Kulturalnie - listopadowe książki i filmy - nowy cykl na blogu

czwartek, 29 listopada 2012
Hej dziewczyny!

Przeglądając zdjęcia, które mam na dysku zastanawiałam się o czym tym razem napisać posta. Nie da się zaprzeczyć, że mój blog, zwłaszcza ostatnio, opanowały lakiery do paznokci. Tak, kupuję je nadal :P Ale dziś post belleoleum zainspirował mnie do wprowadzenia na moim blogu cyklu poświęconemu książkom, filmom, niekiedy muzyce. Ot, taki kulturalny na koniec każdego miesiąca. Nie zawsze będę miała coś do polecenia z każdej kategorii, bo niekiedy łapię się na tym, że przez cały miesiąc nie miałam okazji obejrzeć żadnego filmu (o, zgrozo!). Jak myślicie? Jeśli nie lubicie takich postów, a ja będę Was niesamowicie nudzić, to krzyczcie!;)


Zacznę od książek. Te ostatnimi czasy przybywają malutkimi partiami na moje półki. Był czas kiedy praktycznie w ogóle nie znajdowałam chwili na książkę, wolałam gazety w tym Newsweek. Teraz ta tendencja odwróciła się o 180 stopni na korzyść lektur. A gazety leżą na stoliku, w międzyczasie podkrada mi je mama, potem kładzie gdzie chce i w efekcie zapominam, że miałam do przeczytania jakąkolwiek gazetę! No cóż... :P









Ale zajmijmy się wreszcie stricte tematem książek, bo lekko odbiegłam od tematu. Książką, którą niezwykle przyjemnie czytało mi się w te długie jesienne wieczory była klasyka od Charlotte Bronte. Jako że bardzo lubię książki typu "Wichrowe Wzgórza" (notabene napisane przez siostrę Charlotte, Emily), czy też powieści Jane Austen, postanowiłam przyjrzeć się bliżej powieściom innych sióstr Bronte. Na pierwszy ogień poszła właśnie Shirley. Jest to opowieść, w której jak miałam wrażenie, jest trzech głównych bohaterów. Caroline - dziewczyna wychowująca się na probostwie u stryja kaznodzieji, niezwykle skromna, inteligentna dziewczyna; Robert Moore - przedsiębiorca posiadający swoją własną fabrykę, zakochany w Caroline, ale ukrywający swoje uczucie, żeby nie powiedzieć - odpierający je po to by uczynić swoją żoną Shirley, bogatą posiadaczkę dworu. Czyn ten miał zapewnić Moore'owi pewność, iż jego interes nie podupadnie w niepewnych czasach wojen napoleońskich. Przez blisko 646 stron czytamy o skrywanej głębokiej miłości Caroline do jej kuzyna (tak, byli rodziną) Roberta, który pozostaje niewzruszony, ponieważ musi zajmować się obroną fabryki przed będącym przeciwko niemu mieszkańcom miasteczka. Shirley natomiast obdarza Caroline swą przyjaźnią i podkochuje się w ubogim guwernerze Louisie (brat Roberta Moore'a). Czytając książkę, odnajdujemy pewne perturbacje obecne w życiu bohaterów i szczerze mówiąc czytelnik wcale nie jest pewny jak dokładnie skończy się książka. Uważam, że wato to sprawdzić, ponieważ tłumaczenie jest naprawdę dobre, Shirley czyta się łatwo i z przyjemnością, a jednocześnie ma się świadomość, że jest to klasyka, a nie kolejna książka, która niby jest bestsellerem, a tak naprawdę to bycie na półkach przeznaczonych dla bestsellerów jest wynikiem transakcji finansowych. Oczywiście nie chodzi tu o każdą książkę okrzykniętą bestsellerem. Ale niestety w wielu przypadkach dzieje się tak, jak opisałam powyżej.





