Październikowe zdobycze!

środa, 31 października 2012
Miesiąc październik już właściwie za nami, przyszedł więc czas na podsumowanie moich październikowych zdobyczy! Jako że październik jest miesiącem moich urodzin, sporo zdobyczy pokazywałam już w TYM poście, przewinęły się również targi kosmetyczne, na których troszkę się obkupiłam (i wciąż żałuję, że nie kupiłam więcej!:P). Pozostały jednak produkty, których Wam nie pokazałam z różnych przyczyn. M.in. dlatego, że po prostu wtedy ich jeszcze nie miałam, przyszły do mnie wygrane z konkursów, sama również zaopatrzyłam się w niektóre produkty, czy to po promocji, czy nie ;) Dlatego dzisiejsza notka jest raczej do oglądania, niż do czytania, ale wiem z różnych źródeł, że lubicie takie. Miłego oglądania!

Kiedy usłyszałam o promocji na masełka Sweet Secret od razu pognałam do drogerii myśląc, że można już kupić masełka szarlotkowe - nowy wynalazek Farmony. Niestety zawiodłam się. Nie znalazłam również zwykłego, czekoladowego masła (bez dodatku pistacji) ani Cappucino. Zadowoliłam się, więc masłem czekoladowym z dodatkiem pistacji oraz waniliowym. Do koszyka dorzuciłam również krem z limitowanej edycji Isany z kwiatem pomarańczy. Już żałuję, że nie jest to produkt regularny, ponieważ tak samo przypadł mi ten krem do gustu jak wersja z migdałami.


Na szczęście w niedługim czasie, w Naturze obok mojej Babci dorwałam kawowy żel peelingujący do mycia ciała "Słodkie Cappucino i Tiramisu". Ale masełka i tak nie daruję...:P


Będąc w SP zauważyłam dość ciekawą promocję na m.in. przez większość blogerek polecany żel do usuwania skórek Sally Hansen. Zapłaciłam za niego 20zł.


W Yves Rocher kupiłam pomadkę z masłem karite. Już z tego miejsca mogę powiedzieć, że jest bardzo fajna i odżywia usta.


Dzięki Sephorowym promocjom, udało mi się kupić dwa kosmetyki Benefitu za okazyjną cenę. Liczę na to, że jeszcze uda mi się coś złapać ;) Jest to puder matujący oraz bronzer z rozświetlaczem.


To już wygrana w konkursie u Caroliny. Dziękuję!


I kolejna wygrana, tym razem z konkursie u Gray maluje, gdzie trzeba było wymyślić wierszyk:D Niestety moje umiejętności w tej dziedzinie nie są duże, ale udało mi się coś sklecić i jak widać spodobało się Kasi, jednej z moich ulubionych blogowiczek! Dziękuję :*


Październik zaobfitował również we współpracę z Bingo Spa. Cieszę się bardzo, bo nie mam dobrego dojścia do tych kosmetyków.


I prezent od kochanej Karotki, która uparła się, że musi mi coś jeszcze dać :D Ale wiedziała z czego bardzo się ucieszę. Dziękuję :*



Wspominałam też, że byłam na Wieczorze Piękna w L'Occitane.  M.in. otrzymałam tam prezent:



To tyle jeśli chodzi o zdobycze. Następne pewnie w listopadzie, albo... Troszkę wcześniej ;)

S.
Czytaj więcej »

Lirene Dermo Program, nawilżający kremowy mus 20+

wtorek, 30 października 2012
Hej dziewczyny!

Pielęgnacji ciąg dalszy! Dziś opiszę krem, który otrzymałam podczas czerwcowego spotkania blogerek kosmetycznych w Warszawie. Dość pozytywnie mnie zaskoczył, dlatego też postanowiłam pokrótce go Wam przybliżyć.


Z tego co pamiętam, nie miałam jeszcze okazji używać żadnego kremu do twarzy Lirene, a dzięki spotkaniu, gdzie obecne były również marki, którym przewodzi Laboratorium Dr Ireny Eris stało się to możliwe.


