Mój pierwszy Wibo Box

poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Dziewczyny!

Wreszcie dotarł mój pierwszy Wibo Box. Miałam już pewne wątpliwości i z niepokojem wypatrywałam paczki, spoglądając na blogi innych Ambasadorek. Ale i ja mam! I ja mogę się cieszyć moją pierwszą przesyłką od Wibo. Pokażę Wam jej zawartość.


Wibo przywitało nowe Ambasadorki autorskimi lakierami poprzedniczek. Ja już Flirt i Mary Rose mam od dawna, ale cieszę się, że otrzymałam pozostałe kolory. Tych lakierów więcej chyba nie trzeba przedstawiać, zna je raczej każda z nas.

Ciąg dalszy lakierów do paznokci. Tym razem będzie to Lovely Classic, które zmieniły opakowania. I na plus! Jest to nowa i zarazem sprawdzona formuła lakierów. Emalia charakteryzuje się wysokim połyskiem i trwałością, a szeroki pędzelek pozwala na równomierne pokrycie paznokcia. Seria dostępna w 26 kolorach.

A to Gloss Like Gel, czyli lakiery imitujące formułę żelową. Nawiasem mówiąc, zauważyłyście, że lakiery imitujące żel są coraz bardziej popularne wśród firm kosmetycznych? Kolekcja ta zawiera odcienie wiosenne oraz letnie. Jak w przypadku kolekcji Classic, również te lakiery mają szeroki pędzelek. Błękit opalizujący na lekkie złoto (na zdjęciu niestety tego nie widać) już poszedł w ruch i niedługo zobaczycie go na blogu!

Wibo Lip Senastion to błyszczyki z kwasem hialuronowym, które nadają natychmiastowy efekt gładkich i lśniących ust. Formuła hialuronowa ma wypełniać nierówności naskórka. Już testowałam i muszę powiedzieć, że zapach przypomina mi lody waniliowe, a same błyszczyki prezentują się delikatnie na ustach troszkę je powiększając optycznie.

Tusze do rzęs Lovely i Wibo to produkty, które szczerze mówiąc omijałam szerokim łukiem jeśli chodzi o asortyment tych dwóch firm. Zawsze ufałam maskarom droższym, oczekując od nich spektakularnych efektów. Dobrze się stało, że dzięki ambasadorstwie będę miała okazję zobaczyć czy moje rzęsy polubią się z Wibo i Lovely.

Dziewczyny, co chciałybyście zobaczyć najpierw? Oczywiście zaraz po niebieściutkim lakierze, z którym chyba się polubię ;)

S.


Czytaj więcej »

Rimmel 60 seconds - 415 In style coral [swatche]

niedziela, 28 kwietnia 2013
Hej Dziewczyny!

Dobra, tym razem o Essie nie będzie :P Pewnie już Was straszy ta marka na moim blogu, ale co ja poradzę na to, że jestem jej wielką fanką? Tym razem znacznie niższa cenowo półka, czyli Rimmel 60 sec 415 In style coral.


OPAKOWANIE: zawiera 8ml emalii, która zamknięta jest w szklanej, przezroczystej buteleczce zamkniętej czarną, zakręcaną rączką.

KOLOR: W buteleczce wydaje się ślicznym, jasnoróżowym koralem, natomiast na paznokciach bardziej uwidaczniają się pomarańczowe tony. Prawdę mówiąc jestem troszkę zawiedziona, bo liczyłam na kolor jak w butelce, którego notabene raczej nie zobaczycie niestety na zdjęciach, ponieważ bardzo trudno go uchwycić aparatem. Szkoda, bo po nałożeniu lakieru na paznokcie, wydaje mi się trochę podobny do Essie Cute as a button. Jeszcze je dokładniej porównam i być może ten lakier poleci w świat.

KONSYSTENCJA: żelkowa, ale mimo iż specjalnie za taką nie przepadam, po dwóch warstwach nadaje ładne krycie oraz połysk. Niestety pierwsza warstwa bardzo smuży, dlatego trzeba do tego lakieru trochę cierpliwości. Ponadto lakier nie rozlewa się po skórkach.