Kolejną książką jaką chciałabym Wam polecić, jest obecnie czytana przeze mnie powieść autorstwa Anny Ficner - Ogonowskiej Krok do szczęścia. Jest to kontynuacja tytułu Alibi na szczęście, którego nie miałam przyjemności czytać z prostego powodu - nie było jej w mojej bibliotece. Nie chciałam kupować tej pozycji z tego względu, że raczej wolę kupować lektury, które wiem, że z jakiegoś powodu okażą się naprawdę warte zakupu. Początkowo byłam nastawiona sceptycznie do tych książek. Jakoś nie przepadam za autorami polskimi, zwłaszcza powieści o tematyce romantycznej. Jednak w tym przypadku postanowiłam się przełamać i nie żałuję! Książki jeszcze nie przeczytałam do końca, jednakże to, co chciałam Wam w tym momencie przekazać to mój podziw dla atmosfery bijącej z tej książki. Znacie pewnie określenie "powieść pełna ciepła". Rzadko kiedy takie spotykam, a ta naprawdę pasuje do tego wyrażenia jak ulał! Fabuła prowadzi nas przez emocje dotyczące głównej bohaterki Hanki borykającej się ze śmiercią męża oraz rodziców. Na jej drodze staje zakochany w niej do szaleństwa Mikołaj, będący w stanie czekać na nią cierpliwie i pomagający jej przezwyciężyć fobie związane z wypadkiem. Nie wiem co będzie dalej, ale na czwartej stornie okładki pisze, że Mikołaj w dalszej części książki wcale nie będzie tak cierpliwy na jakiego się zapowiadał. A przynajmniej ja tak zrozumiałam. Mimo, że nie dobrnęłam jeszcze do końca, jestem dokładnie w połowie, szczerze polecam!



Jeśli chodzi o film, to nie zdążyłam w tym miesiącu jeszcze żadnego obejrzeć, ale zasiliłam swoje zasoby w Dziewczynę z Tatuażem, Mój tydzień z Marilyn oraz Casino Royale. Poluję jeszcze na Quantum of Solace w Empiku, ze względu na cenę 30zł, ale coś czuję, że już nie ma tej promocji:(
W każdym razie, kiedy zamawiałam powyższe, Quantum nie było w magazynie. Czyżby fani Bonda chcieli przypomnieć sobie poprzednią część przed pójściem na Skyfall? ;) A ' propos, w Skyfall się zakochałam i jestem pewna, że jak tylko wyjdzie na DVD to kupię. Zdecydowanie według mnie ta część spośród dwóch pozostałych z "nowym Bondem" jest najbardziej
udana.
Skoro o Skyfall mowa, utonęłam w uwielbieniu dla piosenki z tegoż filmu, śpiewaną przez Adele.
Ostatnio natomiast, zasłuchałam się w Pezet Miejski Sound (J&B City Remix) prod. Auer.

 











 Może czytałyście lub oglądałyście opisane przeze mnie pozycje? Chętnie poznam zarówno Wasze spostrzeżenia na ich temat jak i przeczytam co warto przeczytać/obejrzeć.


 S.


Zdjęcia:
http://brulionbeel.blox.pl/2011/07/Shirly-Charlotte-Bronte.html
http://www.dobraksiazka.net/krok-do-szczescia-p-182328.html
http://www.filmweb.pl
Czytaj więcej »

Go bold! Czyli złota folia w wykonaniu Essence

wtorek, 27 listopada 2012
Pewnie większość z Was dobrze zna firmę Essence, którą w Polsce można kupić w Drogeriach Natura? Jakiś czas temu miałam mocną chcicę na złoty lakier, ale taki by imitował efekt folii. Pogrzebałam i wygrzebałam lakier właśnie z Essence. Sprawdziło się to, co już dawno w przypadku tej marki, przynajmniej u mnie, nie miało miejsca - "Nie możesz znaleźć takiego lakieru, idź do szafy Essence!":D I znalazłam!





