Skutecznie nawilżający żel z drobinkami Be Beauty

wtorek, 31 lipca 2012
I znów powracam do pielęgnacji. Tym razem chciałam Wam zrobić szybką prezentację bardzo dobrego  i co ważne, taniego produktu z Biedronki, który uratował moją skórę przed wysuszeniem. Mowa o żelu z drobinkami peelingującymi od Be Beauty.




Opakowanie - plastikowa tubka mieści 150ml nawilżającego żelu do mycia twarzy wraz z drobinkami musującymi i ekstraktem z lotosu. Otwieranie jej nie nastręcza żadnych problemów, otwiera się ją bez większego wysiłku i zniszczonych paznokci;)

Konsystencja - jak sama nazwa wskazuje, jest to żel, w którym zatopionych jest sporo niebieskich drobinek musujących. W miarę stosowania produktu, drobinki te są prawie niewyczuwalne. Według producenta, kuleczki te uwalniają witaminę E, która ma chronić skórę przed wpływem czynników zewnętrznych.

Producent - zapewnia nam dokładne oczyszczenie z makijażu i zanieczyszczeń, nie wysusza skóry, zmniejsza podrażnienia i zaczerwienienia, pozostawia uczucie świeżości dzięki ekstraktowi z lotosu. produkt jest przebadany dermatologicznie.

Wydajność - myślałam, że żel szybko zniknie z tubki, ale o dziwo, stosuję go już ok. miesiąca, dwa razy na dzień, niekiedy trzy i obecnie mam troszkę ponad mniej połowę żelu w tubce (zdjęcia są sprzed dwóch tygodni).

Zapach - dla mnie jest naprawdę bardzo przyjemny. Nie da się go z niczym porównać, może trochę przypomina zapach mydła o kwiatowym aromacie. Nie jest intensywny, jest delikatny, więc osoby bardziej wyczulone, nie powinny być niezadowolone.

Działanie - rzeczywiście moja skóra jest nawilżona. Wcześniej używałam Clean&Clear wersję pomarańczową z drobinkami (recenzja TU) + krem Ziaji oliwkowy (link) i był to duet bardzo destrukcyjny dla mojej skóry. Żel ten + krem z AA (wspominałam o nim TU) był wybawieniem. Moja skóra jest rzeczywiście oczyszczona, nie zauważyłam co prawda by żel zmniejszał zaczerwienienia, ale sądzę, że nie podrażnia. I rzeczywiście pozostaje uczucie świeżości.

Czy polecam - polecam jak najbardziej! Zaopatrzyłam się już w kolejny egzemplarz, a także płyn micelarny i peeling z Be Beauty. Jak tylko je przetestuję, zapewne recenzje pojawią się na blogu. Sądzę jednak, że nie będę zawiedziona. Jeśli tylko nie miałyście do czynienia z tymi żelami Be Beauty, polecam pobiec do najbliższej Biedronki. Stosunek jakości do ceny jest naprawdę zadowalający!

Dostępność - Biedronka
Cena - 4-5zł/150ml.


S.

Czytaj więcej »

Lirene żel pod prysznic + oliwka z mango

sobota, 28 lipca 2012
Hej dziewczyny!

Dziś dla odmiany przejdę do dawno nie wspominanej tu pielęgnacji. Przedstawię Wam kosmetyk, który otrzymałam podczas spotkania bloggerek warszawskich 1 czerwca. Dopiero nie dawno udało mi się go wykończyć.
Butelka wyglądała dość niepozornie, ale gdy ją otworzyłam i poczułam ten orzeźwiający zapach, z miejsca pokochałam ten żel i myślę, że nie jest to jedyna moja z nim przygoda... Zwłaszcza, że obecnie znów mamy upały i teraz będzie jak znalazł.

Przedstawiam Wam żel pod prysznic z Lirene - Mango z oliwką.






Opakowanie - plastikowa butelka z bardzo wygodnym, plastikowym otworem. Co bardzo podoba mi się w nim jest miejsce na palec - dzięki niemu możemy bez łamiących się paznokci albo naruszania lakieru do paznokci otworzyć butelkę skrywającą 250ml żelu.

 Producent - Zapewnia nam nawilżenie skóry oraz ochronę przed jej wysuszeniem, a wosk z mango ma działać zmiękczająco i pozostawiać na skórze warstwę ochronną. Co ciekawe u 60% badanych używających tego żelu, odnotowano poprawę kondycji skóry, a u 73% skóra stała się bardziej miękka.