SKŁAD*:



olejek z bawełny i wyciąg z jabłek - sprawiają, że skóra jest idealnie odżywiona i nawilżona
wyciąg z trway azjatyckiej - silnie wiąże i trwale utrzymują wodę w głębokich warstwach naskórka, gwarantując długotrwałe nawilżenie
wyciąg z daktyli i filtry UV - chronią skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników i promieni

ZALECENIA: wiek 20-30 lat
To właściwy kosmetyk  dla Ciebie, jeśli masz cerę suchą lub normalną i szukasz idealnego nawilżenia.  Za sprawą bogatej kompozycji składników intensywnie nawadniających i nadających skórze promienny wygląd, twarz nabierze niezwykłej świeżości. Zobacz natychmiastowy efekt optymalnego nawilżenia i ciesz się piękną, naturalnie promienną cerą.

STOSOWANIE: Krem stosuj codziennie rano i wieczorem na oczyszczoną skórę twarzy i szyi. Nałóż krem, delikatnie rozprowadź i wmasuj. Delikatna formuła kremu sprawia, że nie pozostawia on na skórze tłustej warstwy.  Idealnie nadaje się pod makijaż.

 *źródło: http://lirene.pl/produkt/4/filtruj

OPAKOWANIE: Klasyczne, małe opakowanie kosmetyku mieści 50ml kremu nawilżającego. Warto wspomnieć, że moja wersja jest przeznaczona do stosowania zarówno w dzień jak i na noc. Otwarcie kremu nie nastręcza nam żadnych problemów, bowiem wystarczy lekkie przekręcenie wieczka i możemy swobodnie zająć się nakładaniem kremu na twarz.

KONSYSTENCJA: Rzeczywiście przywodzi na myśl mus. Wydaje się bardzo lekka i aksamitna, formuła nie jest tłusta. Czujemy jednak nawilżenie po nałożeniu kremu na twarz, jednakże za chwilę ono zanika pozostawiając na skórze lekką, wtapiającą się w skórę warstwę. 

KOLOR/ZAPACH: Mus ma barwę jasno-różową, nałożona na skórę staje się biała. Po rozsmarowaniu tworzy lekki, po kilku sekundach wchłaniający się film. Natomiast zapach jest bardzo przyjemny. Nie wiem czym mogłabym go porównać, raczej przywodzi mi na myśl zapach jabłka połączonego z jeszcze inną wonią. Ale jaką...? Woń nie jest intensywna, niech więc nie martwią się osoby, które nie przepadają za"zapachowymi" kosmetykami ;)

DZIAŁANIE:  Producent zapewnia, iż wyciąg z bawełny oraz z jabłek nawilża i odżywia skórę - z tym rzeczywiście się zgadzam. Kremu używam na dzień na przemian z moim ulubionym AA wrażliwa natura i podczas stosowania musu na dzień czuję, że moja skóra jest przyjemnie nawilżona, jednak nie aż tak by pozostawiać na skórze tłusty film - krem nie jest więc na szczęście tłusty. Plusem jest, że krem ten chroni w pewnym stopniu przed promieniami UV. Akurat jak dla mnie nie jest to najważniejszy punkt, wiem jednak, że sporo kobiet chwali sobie taką funkcję kremu.
Bardzo ważne - oprócz nawilżenia nie zauważyłam również by krem spowodował wysyp nieprzyjaciół na mojej cerze. Zawsze pojawiają się w najmniej oczekiwanym momencie u mnie na brodzie, jednak podczas stosowania owego musu nie zauważyłam wzmożonej aktywności tych wstręciuchów ;)
Warto przyjrzeć się potwierdzonej skuteczności kremu:


WYDAJNOŚĆ:  Jak wspomniałam wyżej, mus używam jako krem na dzień, na noc zaś bardziej treściwego AA wrażliwa natura. Nie potrafię więc określić jak byłoby z wydajnością podczas stosowania musu dwa razy na dzień, jednakże obecnie stosuję go już ponad 2 tygodnie i jak możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej, wiele go nie ubyło.