Przed Wami piękne złotko Essence Go bold.

KOLOR: co tu dużo mówić, zachwyca... Nie jest to żółte złoto, które szczerze mówiąc odpycha mnie zarówno w biżuterii i ubraniach jak i na paznokciach. W sumie po zrobieniu kleksa na podkładce, postanowiłam przyjrzeć się bliżej blasku dochodzącemu z tego lakieru. I co zobaczyłam? Złotą bazę i... Srebrno-złote drobinki zatopione w niej. W tym chyba tkwi efekt tego lakieru oraz wspomniany wyżej efekt folii na paznokciach. Nadaje się on zarówno na codzień jak i na wielkie wyjścia by dodać swojej kreacji trochę życia. I absolutnie lakier ten nie będzie tandetą! Powszechnie teraz wiadomo, że lakier dające efekt "bling bling" są doskonałym zamiennikiem dla biżuterii. Dlatego też lakier ten "założyłam" na wieczorowe wyjście na spektakl Polita, który nawiasem mówiąc gorąco polecam! Może macie jakieś sztuki/musicale do polecenia tak przy okazji? ;)

KONSYSTENCJA: Dość rzadka, ale fajnie maluje się tym lakierem płytkę paznokcia.

PĘDZELEK: W nowej wersji lakierów colour & go Essence, postawiono na szerokie pędzelki. Czasem mam wrażenie, że zbyt szerokie ;) Troszkę nie pasują one do mojej płytki, która jest raczej wąska i mała, ale daję sobie radę. Zwłaszcza jeśli mam otrzymać taki efekt, jaki zobaczycie na poniższych zdjęciach!

KRYCIE: Bardzo dobre po dwóch warstwach. Jakby się uprzeć, można nałożyć jedną, jednakże lakier nie będzie dawał tak pięknego efektu jak przy dwóch.

TRWAŁOŚĆ: Akurat lakierom dającym taki efekt na paznokciach oraz o jasnej barwie nie mogę zarzucić nietrwałości, bo po prostu na drobne odpryski nie zwraca się uwagi. Podobnie jak w przypadku Orly, który omawiałam parę notek wcześniej TU, praktycznie nie zauważyłam kiedy u Go bold pojawiły się odpryski! A wierzcie mi, jestem wściekła jak w najmniej oczekiwanym momencie zaczyna mi pękać lakier. Zwłaszcza jak odchodzi mi płatami, a ja jeszcze mam pół dnia przed sobą... Wstyd!:P

ZMYWANIE: Wydawałoby się, że w związku z drobinkami brokatu zanurzonymi w owym lakierze zmywanie będzie udręką, jednakże jest podobnie jak w przypadku wcześniej wspomnianego przeze mnie Orly Rage. Trzeba trochę więcej "namachać" się wacikiem, ale schodzi bez potrzeby używania metody z folią aluminiową.

CENA: ok. 7 zł

DOSTĘPNOŚĆ: Drogeria Natura

A teraz koniec gadania, ja tak zachwalam i rozpływam się, a wy pewnie (o ile to czytacie :P) już wiercicie się na krzesłach z podniecenia:D (bez ewentualnych skojarzeń proszę :P). To oglądajcie!






W słońcu jest jeszcze piękniejszy:




 Po prostu <3

S.


P.S. Pisałam ten post, słuchałam Adele "Skyfall" i tak sobie pomyślałam... Że w kolekcji OPI Skyfall zdecydowanie bardziej pasowałby ten lakier,  a nie to totalnie żółte złoto Golden Eye...
Czytaj więcej »