Konsystencja - Nie zrobiłam zdjęcia pokazującego na ręku konsystencję kosmetyku, bo wręcz wylewa on się z dłoni i myślę, że z łatwością możecie sobie ją wyobrazić. Jest bardzo płynna - raczej można ją porównać właśnie do oliwki niż żelu. Ale nie ma żadnego problemu z nałożeniem i rozprowadzeniem jej po skórze.

Wydajność - Podczas używania tego żelu wydawało mi się, że znika on w dość dużym tempie, ale o dziwo starczyło mi na 2-3 tygodnie (stosowałam go 2, czasem 3 razy dziennie jako jedyna w  domu).

Zapach -  Zdecydowanie nie jest to zapach mango. Możliwe, że kosmetyk zawiera wosk z mango, jednakże bardziej wyczuwalny jest aromat cytrusów, co naprawdę może być kojące dla naszych zmysłów podczas letnich upałów. Po umyciu się żelem, wyczuwałam przyjemny chłód.

Działanie -  Pewnie jesteście ciekawe, czy producent wywiązał się ze swoich obietnic. W porównaniu z innymi firmami, nie mydli nam tak oczu poprawieniem kolorytu skóry, jej blaskiem itp. Według mnie rzeczywiście kosmetyk zapewnia nawilżenie, a skóra po zastosowaniu go jest miękka. No i ten zapach! Faktycznie nastrój podczas upałów jest poprawiony.

Czy polecam - Na tę porę roku jak najbardziej. Po umyciu się nim poczujecie orzeźwiający zapach, który od razu poprawi Wam humor podczas upałów. Przede wszystkim będzie to ulga dla ciała i przyjemne uczucie nawilżenia. Szczerze polecam na lato! Nie wiem czy tak bardzo oliwka podobałaby mi się zimą lub jesienią, ale teraz jest jak znalazł. Sądzę, że kiedyś kupię go ponownie.

Dostępność - Właściwie każda drogeria.

Cena - 8-10zł/250 ml


Miałyście może ten żel? Albo polecacie może inne na letnie upały?


S.
Czytaj więcej »

Czuję miętę, czyli cudo od Essie

czwartek, 26 lipca 2012
Hej hej!

Długo zastanawiałam się nad tym lakierem. Na początku gdy Essie weszły do Douglasów i SP, byłam prawie pewna, że kupię ten lakier, bo jest już on jakiś czas hitem. Potem stwierdziłam, że mam masę podobnych w swojej kolekcji. Następnie zaczęłam mieć wątpliwości, bo kolor ten bardziej wpada w zieleń niż niebieski, którego najwięcej miałam. W końcu przepadłam i stałam się szczęśliwą posiadaczką Essie Mint Candy Apple:)



Muszę Wam powiedzieć, że miałam niezłe szczęście, że w ogóle go dorwałam! Będąc w Złotych Tarasach łudziłam się, że miejsce, które zajmuje MCA będzie zapełnione, ale niestety myliłam się - jako jeden z nielicznych, kolor był ten wykupiony. Nie muszę mówić jaka byłam rozczarowana... Znacie pewnie to uczucie kiedy strasznie nastawicie się na coś, a potem to nie wychodzi. Pojechałam więc do Wola Parku, tam też było pusto, ale... Na wystawce, gdzie powinny być limitowane Essie, dojrzałam jeden schowany z tyłu!!! Moja radość nie miała granic:D



Moje ścięte, wciąż kurujące się paznokcie:(

Przejdźmy w końcu do bardziej szczegółowego opisu produktu:

Opakowanie i kolor -  Szklana buteleczka 135ml kryjąca w sobie piękny, miętowy odcień lakieru (chyba ostatnio mam bzika na punkcie doskonałej mięty:P).

Konsystencja - Taka jak lubię, czyli kremowa. Niestety muszę wspomnieć, że trochę nastręcza ona problemów w aplikacji. Pierwsza warstwa nieco smuży... Drugą należy nakładać uważnie, by zakryć wcześniejsze smugi i nie narobić innych. Karotka wspominała, że lakier jej bąblował (co pokonała Essie Good to go) - u mnie na szczęście nie zaobserwowałam na razie bąblowania, jednak myślę, że warto zaopatrzyć się w Good to go. Przyspieszacz wysuszania fajnie wygładził lakier.