CENA/DOSTĘPNOŚĆ: Mus dostałam podczas spotkania blogerek kosmetycznych w Warszawie 1 czerwca br., ale  z tego, co zdążyłam zorientować się w internecie, jego cena wynosi ok. 20zł. Dostępny jest praktycznie w każdej drogerii.


CZY KUPIĘ PONOWNIE? Sądzę, że tak! Nie wyrządził mi żadnych szkód, dobrze nawilża twarz, przy czym nie zostawia tłustego filmu. Czego chcieć więcej?


Miałyście kremy firmy Lirene? Może polecacie szczególnie któryś z nich?

S.

Czytaj więcej »

Relacja z piątkowej konferencji KRYOLANU

poniedziałek, 29 października 2012
Obiecałam Wam na moim fan page'u, że relacja z Wieczoru Piękna L'Occitane i Claudii pojawi się na blogu, jednak najpierw chciałam Wam opowiedzieć o znacznie większym wydarzeniu - konferencji Kryloan'u, na którą wraz z innymi blogerkami zostałam zaproszona. Oprócz mnie, na wydarzeniu pojawiły się:

- Karotka z Charlotte's Wonderland
- Gray z Impresjeekspresje
- Milena z Female Pleasure, z którymi świetnie bawiłam się podczas owej konferencji, a także:

- Yasminella z Rozmyślania Yasminelli
- Agnieszka z Siouxieandthecity
- Ania z Bazarek Kosmetyczny
- Sylwia z Lilesly-Inspirations

Od Gray właśnie zgarnęłam foty z bloga, więc nie dziwcie się, że mają podpis niezgodny z autorką tego bloga:D

Może na początek przybliżę niektórym z Was czym jest marka Kryolan, ponieważ pewnie większość z moich czytelniczek mogła o niej nie słyszeć. Ja również byłam w tym gronie:) Informacja pochodzi ze strony www.kryolancitywarszawa.com.pl

Kryolan City Warszawa jest wyłącznym importerem oraz oficialnym przedstawicielem firmy KRYOLAN GmbH w Polsce. Firma KRYOLAN  GmbH jest uznawana za wiodącą firmę w świecie w dziedzinie produkcji środków charakteryzatorskich, kosmetyków kolorowych i pielęgnacyjnych. Naukowcy firmy KRYOLAN przy współpracy z renomowanymi dermatologami tak dobrali składniki, aby kosmetyki mogły być stosowane na skórę każdego typu.
Dodatkowo w ofercie firmy znajdują się peruki, maski karnawałowe, sztuczne wąsy, brody, bokobrody, włosy, lakiery kolorowe do włosów itp.Nasza oferta handlowa obejmuje ponad 2000 sztuk artykułów katalogowych a gama barw sięga blisko 400 odcieni. Do współpracy zapraszamy lekarzy dermatologów, salony kosmetyczne, szkoły kosmetyczne i szkoły charakteryzatorskie, agencje reklamowe oraz indywidualnych klientów.


Całe spotkanie odbyło się w Hotelu Polonia Palace, w sali balowej, w godzinach 10-17. Szczerze mówiąc, wyobrażałam ją sobie jako większą, w rezultacie jednak jest dość wąska i mała. Mogło to być również powodem wielu skarg uczestniczek spotkania, że nic nie widzą/słyszą itp. Choć dla mnie, niektóre były przesadzone ;)


Główną "atrakcją" wydarzenia był Dominic Cruz, główny szkoleniowiec marki Kryolan. Dominic zaprezentował kamuflaże kosmetykami z serii Dermacolor Camouflage System. Podczas tego pokazu mogliśmy się przekonać, że z łatwością można zakryć wszelkiego rodzaju przebarwienia, także problemy z bielactwem, czy nawet tatuaże lub żylaki właśnie dzięki produktom z serii Dermacolor.
Następnie Dominic zaprezentował nam 3 makijaże ślubne. Pierwszy - kalifornijski bardzo przypadł mi do gustu i sądzę, że sama byłabym zwolenniczką takiego makijażu na swoim ślubie ;) Kolejne ślubne makijaże - dla osób z karnacją południową oraz w stylu arabskiego ślubu niestety nie zdobyły mojego serca. Zwłaszcza ten ostatni według zarówno mnie jak i osób z którymi miałam okazję rozmawiać na konferencji, także nie podzielały zachwytów. Modelce było widać liczne pory na twarzy, oprócz tego, warstw makijażu było tak dużo, że osobiście miałam wrażenie, iż ten makijaż po prostu modelce spłynie. No i te rzęsy z dżecikami...