Morski Inglot, nr 987

niedziela, 25 listopada 2012
Ostatnio obiecałam, że w kolejnej notce pojawi się coś żywszego niż szaro-bure akcenty. I dziś dotrzymuję słowa :) Lakier ten kupiłam po zobaczeniu go na blogu Karotki oraz Obsession, ale zanim to zrobiłam, zastanawiałam się czy jest w ogóle sens kupować taki odcień na okres jesienno - zimowy. Nie wiem czemu, ale w tym roku uparłam się na pasujące kolory do danej pory roku... W końcu stwierdziłam, że muszę przestać marudzić i jak mam możliwość go kupić to mam go kupić!:D Bo potem się okaże, że wycofają i obliżę się smakiem ;)
Dlatego przed Wami numer 987 z Inglota:



KOLOR: Ten numer pochodzi z kolekcji o zielonych tonach. Oglądałam też pozostałe i nie dziwię się czemu dziewczyny wybrały ten - jest najładniejszy ze swoich zielonych braci. Kolor określiłabym jako zieleń trawiastą, aczkolwiek niekiedy mogłabym o nim pomyśleć jako o morskiej zieleni. Zupełnie nie mogę się zdecydować jaką barwę przypisać temu lakierowi:D Z reguły nie przepadam za tego typu odcieniami na paznokciach, ale kurczę, ten jest po prostu cu-do-wny!

KONSYSTENCJA: Rzadka, ale nie rozlewa się na skórki. Do tego jest to lakier kremowy (aach!:D) bez dodatków w postaci drobinek lub połysku.

PĘDZELEK: Ot, zwyczajny "inglotowski", czyli cienki, ale naprawdę dobrze się nim maluje.

KRYCIE: Aby nie było prześwitów jedna warstwa to stanowczo za mało, jednak dwie wystarczą by uniknąć smug i otrzymać piękny trawiasto-morski kolor;)

TRWAŁOŚĆ: Znacie już pewnie moje zdanie na temat Inglotów, wiem że dużo z Was jest w opozycji. Ale w tym przypadku muszę się z niektórymi z Was zgodzić - akurat ten Inglot trzymał się u mnie aż 4 dni ;) Tylko na jednym paznokciu zrobił mi się odprysk, ale to kwestia moich rozdwajających się paznokci, a nie samej jakości lakieru.

ZMYWANIE: Lakier szybko się zmywa, niestety barwi płytkę. Możecie spróbować nałożyć dwie warstwy bazy, może dzięki temu unikniecie odbarwienia.

CENA: 20 zł

DOSTĘPNOŚĆ: wyspy i sklepy Inglot

A teraz oglądajcie:





I jak?:D No piszcie, piszcie, i tak wiem, że Wam się podoba:D

S.
Czytaj więcej »

Kolekcja kawowa INGLOT, nr 366 part III ;)

sobota, 24 listopada 2012
Hej kobitki!

Pomęczę Was jeszcze trochę Inglotem i ich jesienną, kawową kolekcją. Wiem, że ostatni lakier nie wzbudził w Was zbytniego zainteresowania, mam nadzieję, że ten, który przedstawię dziś, zmieni Wasze nastawienie :)

W poście o Essie Demure Vix (KLIK) wspomniałam, że lakier ten może być trochę tańszym odpowiednikiem Demure i nadal utrzymuję to zdanie, niemniej jednak lakiery różnią się od siebie detalami. Przed Wami nr 366.






KOLOR: Jest to kawa z mlekiem wzbogacona o lekki shimmer. Na końcu tego posta będziecie mogły przyjrzeć się jak wygląda w słońcu - zauważycie wtedy drobinki w kolorze, który określiłabym jako jasną miedź. Niestety bardziej widoczne są drobinki w buteleczce niż na paznokciach, choć dla niektórych z Was może być to atutem. Osobiście lubię kolory wpadające w kawę z mlekiem, aczkolwiek ten jakoże podobny jest do Demure Vix, ma w sobie sporo fioletu. Takie też drobinki pokazują się w świetle zwykłym - dziennym, bez dodatku słońca. Zauważyłam, że ostatnio ciągle natrafiam na kolorystyczne kameleony, ale w sumie cieszę się. Generalnie cała kolekcja Inglota, z któej pochodzi owy lakier powinna zyskać miano kameleona.

