tańszy odpowiednik. Ja posiadam zarówno Honolulu jak i Africę, a w tym poście przybliżę Wam pierwszy z nich.



OPAKOWANIE: Honolulu to bronzer zamknięty w kwadratowym, papierowym pudełku. Ubolewam nad tym, że wieczko nie jest jednak jakoś zabezpieczone, ale na szczęście jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, aby coś stało się z wkładem w środku. Samo opakowanie jest urocze - blado-różowe, z kwiatami przypominającymi właśnie Hawaje.

KONSYSTENCJA: bronzer jest w formie zbitej, ma wykończenie satynowe z lekkim połyskiem.

KOLOR: niestety długo nie mogłam natrafić na bronzer, który odpowiadałby mi kolorystycznie - większość wpadała w pomarańcz, a ja chciałam, aby był to brąz. Upatrzyłam sobie the Balm i Bahama Mama, ale wciąż cena mnie odstraszała. Gdy pojawiła się możliwość wymiany wizażowej, a ja mogłam otrzymać Honolulu, nie zastanawiałam się ani chwili - wiedziałam, że ten bronzer może być najbliższy mojemu ideałowi. I wcale się nie pomyliłam, jak potem zobaczycie na swatchach.


PĘDZELEK: w opakowaniu zawsze znajduje się nieduży, prostokątny i wąski pędzelek, którego ja nie otrzymałam. Nie żałuję jednak, bo wiem, że nie używałabym go. Do rozprowadzania bronzera używam grubaska z EcoTools.

Tak bronzer wygląda w słońcu:



Natomiast tak w "zwykłym" świetle dziennym:


TRWAŁOŚĆ: bronzer niestety nie grzeszy trwałością i to jego główna wada. Na policzkach przypruszonych pudrem trzyma się może z 5h. Niby nie jest to zły wynik zwłaszcza jeśli chodzi o dość niską cenę jaką musimy zapłacić za Honolulu. Mimo wszystko naprawdę lubię ten kosmetyk.

A teraz dość delikatna prezentacja na twarzy:





DOSTĘPNOŚĆ: Allegdrogeria.pl, Kosmetykomania.pl, Cocolita.pl.

CENA: ok. 15 zł.


Podsumowując, bronzer fajnie podkreśla kości policzkowe, trzeba jednak uważać, żeby nie przesadzić z nakładaniem, bo jest dość dobrze napigmentowany. Zdecydowanie polecam, bo 5h na policzkach w stosunku do niskiej ceny, naprawdę jest dobrym wynikiem.


S.
Czytaj więcej »

Mint Sorbet od Siouxie

czwartek, 20 czerwca 2013
Cześć!

Dziś kolejna porcja z serii "Ambasadorka Wibo". Tym razem chciałam zrobić małą prezentację lakierów z kolekcji Obssesion. Zacznę od miętki Siouxie, która niestety mocno mnie rozczarowała. Wiem, że temat tych lakierów przez pewien okres czasu był mocno wałkowany w blogosferze, ale chciałam dorzucić swoje własne 3 grosze.



KOLOR: Mint sorbet, czyli jak sama nazwa wskazuje - miętowy sorbet. W buteleczce i na paznokciach to według mnie bardziej pistacja niż mięta i to taka wpadająca w żółty. Zawiera mnóstwo drobinek zachowanych w podobnej tonacji co sama baza. Niestety na paznokciach są ledwo widoczne. Emalia już na paznokciach niestety daje efekt podobny do perły.

KONSYSTENCJA: według zamierzeń lakiery swą konsystencją miały przypominać żele. I rzeczywiście tylko ją przypominają. Nakładając lakier nie mogłam pozybyć się wrażenia, że to po prostu bardziej ciągnący się... żelek. Ponadto niestety musiałam nałożyć aż 3 warstwy lakieru, a i tak widoczne są prześwity oraz końcówki moich paznokci. Oj, kiepsko, kiepsko...


TRWAŁOŚĆ: niestety lakier nie przetrwał u mnie jednego dnia. Wiem, że nie tylko ja narzekam na jakość tej serii i dziwię się aż Wibo - teraz zapewne jest na rynku tyle możliwości by choć trochę podnieść jakość lakieru. Ale z drugiej strony, gdyby lakiery te były dość trwałe, pewnie i cena byłaby wyższa.

ZMYWANIE: ponieważ w bazie zatopione są drobiny, trzeba trochę mocniej i dłużej potrzeć płytkę paznokcia, aby pozbyć się z niej lakieru. Sama emalia nie farbuje płytki.