Niestety w wyniku znacznego przedłużenia się wszystkich wcześniejszych make-up'ów, zrezygnowano z makijażu fotograficznego. Szkoda, bo uważam, że mogłyby być ciekawym punktem programu, zwłaszcza dla nas, blogerek.
Na koniec Dominic zaprezentował makijaż Anime, który moim skromnym zdaniem pozostawiał wiele do życzenia, ale myślę, że po prostu wizażysta spieszył się i postawił na najprostszy look Anime.




 Ostatnim punktem programu natomiast, były transformacje - kobiety w mężczyznę i mężczyzny w kobietę. Chyba najbardziej pracochłonnym był ten drugi ze względu na to, iż należało mężczyźnie nadać miękkie rysy twarzy jak u kobiety. Finalnego efektu nie miałam już okazji oglądać na żywo, ponieważ z Karotką zmyłyśmy się z konferencji ;) Ale podczas oglądania zdjęć z końcowego efektu, na myśl przyszło mi Drag Queen;P





Pomiędzy poszczególnymi częściami pokazu były dwie przerwy na kawę. Jedna "ciasteczkowa", druga "kanapkowa". I tu mam spore zastrzeżenia do organizatorów. Zapraszając na konferencję tak dużą liczbę osób sądzę, że wypadałoby podać coś więcej niż same ciastka i malutkie kanapeczki, które rozeszły się w tempie prędkości światła... 7 godzin konferencji jednak nie jest mało.

Mimo niedociągnięć, miło spędziłam czas. I chętnie wybierałabym się na podobne konferencje częściej, bo z pewnością zawsze cokolwiek można z nich wynieść. :)

Stoisko Kryolanu:



Gifty od organizatorów:


Pierwszy numer "Make Up" po polsku oraz "Make Up International"


I my:

Milena, ja i Gray. Brakuje tylko Karotki, która robiła zdjęcie ;)


S.
Czytaj więcej »

Płyn micelarny Lirene Dermo Program

sobota, 27 października 2012
Hej!

Spory czas temu pokazywałam Wam produkty do testów, które dostałam w ramach współpracy z dr Ireną Eris. Z uwagi na to, że postanowiłam sukcesywnie denkować produkty już rozpoczęte, dopiero teraz w użyciu mam kilka podarowanych przez przedstawicieli Pani Eris.
Jednym z produktów jakie znalazłam w przesyłce był płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu Lirene Dermo Program.


Ucieszyłam się z możliwości wykonywania demakijażu tym kosmetykiem, ponieważ kiedyś już kupiłam go w Rossmanie podczas gdy wchodził do sprzedaży jako nowość Lirene. Pamiętam, że było to jeden z najprzyjemniejszych kosmetyków przeznaczonych do zmywania makijażu jakie przyszło mi używać. Czy i tym razem nie zmieniłam zdania?

Na początek skład:

Aqua, Glycerin, Poloxamer 186, Propylene Glycol, Panthenol, PPG-Buleth-26, PEG-40Hydrogenated Castor Oil, Malpighia Punicifolia (Acerola) Fruit Extract, Mel, BHT, Polyaminopropyl Biguanide, Parfum.