PĘDZELEK: Dość cienki, niegubiący włosia, nierozwarstwiający się. Jestem raczej zwolenniczką szerokich pędzelków, ale jak pisałam już wcześniej na temat tej serii, generalnie pędzelkiem lakier nakłada się wyjątkowo dobrze. Jak widać można i bez grubego pędzla! ;)

KONSYSTENCJA: Jak w przypadku pozostałych lakierów z tej serii - kremowa. Bardzo dobrze się rozprowadza, nie rozlewa się na skórki. Przyjemność z malowania!:)

KRYCIE: Bardzo dobre po dwóch warstwach.

TRWAŁOŚĆ: Niestety... Lakier ten nie trzymał się u mnie w całości długo, pierwszy odprysk pojawił się po pierwszym dniu noszenia. Nie wiem jak to się dzieje, że u niektórych dziewczyn Ingloty trzymają się dość dobrze, u mnie zaś najczęściej nie nadają się do noszenia po całym pierwszym dniu? Bardzo nad tym ubolewam, bo Inglot ma naprawdę fajną gamę kolorystyczną.

ZMYWANIE: Bezproblemowe.

CENA: 20zł/15 ml

DOSTĘPNOŚĆ: sklepy lub wyspy Inglota

I zdjęcia:





Drobinki w słońcu:


I jak? Kolejnym razem obiecuję coś bardziej żywiołowego ;)

S.
Czytaj więcej »

Efekt folii na paznokciach z miniaturką Orly Rage

czwartek, 22 listopada 2012
Hej dziewczyny!

W TAGu I <3 fall pokazałam Wam lakier, jaki spodziewam się najczęściej nosić tej jesieni. Wiele z Was prosiło mnie w komentarzach abym pokazała go z bliska, dziś spełniam Waszą prośbę :)



Nie jest to mój pierwszy Orly, przygodę z nimi rozpoczęłam od wygranej u Moniszona. Ale już od dawna miałam wielką ochotę na pozostałe lakiery. Gdy obejrzałam filmik u Nieesi25, przypomniałam sobie, że kiedyś zauroczył mnie jej Orly o nazwie Rage. Tym razem w oka mgnieniu weszłam na stronę marki i dodałam do koszyka ów lakier oraz przedłużacz żywotności lakieru, o którym na pewno opowiem jak tylko go wypróbuję.
Przechodząc do bohatera dzisiejszego posta, czyli koloru Rage - jest piękny! W ten sposób można go opisać jednym słowem. W okresie jesienno-zimowym uwielbiam takie połyskujące lakiery, w których zatopionych jest milion mieniących się drobinek.

KOLOR: Rage to brokat dający efekt różowo-srebrnej folii. Wyraźnie różni się od typowo srebrnego, czy złotego lakieru i to w nim lubię - jest inny niż lakiery spotykane w drogeriach. Jego tańszym odpowiednikiem może być jedynie Wibo nr 113, sprzedawany w Rossmanach w zeszłym roku. Być może pojawi się w nich ponownie przy wprowadzaniu nowej, jesienno-zimowej kolekcji.
Miejcie więc oczy szeroko otwarte jeśli wolicie zapłacić mniej. W słońcu natomiast zdobywa nowe, cieplejsze nuty złota.

PĘDZELEK: wąski, ale wystarczający by dobrze rozprowadzić lakier po płytce paznokcia, jak na pędzelek lakieru miniaturki, dość długi, nie wypada z niego włosie.

KONSYSTENCJA: określiłabym ją jako brokatowy krem. Lakier doskonale pokrywa płytkę paznokcia już po nałożeniu dwóch warstw, można również nałożyć jedną, jednak nie otrzymamy wtedy całkowitego krycia. Dwie warstwy zwiększają również efekt trójwymiarowości lakieru oraz efekt folii. Lakier nie rozlewa się na skórki. Schnie dość szybko, zwłaszcza jeśli dodatkowo potraktujemy go wysuszaczem.