Pędzelek - Warto zwrócić na niego uwagę, bowiem niestety mój lekko się rozdwaja, co jest szalenie wkurzające przy aplikacji lakieru. Nie wiem czy każdy MCA tak ma, w każdym razie z pędzelkami od pozostałych Essie, które posiadam, wszystko było w porządku.

Trwałość - Wraz z Good to go, lakier trzymał mi się 4 dni, powstał na paznokciu kciuka jeden mały odprysk, który jest widoczny na zdjęciu, może troszkę zdarła mi się końcówka paznokcia wskazującego, ale poza tym wszystko leżało idealnie. Po 4 dniu już mi się znudził, z racji tego, że zgromadziłam sporą kolekcję nowych lakierów na których widok świecą mi się oczęta:D Ale na pewno powrócę do MCA już wkrótce.

Schnięcie i zmywanie - Bez Good to go, mógłby schnąć zdecydowanie dłużej. Nawet z Gtg nie był to błyskawiczny proces. Ale wysiedziałam spokojnie swoje i odgnieceń nie było ;) Ze zmywaniem nie ma problemu.

Czy polecam? Pytanie... Jak najbardziej!:D Poza tym obecnie na Essie trwają przeceny w SP (31, 49zł zamiast ceny regularnej 34zł). Poza tym bodajże do 03.08. wraz z kuponem z czasopisma "Show" przy zakupie jednego produktu Essie, możecie kupić drugi w cenie o 50% niższej.


Dostępność - Super-Pharm, Douglas, Internet

Cena - obecnie 31,49zł ; warto skorzystać z kuponu znajdującego się w "Show".


Zastanawiam się jeszcze nad kilkoma kolorami z Essie, ale chyba na razie sobie daruję. Macie jakieś typy?:)


S.


Czytaj więcej »

Czekoladka od Max Factor

środa, 25 lipca 2012
Hej hej!

Jak spędzacie ten wakacyjny czas? Mam nadzieję, że korzystacie z wolnych dni i oddajecie się błogiemu lenistwu :) A tym, które pracują... Życzę szybkiego przyjścia weekendu lub urlopu!:)
Co przygotowałam na dziś? Lakier w odcieniu, który kiedyś spędzał mi sen z powiek. Nie mogłam znaleźć nigdzie, dosłownie NIGDZIE lakieru, który byłby pięknym brązem, jednocześnie trochę taupe i troszkę wpadający w szarość. Do tego bym mogła się nim długo cieszyć bez odprysków. Może lakier nie jest odpowiedni na tę pogodę i będę go jednak nosić gdy nastaną brzydkie, szare dni, ale jakoże kupiłam go dość nie dawno w Super-Pharmie po przecenie, pokażę Wam go dziś.

Przedstawiam Wam lakier Max Factor glossy nails for up to 7 days, Hot choco, nr. 165.






Opakowanie: buteleczka ze szkła, rączka z plastiku - czyli właściwie jak w większości lakierów - standard. Posiada 11ml, więc naprawdę zdążymy się tym lakierem nacieszyć, o ile nam się spodoba i będziemy go używać. Pędzelek dość długi, ale mimo to nie ma problemów z nakładaniem lakieru.

Konsystencja: jest to typowy, kremowy lakier. Ponadto, co uwielbiam, wystarczy jedna, dobrze położona warstwa dla pokrycia płytki paznokcia. Nie zauważyłam żadnego bąblowania, czy smug. Na zdjęciach mam tradycyjnie dwie warstwy lakieru.

Kolor/zapach: spotkałam się z określeniem, że jest to odcień grzybni. Nie zbyt przypadło mi takie stwierdzenie do gustu, ja wolę nazywać go po prostu brązem. W dodatku idealnym! Nie jest ciemny, ale nie jest również bardzo jasny. W świetle jest typowym brązem lub taupe, w cieniu wydaje się szaraczkiem. Lakier kameleon:) Mi taki kolor bardzo pasuje, może nie na obecną porę roku, ale na jesień/zimę koniecznie. Poza tym, według mnie kolor ten można spokojnie nazwać kolorem eleganckim. W pracy na pewno nie będzie się rzucał w oczy nieprzychylnemu szefowi;)
Jeśli chodzi o zapach, to standard w lakierach - jak za bardzo przybliżymy nosek do buteleczki lub pędzelka, może być zbyt intensywny. Ale zachowując bezpieczną odległość, nie jest duszący.