OPAKOWANIE: Butelka płynu micelarnego zawiera 200 ml kosmetyku i zrobiona jest w całości z plastiku. Część w której znajduje się płyn jest przezroczysta, co pozwala na kontrolowanie ilości jaka jeszcze pozostała. Po raz kolejny warto pochwalić Lirene za część otwieraną i wyprofilowanie sugerujące "w tym miejscu połóż kciuk";) Oczywiście żartuję, jednak przykładając ów palec do zagłębienia, naprawdę doskonale wpasowuje się on w nie i dzięki temu wygodnie dokonujemy otworzenia kosmetyku. Bez połamanych paznokci, bez odprysków lakieru. Cieszę się, że ktoś w końcu o tym pomyślał.
Plastikowe opakowanie zapewnia nam też tą wygodę iż nie jest ciężkie oraz nie musimy bać się, że w ferworze szybkiego demakijażu, kosmetyk wypadnie nam  rąk i stłucze się, co jest możliwe przy szklanych butelkach.

KONSYSTENCJA: Jak sama nazwa wskazuje jest to płyn o barwie przezroczystej. Konsystencja jest lekka, właściwie podobna do wody (Ameryki tu nie odkryłam ;) nic dziwnego bowiem w składzie znajduje się ona na pierwszym miejscu). Na szczęście odpowiedni dozownik zapobiega nadmiernemu wylewaniu się kosmetyku z opakowania.

KOLOR/ZAPACH:  Jak już wspomniałam wyżej - płyn jest przezroczysty natomiast jeśli chodzi o zapach to natychmiast po użyciu kosmetyku skojarzył mi się z perfumami. I voila! W składzie perfumy są, co prawda na ostatnim miejscu, ale... Jest to miły dodatek do tego micela. Odkąd pamiętam, nie przypominam sobie bym używała jakiegokolwiek innego kosmetyku, którego zapach tak bardzo przywodzi na myśl perfumy! Woń tę uwielbiam i żałuję, że nie mogę sprawić sobie takich perfum!



DZIAŁANIE: producent zapewnia nas iż płyn micelarny Lirene jest przeznaczony dla każdego rodzaju skóry, a jego funkcją jest łagodne oczyszczanie z makijażu. Ponadto zapewnia skórze nawilżenie oraz nie zawiera w sobie alkoholu.
Nazwa "płyn micelarny", pochodzi od drobnych cząsteczek w nim zawartych, a mianowicie tzw. micelli, które w uproszczeniu, bardzo dobrze radzą sobie z wszelkimi zanieczyszczeniami skóry, zbierając do wnętrza miceli tłuste zanieczyszczenia (np. łój i wodoodporny tusz), rozpuszczając w roztworze wodnym pozostałe.*
Oprócz tradycyjnych dla owego płynu micelli, kosmetyk ten posiada również ekstrakt z wiśni, miodu i panthenolu, które działają kojąco dla cery. Gliceryna natomiast odpowiada za pożądany poziom nawilżenia skóry.
Ja płyn ten stosuję wieczorem przy demakijażu - nalewam trochę płynu na wacik po czym oczyszczam cerę. Musze powiedzieć, że kosmetyk moim zdaniem spełnia obietnice producenta - skutecznie oczyszcza z makijażu, nawet tego wodoodpornego, ma niezwykle lekką konsystencję, nie pozostawia tłustego filmu na twarzy bądź oczach, działa kojąco, czuje się orzeźwienie. Małe zastrzeżenia miałabym do nawilżenia, ponieważ po użyciu micela i nienałożeniu przez 5 minut kremu nawilżającego na noc, czułam lekkie ściągnięcie skóry. Na szczęście krem, który nakładam na noc skutecznie usunął problem.

WYDAJNOŚĆ: Stosuję go już ponad 3 tygodnie, jak widać zostało mi go już dość mało, jednak wciąż jest. Myślę, że spokojnie starczy mi jeszcze na ok. tydzień.

CENA/DOSTĘPNOŚĆ: Ten egzemplarz dostałam od Laboratorium Kosmetycznego dr Eris w ramach współpracy, jednakże można go spokojnie dostać w każdej drogerii, gdzie znajduje się większość kosmetyków Lirene. Cena regularna wynosi 13zł/200ml.