KRYCIE: Bardzo dobre przy dwóch warstwach.

TRWAŁOŚĆ: nie wiem jak u Was, ale u mnie lakiery dające efekt folii trzymają się o wiele dłużej niż "zwykłe" lakiery. Po pierwsze są dość jasne, więc nie widać aż tak odprysków; po drugie ich błysk bardzo przyciąga oko i jednocześnie wydaje mi się, że optycznie brokat niweluje widoczność małych odprysków. Rage trzymał się u mnie bardzo dobrze przez 4 dni.

ZMYWANIE: w związku z zawartością drobinek, Rage zmywa się trochę trudniej niż lakiery matowe, jednakże wystarczy kilka mocniejszych potarć płatkiem kosmetycznym nasączonym w zmywaczu do lakieru i udaje nam się osiągnąć cel.

CENA: 17,99zł / 5.3ml

DOSTĘPNOŚĆ: strona internetowa: orlybeauty.pl, niekiedy różne targi, hurtownie.


A teraz podziwiajcie, bo jest naprawdę śliczny. Zwłaszcza w słońcu!






Śliczny jest, prawda?:)

S.
Czytaj więcej »

Relacja ze spotkania Warszawskich (i nie tylko) Blogerek Kosmetycznych - part II

wtorek, 20 listopada 2012
Dziewczyny!

Nadszedł czas na opisanie wydarzenia, na które czekało wiele z nas, blogerek urodowych. Przygotowywałyśmy się do tego przedsięwzięcia około 2 miesiące i w końcu nadszedł dzień spotkania... 17.11.2012 r. w Mito przy ul. Waryńskiego 28 w Warszawie odbyło się Spotkanie Warszawskich ( i jak się okazało, nie tylko ;) ) Blogerek Kosmetycznych.
Kiedy zabierałyśmy się za tworzenie spotkania wraz z Karotką i Gray, nie miałyśmy pojęcia, że jednak nie jest to taka łatwa sprawa aby odnaleźć lokal (tu ukłon w stronę Moniki z Black Dresses), zebrać Was wszystkie w jednym miejscu, dniu i czasie tak aby każdej z Was pasowało oraz pomieścić tyle dziewczyn ile byśmy chciały. Chyba z tą ostatnią kwestią było najgorzej - i tak zwiększyłyśmy limit miejsc o znacznie dużą liczbę (dziękuję z tego miejsca za tak ogromne zainteresowanie eventem!), ale niestety ograniczenia przestrzeni dały o sobie znać. Dlatego w tym momencie chciałabym przeprosić dziewczyny, którym nie udało się dostać na nasze wydarzenie, ale sądzę, że w przyszłości wiele takich spotkań jeszcze powstanie, także miejcie oczy i uszy szeroko otwarte ;)
Lista blogerek wyglądała następująco:




Organizatorki:
 Karotka z Charlotte's Wonderland (http://charlottes-wonderland.blogspot.com/)
 Sylwia z Lacquer Maniacs (czyli ja  ;) ) (http://lacquer-maniacs.blogspot.com/)
 oraz Kasia z Gray maluje (http://impresjeiekspresje.blogspot.com/)

 Pełna lista blogów biorąca udział w spotkaniu:
 2. Lacquer Maniacs/Sylwia http://lacquer-maniacs.blogspot.com/
 6. Ewalucja/Beata http://ewalucja.blogspot.com/
 7. Smykusmyk/Patrycja http://scianymajauszy.blogspot.com/
 11. Yasminella/Aleksandra http://yasminella-yasminella.blogspot.com/
 17. Missesstyle/Sylwia http://missesstyle.blogspot.com/
 24. Vilandre/Justyna http://innocent-greed.blogspot.com/