PĘDZELEK: dość gruby, ale niestety mam wrażenie, że nie jest równo ścięty, co niesamowicie wkurza mnie w pędzelkach w lakierach do paznokci. Ostatnio spotkałam też taki w kolekcji blogerskich lakierów Wibo.


TRWAŁOŚĆ: Niestety odprysnął mi na następny dzień od pomalowania, jednakże cały czas biorę pod uwagę moje wciąż jeszcze rozdwajające się na potęgę paznokcie prawej ręki.

ZMYWANIE: bezproblemowe.

DOSTĘPNOŚĆ/CENA: dostępność jest właściwie bardzo dobra, jednakże te nowe odcienie, wraz z In style coral na razie dostępne są jedynie w Super Pharmie. Cena regularna 10zł, często 7zł z kawałkiem w promocji.





S.
Czytaj więcej »

Delia Coral Prosilk nr 155 [swatche]

piątek, 26 kwietnia 2013
Cześć  Dziewczyny!

Witam Was miętowo!:) Tym razem pokażę Wam lakier, który możecie dostać czasem za 5zł, a czasem nawet za mniejszą cenę. Wiele dziewczyn zachwala na blogach trwałość tych lakierów, sama więc postanowiłam spróbować i dorzucić swoje 3 grosze o tej edycji lakierów Delii.




OPAKOWANIE: Delia Coral Prosilk to szklane buteleczki o pojemności 11 ml. Posiadają dość długą rączkę, zrobioną z czarnego plastiku.

KOLOR: nr 155 to mięta wpadająca w zależności od natężenia światła w niebieski lub w zieleń. Kolor jest zdecydowanie orzeźwiający, wiosenno-letni. Ja uwielbiam takie właśnie w tych ciepłych porach roku.

KONSYSTENCJA: kremowa i bardzo łatwo nakłada się ją na paznokieć. Warto również zaznaczyć, że kryje już pierwsza warstwa! Genialny wynik jak na lakier za nie całe 5zł! Emalia nie rozlewa się na skórki, ładnie zasycha tworząc lekko błyszczącą nawierzchnię.

PĘDZELEK: średnio długi i cienki. Mimo to, bardzo dobrze operowało mi się nim, według mnie dopasowany jest do konsystencji lakieru. Pozwala na precyzyjne rozłożenie lakieru. Niektóre osoby preferują jedynie grube łopatki, typu Essie, ale tutaj naprawdę nie ma się czego bać!;)



TRWAŁOŚĆ: generalnie lakiery o dość dobrej jakości ze względu na moje wciąż słabe paznokcie wytrzymują bez uszczerbku ok. 3 dni, czasem troszkę ponad. Właśnie ten lakier dołączył do nich swoją trwałością. Wydaje mi się, że u osób posiadających dość mocne i przede wszystkim zdrowe paznokcie, lakier może przetrwać spokojnie 5-6 dni, z lekko startymi końcówkami.

ZMYWANIE: bezproblemowe.

DOSTĘPNOŚĆ/CENA: Coral Prosilk na pewno dostaniecie w Super Pharm, cena oscyluje w granicy 5 zł, w zależności od tego, czy są jakieś promocje, czy nie. Można również dostać te lakiery za punkty, które zbieracie na karcie Life Style. Dla Warszawianek - lakiery można dostać również w Drogerii Jasmin (np. na Dworcu Centralnym).






Miałyście te lakiery? Jak je oceniacie?

S.
Czytaj więcej »

Maska Kallos Latte - moje odkrycie, mój ulubieniec!

wtorek, 23 kwietnia 2013
Hej Dziewczyny!

Przyszedł czas na recenzję jednego z produktów, który znalazł się wśród ulubieńców marca. Wiem, że dużo z Was lubi tę maskę, także wiele nie miało z nią jeszcze styczności. Ja chciałabym dodać swoje trzy gorsze na jej temat i zachęcić dziewczyny, które jeszcze jej nie wypróbowały, aby wreszcie skusiły się na nią.