Żeby za dużo nie gadać, spójrzcie na zdjęcia:




Powyżej widać trochę drobinek w słońcu.

Podsumowując, szału nie ma. Same kolory tej serii naprawdę są fajne, ale wielka szkoda, że Wibo nie poprawi swojej jakości. Cóż, może kiedyś.


S.

Czytaj więcej »

Akcja piękne paznokcie - aktualizacja po pierwszym miesiącu

środa, 19 czerwca 2013
Hej Dziewczyny!

Jakiś miesiąc temu na łamach bloga (TU) zapowiadałam walkę z moimi sypiącymi się paznokciami i rozpisałam cały plan, jaki miałam wcielić w życie. Z perspektywy miesiąca mogę powiedzieć, że się opłacało, a paznokcie naprawdę szybko zaczęły się regenerować.

STAN NA DZIŚ:
Paznokcie są znacznie dłuższe, rozdwajają się jeszcze, ale nieznacznie. Najwięcej problemów mam z paznokciami obydwu środkowych palców. Niestety płytka jest jeszcze dość cienka i miękka, jednakże mniej niż miesiąc temu. I ta mniej przyjemna strona moich paznokci: końcówki niestety nie są idealnie białe - na niektórych paznokciach część końcówki jest biała, a część przeźroczysta. Czy ktoś z Was wie z czym może się to wiązać?


Zdjęcie z poprzedniego miesiąca:


UŻYWAŁAM:


Przede wszystkim w mojej pielęgnacji postawiłam na olejowanie. Za każdym razem, gdy zmywałam lakier, przez 15 minut moczyłam paznokcie w wybranym olejku. Pierwszym z nich był migdałowy olejek Alterry, a gdy ten się skończył, postanowiłam zużywać inne, dostępne w mojej kosmetyczce olejki. Jako że olejowanie twarzy nie jest dla mnie, wykorzystałam również olejek Orientany oraz Marion do włosów, który się u mnie nie sprawdził. Bardzo chętnie powrócę do migdałowego Alterry, bo to właśnie po nim zauważyłam największy efekt i... Zapach też miał bardzo zachęcający!


Nie mniej ważnym aspektem były odżywki. Wybrałam Nail Tek Foundation II i Inthensive Therapy II. Foundation malowałam jako bazę, Inthensive Therarpy natomiast nakładałam na dwie warstwy lakieru kolorowego, potem dopiero Essie Good to go. Przez kolejne dni nakładałam jedną warstwę IT, a gdy zauważyłam odpryski, zmywałam wszystko i powtarzałam czynność.


To już dodatki. Znaczącą kwestią było zastąpienie zmywacza Isany produktem Sensique. Isana niestety dość mocno wysuszała mi skórki oraz płytkę paznokcia - co możecie trochę zauważyć na pierwszym zdjęciu, pokazującym efekty kuracji. Obecnie ze skórkami jest znacznie lepiej.
Zamiast cążków starałam się też używać szklanego pilnika. Jak na razie moim paznokciom wychodzi to na dobre.
Usuwacz skórek i drewniane patyczki to produkty, po które sięgałam stosunkowo rzadko. Sprawdzają się u mnie dobrze już od kilku miesięcy.


Nie obyło się też bez nawilżania dłoni i skórek - tutaj bardzo dobrym produktem okazało się masełko do skórek Inglot (i niby dłoni, choć to taka malizna, że gdybym stosowała je w 100% zgodnie z przeznaczeniem, dawno już bym go nie miała;) ). Skutecznie nawilża skórki.
Nieodłącznym elementem był też krem do rąk. Tym razem Joanna wersja czekoladowa (ach, ten zapach!).

KURACJA OD WEWNĄTRZ:

Próbując naprawić kondycję paznokci nie obejdzie się bez dodawania witamin organizmowi.

- brałam skrzyp, teraz tabletki zamieniłam na herbatkę;
- herbatkę ze skrzypu piję na zmianę z siemieniem lnianym.

Starałam się również jeść więcej owoców oraz warzyw.

PODSUMOWUJĄC:
Przez jeden miesiąc moje paznokcie zyskały naprawdę wiele. Świadoma jestem, że kolejny może już nie przynieść tak szybko efektów - droga do uzyskania całkowicie zdrowych i dość twardych paznokci będzie teraz wymagała ode mnie po prostu czasu.


Do następnego miesiąca! ;)


S.
Czytaj więcej »




SZABLON BY: PANNA VEJJS.