Dużo nas, prawda? ;)


Początkowo wiele z Was nie chciało obecności sponsorów na spotkaniu. Ale w momencie gdy nasze wydarzenie rozrosło się do tak ogromnych rozmiarów, stwierdziłyśmy, że przygotujemy dla Was parę niespodzianek. Mam nadzieję, że zadowolone byłyście z prezentacji oraz możliwości przetestowania produktów od sponsorów. Pełna lista poniżej:


- L'Occitane
- Iwostin
- AA
- Ziaja
- The Body Shop
- Sylveco
- Astor
- Rimmel
- Stone
- Bath & Body Works
- Vipera
- Gosh
- Lumene
- Clarena
- DAX
- Delia
- Bandi
- Oeparol

Na spotkaniu poruszony został bardzo ważny temat - raka szyjki macicy i regularności robionych cytologii. Zachęcam Was do zajrzenia na stronę www.kwiatkobiecosci.pl 

Pogadałyśmy, pośmiałyśmy się... Wiele z nas poznało dużo nowych dziewczyn. Spotkałyśmy się ze starymi znajomymi z blogów. A nawet odwiedziły nas dwa szkraby, dzięki którym na spotkaniu było dużo weselej.
Ukłony również składam w stronę Mito, gdzie miałyśmy okazję gościć dzięki już wcześniej wspomnianej Monice. Podziękowania dla kelnerów obsługujących nas, generalnie dla całej obsługi oraz dla przemiłego Janka, którego zapewne bolała głowa od szczebiotu ponad 43 bab ;) Czy Mito ugości jeszcze taką ilość kobiet w jednym miejscu?;))

Oglądajcie zdjęcia - miks od każdej z dziewczyn, która przyniosła ze sobą aparat:)


MiTo jeszcze przed inwazją bab ;)

Z Ewą z www.miss-dior-cherie-xoxo.blogspot.com
Karotka gada, a ja jestem w każdej chwili gotowa na krzyknięcie "CISZAA!":P

A tu zadowolone dziewczyny :D
Zgromadzenie robi się coraz większe, brakuje nawet miejsc!
Oleskaaabeauty-labyrinth


śliczna Ewalucja ;)
Smykusmyk wraz z Tymkiem, a z boku kawałek Agi z Kosmetycznego Remedium


Przedstawicielka Kwiatu Kobiecości


Karotka wciska :P aparat Milenie z Female Pleasure
Beata z ale-babki chyba cieszy się z prezentu, po lewej Marti, po prawej Marta z ale-babki


Jedna z przedstawicielek firmy Oeparol




Pani Marta z firmy AA
Jak zwykle śliczna Kasia z Lovely Kate Makeup


Grzecznie siedzimy ;)
Przedstawicielka firmy Clarena
Księżniczka :)
Patrycja z color-mania z jedną pomalowaną brwią :D oraz przedstawicielka firmy Gosh
Karotka znów uwija się w pocie czoła, kto by pomyślał!:D :*
Iza z iza-makeup oraz Ewelinka z eweelinka1990
A tak wyglądała tylnia część stołu ;)
Była prezentacja na rzutniku...
I losowanie dodatkowych giftów ;)
No i zdjęcie z organizatorkami! A Karolina gdzieś przepadła...;) Z Mika-lifestyle
A na koniec namiastka grupowego zdjęcia, od lewej: Sylwia z weak-point, Iwonka z modanaopak, Marta z Księżniczkowych Pasji, ja, Milena z Female Pleasure. U góry, od lewej: kochana Gray oraz Patrycja z color-mania.


Dziękuję Wam jeszcze raz za przybycie, dziewczyny!!!

Buziaki,

S.

P.S. Przypominam o moim rozdaniu mikołajkowo-bożonarodzeniowym!  KLIK

 
Czytaj więcej »




SZABLON BY: PANNA VEJJS.