PRODUCENT:

Dzięki proteinom pozyskanym z mleka krem wspaniale nadaje się do każdego rodzaju włosów, pozostawiając je delikatne i odżywione. Doskonały do zregenerowania włosów osłabionych przez rozjaśnianie, farbowanie oraz trwałą ondulację.
Występuje w 3 pojemnościach: 275ml, 800ml i 1000ml.


SKŁAD:


Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Methosulfate, Parfum, Phenoxyethanol, Methyldibromo Glutaronitrile, Hydroxypropyltrimonium Hydrolized Casein, Citric Acid, Hydrolized Milk Protein, Methylchloroisothiazolinone, Sodium Cocoyl Glutamate, Methylisothiazolinone.

OPAKOWANIE:  Ja mam wersję 275ml i znajduje się ona w na wpół przezroczystym, plastikowym opakowaniu. Podoba mi się design etykiety, według mnie przyciąga wzrok. Opakowanie jest zakręcane, mimo to, łatwo jest je odkręcić nawet mokrymi rękami. 

KONSYSTENCJA: Chyba jeszcze dawno nie mogłam powiedzieć o konsystencji tego, co w przypadku maski Kallosa. No po prostu niebo w rękach!:P Wydaje się aksamitna i delikatna. Maska jest dość zbita, według mnie nieco przypomina galaretkę. Trzymając opakowanie do góry nogami, kosmetyk nie przelewa się.



KOLOR/ZAPACH: Kolor jest mleczno-biały (notabene nie wyobrażam sobie innego koloru dla mlecznej maski;) ), zapach również ma mleczy, ale wyraźnie czuję lekki zapach alkoholu.



SPOSÓB UŻYCIA: 



Ja używam Kallosa właśnie ok. 2 razy w tygodniu, poza nim używam jeszcze dwóch odżywek. Aplikuję na włosy i zostawiam na nich 10 min lub więcej, w zależności od tego czy się nie zapomnę :P

WYDAJNOŚĆ: Używam tej maski dość często, mimo to zostało jej jeszcze ponad połowa. Opakowanie wydaje się małe, ale sądzę, że spokojnie starczy na dość długi okres czasu.

DZIAŁANIE: Nie wiem czy którakolwiek z Was pamięta mój wpis na fan page'u po pierwszym użyciu maski Kallos Latte. Moje włosy były wtedy podniszczone stosowaniem nie zbyt dobrych dla nich preparatów. Po użyciu dosłownie raz tej maski, miałam wrażenie, że odżyły! Były miękkie w dotyku, poza tym pachniały delikatnie. Nie były też splątane - raczej wygładzone. Już teraz wiem, że Kallos Latte na pewno zostanie ze mną na dłużej, mam też ochotę wypróbować inne maski Kallosa. Jestem po prostu zachwycona!

CENA/DOSTĘPNOŚĆ: wiem, że moje opakowanie kosztuje coś trochę ponad 5zł w Drogerii Hebe. Ja dostałam tę maskę w drodze wymianki.

CZY KUPIĘ PONOWNIE? Jasne, że TAK!!!

Miałyście? I zachwycacie się jak ja?

S.



Czytaj więcej »

Keep on blogging - Eclair your nails! Czyli event zorganizowany w Piękność Day Spa z marką Eclair

niedziela, 21 kwietnia 2013
Hej!

15.04 miałam przyjemność wybrać się dzięki Kamili z kabodreams na event Eclair do Piękność Dnia Day Spa. Byłam bardzo podekscytowana, bo w końcu lakiery do paznokci to mój konik.

Na spotkaniu nie zabrakło również innych bloggerek, które znałam już wcześniej, miałam też okazję poznać zupełnie nowe osoby (w tym Kamilę!). Pani Iga, która zajmowała się organizacją pokrótce przedstawiła nam trendy wiosna-lato 2013 i uświadomiła nas, że lakiery Eclair podążają zgodnie z sezonową modą. Był także krótki pokaz Lipo Radiologii, a każda chętna mogła stworzyć z pomocą maniciurzystki wymarzone paznokcie. Mimo, że nie było ze mną moich najlepszych Karotki i Gray, bawiłam się naprawdę dobrze! Spójrzcie na zdjęcia:







Celebrytka z "Na wspólnej"


Czyżby to ta pani skradła serce Borysa Szyca?
 