Podsumowując - na pewno kupię ponownie i dla oczyszczania i dla pięknego, przywodzącego na myśl perfumy zapachu.

  


 Bardzo dziękuję przedstawicielom Laboratorium Kosmetycznego dr Ireny Eris za przesłanie produktów do testowania, jednocześnie zaznaczam, że fakt współpracy nie wpływa na moją opinię.




*źródło: http://www.nasalony.pl/kosmetyka/domowe-abc/296-co-to-jest-plyn-micelarny

S.

Czytaj więcej »

Celia nude 601 i 603 [swatche]

środa, 24 października 2012
Hej dziewczyny!

Przyszedł czas na zmianę tematyki z lakierów do paznokci (bo ile można!) na szminki, które już jakiś czas temu zeswatchowałam i czekały w komputerowym folderze na swoją kolej. I to i tak nie wszystkie pomadki, bowiem w ostatnim czasie sporo wpadło do mojej kolekcji:)

Celia Nude - o tych pomadkach już od wielu miesięcy głośno jest w blogosferze. Chyba nie ma kobiety, która nie uległaby ich urokowi. Niestety, w większości nie są zbyt łatwo dostępne, ale co to dla blogerek kosmetycznych! Są zawsze małe drogerie, koleżanki blogerki chętne do pomocy... I tu właśnie pomogła mi Agu . Z tego miejsca dziękuję Ci bardzo za bieganie do tej drogerii, dowiadywanie się i wysyłkę (także Wojtkowi ;) ). Nawet nie wiesz jaką radość mi sprawiłaś dając możliwość przetestować szminki, które zazdrościłam wielu blogowiczkom!



Od lewej kolejno 603 i 601

603 i 601

OPAKOWANIE: Naprawdę bardzo mi się podoba! Przede wszystkim dlatego, że jest proste, klasyczne i eleganckie, bez zbędnych ozdób. Jeśli chodzi o sam materiał z którego wykonana jest obudowa szminki, sam w sobie trochę waży, nie jest więc lichym plastikiem jak to w przypadku niektórych szminek bywa. Na plus jest również fakt iż skuwki dobrze trzymają się pozostałej części obudowy, więc nie musimy się bać, że w torbie podczas szukania kluczy, portfela, czy też książki, zastaniemy niemiłą niespodziankę w postaci złamanej szminki.

KOLOR: Wybrałam najjaśniejszy odcień Celii nude (601) oraz ten pośredni (603). Przy czym 601, jak potem zobaczycie na swatchach nadaje bardzo jasno-różowy odcień, natomiast 603 jest prawie niewidoczną, znacznie ciemniejszą niż poprzednia szminką, nadającą połysk i nawilżenie. 601 może więc nie każdej kobiecie przypasować, nie wszystkie lubimy jasno-różowe odcienie na ustach. Nie które źle się z tym czują, nie które po prostu źle wyglądają... Jeśli chodzi o 603 jest to jak najbardziej neutralna szminka, którą można podarować w ciemno każdej z nas.

KONSYSTENCJA SZMINKI i DZIAŁANIE: Jest to szminka o wykończeniu kremowym z połyskiem. O ile 603 można bardziej przypisać właściwości błyszczyku, ponieważ lekko nabłyszcza i nawilża, pozostawiając przy tym niewielką ilość koloru na ustach, 601 natomiast posiada nieco odmienne właściwości - przede wszystkim barwi, jak napisałam wyżej - na jasno-różowo. Niestety mankamentem jest tu, przynajmniej u mnie, osadzanie się szminki w zagłębieniach ust, co daje nie zbyt estetyczny wygląd. Peeling szczoteczką do zębów pomaga w tym problemie, jednak wymóg peelingu przed nałożeniem tej szminki może być nieco uciążliwy, bowiem nie zawsze można o wykonaniu takiego "czyszczenia" pamiętać. Ubolewam nad tym, ponieważ odcień szminki naprawdę mi się podoba, nie jest to nachalny, jasny róż, ale dość subtelny.
O ile 601 mam wrażenie, że wysusza mi usta, to 603 skutecznie je nawilża. Mało tego, używając pierwszej ze względu na to iż barwi usta, przy aplikacji powinno się używać lusterka aby nie postraszyć ludzi wokół ;) Przy drugiej szmince z kolei można swobodnie pomalować się bez zwierciadełka.

Zerknijcie teraz na swatche obydwu szminek:

Od lewej: 601 i 603


Na ustach:

601



Widzicie, że 601 nieco wysusza mi usta, wchodzi też troszkę w zagłębienia i lekko nabłyszcza. Tutaj skórki  nie wyglądają aż tak tragicznie, gorzej jak ponoszę szminkę z pół godziny.


603


Jak widzicie jest to ciemniejszy niż 60 odcień różu, daje ładne nabłyszczenie i delikatny odcień i co ważne, nie pozostaje w zagłębieniach.

TRWAŁOŚĆ: Niestety Celia nude nie należy do najbardziej trwałych szminek. Zapewne ma to związek z jej formułą - nie jest matem, ale szminką nabłyszczającą, które z reguły mają krótszą trwałość niż te poprzednie. Ale znam też szminki nabłyszczające, które trzymają się dość długo. Niestety i 601 i 603 utrzymują się na moich ustach mniej niż godzinę. Dokładnie na zegarku niestety nie sprawdzałam, ale podejrzewam, że będzie to z 40 minut. 601 może ciut więcej.



Podsumowując, nie żałuję zakupu mimo iż szminki te nie są idealne. Za cenę ok. 11zł, można skusić się na te szminki. Będą fajnym dodatkiem do codziennego makijażu.


Wiem, że sporo z Was ma szminki Celii Nude. Jak je oceniacie?


S.
Czytaj więcej »

Essie, Very Cranberry

niedziela, 21 października 2012
Hej!

Pamiętacie posta, w którym pokazywałam Wam moje essiakowe zdobycze z targów kosmetycznych? (KLIK). Dzisiejszym bohaterem będzie chyba najładniejszy kolor z moich nowych zakupów - Essie Very Cranberry.



Kolor ten jako pierwszy wpadł mi w oko spośród buteleczek znajdujących się za gablotką Essie (jak już pisałam - masakryczny pomysł. Za każdym razem gdy chciałam zobaczyć odcień, musiałam prosić ekspedientkę. A uwierzcie mi, zupełnie nie mogłam się zdecydować, prawdopodobnie prosiłam o lakiery z 10 razy :P). Początkowo mi i Karotce wydawał się on podobny do Watermelona, ale wyglądał się tak ślicznie, że nie zważałam na fakt, iż Watermelona mam :P

KONSYSTENCJA: Ten Essiak to typowy krem, kryjący po dwóch warstwach. Jak widzicie, mam wersję z cienkim pędzelkiem, jednak wcale mi to nie przeszkadzało. Dzięki temu łatwo operuje się kolorem przy skórkach, nie miałam aż tak dużego problemu z chlapaniem wokół paznokcia jak to często zdarza się w przypadku lakierów z szerokimi pędzelkami, choć mimo wszystko lubię je.

KOLOR: Gdybym miała jednym słowem opisać barwę Very Cranberry, powiedziałam, że to typowa malina. Można w niej zauważyć zarówno róż jak i czerwień. Według mnie idealnie nadaje się na obecną porę roku, ale też i na pozostałe. P.S. Pięknie komponuje się z obecnie modnymi ubraniami bordo!:)

TRWAŁOŚĆ: Różnie to bywa u mnie z Essie. Jeden z kolorów nawet odprysnął mi po jednym dniu, pozostałe trzymają się najdłużej 5 dni. I tak też było z tym egzemplarzem. Cieszę się bardzo, ponieważ barwa bardzo przypadła mi do gustu i sądzę, że będzie to jeden z moich ulubionych egzemplarzy Essie.

A teraz oglądajcie! ;)






I jak Wam się podoba?

S.
Czytaj więcej »




SZABLON BY: PANNA VEJJS.