Pani Klimas i... Pani Klimas!




Hmm... Chyba nie pasujemy do siebie z tą ścianą :P
 

Sprawczynie zamieszania - Pani Agata Krzesińska i Pani Iga Sadowska

Każda z nas dostała na koniec uroczą paczkę z prezentem.


Ten różowy lakier (notabene, słynny bananek) dorwałam dla Karotki. Teraz spokojnie leży sobie na biurku i czeka na miejsce w kosmetyczce kochającej Pani :D


A tak wyglądał mój mani wykonany lakierem piaskowym:



Niestety, kolejnego dnia zaczęły robić mi się odpryski. Szkoda, bo w sumie lakier wyglądał nawet fajnie i delikatnie.

W każdym razie, zachorowałam tak bardzo na "bananka", że kolejnego dnia kupiłam go przez internet i jest już u mnie :)



Kamila! Jeszcze raz dziękuję!


Źródła zdjęć:

S.
Czytaj więcej »

Post na życzenie: Essie Sexy Divide [swatche]

piątek, 19 kwietnia 2013
Hej Dziewczyny!

Post specjalnie dla tamit24! Jest tu jeszcze ktoś, kto chciał zobaczyć Essie Sexy Divide? Tak? To świetnie! Przed Wami ten właśnie Essiak, którego po pierwszym razie z nim, spisałam na straty... A przy drugiej aplikacji diametralnie zmieniłam zdanie!

KOLOR: ten pan to istny kameleon jakich w Essie dość mało. Sexy Divide to lakier o barwach skoncentrowanych wokół fioletu i śliwki, z milionami drobinek opalizującymi w głównej mierze również w tych kolorach. Na zdjęciach starałam się jak najlepiej oddać jego efekt.
Przy okazji powiem, że w Super Pharmie spodobał mi się bardzo, później, po nałożeniu go na paznokcie stwierdziłam, że jednak to nie mój kolor... Fiolet wpadający w śliwkę, w dodatku z tyloma drobinkami i dość ciemny wydał mi się nie w moim stylu. Zastanawiałam się nawet przez trochę, czy nie jest zbyt tandetny. Przyznam szczerze, że zastanawiałam się nad wymianą lub odsprzedażą go. Dzięki Paulinie, która chciała go zobaczyć w poście, postanowiłam, że jednak ze mną zostanie!

KONSYSTENCJA: dość lejąca się, aczkolwiek nie brudzi skórek. 


PĘDZELEK: dzięki szerokiemu pędzelkowi konsystencja lejąca się nie jest nam straszna. Wystarczy jedno-dwa pociągnięcia nim (przynajmniej u mnie) by uzyskać zadowalający efekt.

KRYCIE: do całkowitego pokrycia płytki paznokcia wystarczą dwie warstwy. Emalia ładnie kryje, nie widać prześwitów.

TRWAŁOŚĆ: niestety jak na ciemne lakiery przystało, SD nie trzymał się u mnie zbyt długo. Dość duże starcie końcówek zanotowałam w drugim dniu noszenia, oprócz tego mały odprysk na kciuku. Czyli wynik uważam, że dość ok! ;)

ZMYWANIE: tu było trochę problemów, musiałam trochę namachać się wacikiem, aby całkowicie zmyć lakier z paznokci. Aczkolwiek nie jest to specjalnie uciążliwe, a na pewno już nie sprawia tak dużych problemów jak zmywanie brokatów.

DOSTĘPNOŚĆ/CENA: Super Pharm, Hebe, Douglas, Internet. Cena: w SP - ok. 35zł, w Hebe ok. 32zł.

P.S. Przez tło od zdjęć, które jak może zauważyłyście, jest pokryte pyłkiem brokatowym, upaćkałam sobie palce ;)

I jak, biegniecie już do sklepu?:P

S.
Czytaj więcej »




SZABLON BY: PANNA VEJJS.