Trwałość: Gdyby nie to, że lakier znudził mi się (miałam jeszcze kilka nowych lakierów do przetestowania i aż świerzbiły mnie paluszki:P), spokojnie bez odprysków przetrwałby na moich paznokciach 5 dni. Na zdjęciu widać starte końcówki po 4-tym dniu noszenia.

Schnięcie: Schnie dość szybko, drugą warstwę lakieru potraktowałam kropelkami do wysuszania Essence, co przyspiezyło schnięcie. Nie spotkałam się również z odciśnięciem kołdry lub innych przedmiotach na paznokciach.

Zmywanie: Jakoże to ciemny kolor, musiałąm kilka razy więcej potrzeć wacikiem o paznokcie, ale nie zostawił żadnych przebarwień, więc według mnie jest wszystko w porządku.

Czy polecam? Jak najbardziej tak, zwłaszcza w tej cenie! Jeśli tylko trafi się podobna okazja, pewnie kupię jakiś inny kolor/kolory. Warto mieć w swoich zbiorach lakiery nie tylko te tańsze, ale i te troszkę droższe (jeśli mamy fundusze), bo nie zawsze chce nam sie zmieniać lakier co 2 dni, albo widzieć odpryski już w pierwszym dniu.

Dostępność: Super-Pharm, Rossman, Natura...
Cena: regularna cena to 29zł, ja kupiłam w promocji za 23,99zł.


P.S. Zastanawiam się nad zakupem przyspieszacza wysuszania Seche Vite, który jest bardzo zachwalany w internetowym świecie. Macie może strony/profile sprzedawców z Allgero, których polecacie?


S.
Czytaj więcej »

Brzoskwinka tym razem lepsza niż Essence :)

niedziela, 22 lipca 2012
Hej dziewczyny!

Dziś znów powrócę do tematu paznokci. Bohaterem dzisiejszej notki jest Golden Rose Charming, nr. 89, czyli bardzo jasna brzoskwinka, podobna do delikwenta z Essence, o którym pisałam TU . Dorwałam go podczas mojej drugiej już wizyty w drogerii Jasmin. Za pierwszym razem wpadłam tam jak w amoku i nawet nie patrzyłam na produkty GR, tylko myślałam o dorwaniu tych, których nie ma w zasięgu mojego miejsca zamieszkania ;) Szukałam takiego koloru, który byłby zamiennikiem wyżej wymienionego Essence i chyba mi się w miarę udało.





Opakowanie: Otrzymujemy 7,5ml lakieru w szklanej, dość zgrabnej buteleczce zakończonej czarną, plastikową nakrętką. Zajmuje dość mało miejsca, spokojnie można go zabrać na wakacje:)

Konsystencja: Niestety, lakier kryje słabo, jest dość wodnisty. By pokryć paznokcie należy nałożyć 3 warstwy.

Trwałość: I tu w odróżnieniu do konsystencji, lakier ma u mnie plusa, bowiem utrzymał się u mnie bez odprysków 4 dni! A potem mi się znudził:D Ale sądzę, że spokojnie przetrwałby jeszcze i 5-ty dzień.

Kolor: Zdjęcia bardzo dobrze oddają rzeczywisty kolor lakieru. Jest w sam raz na wakacje, w inną porę roku niż lato (no, może jeszcze na wiosnę) raczej aż tak nie podbiłby mojego serca. Przywodzi na myśl brzoskwinie lub morelki... Po prostu go kocham!

Zmywanie lakieru: Mimo trzech warstw zmywa się bardzo łatwo.

Czy polecam? Oj nie wiem czy potrafię być obiektywna... :P Powiem tak: nie jest to ideał lakieru, zresztą za tę cenę naprawdę trudno chyba ideał znaleźć. Według mnie kolor jest ciekawy, w zeszłym roku np. nie przypominam sobie, żeby taki pojawił się w ofercie jakiejkolwiek firmy. W tym, z tego co wiem, jest już w Golden Rose i był w limitce Essence. Minusem jest słabe krycie. Ale wiem, że wielu dziewczynom nie przeszkadza to, także zależy kto na co jest w stanie się zdecydować. Ja nie mówię nie :)

Dostępność: Ja kupiłam go w drogerii Jasmin, znajduje się też w sklepach/stoiskach Golden Rose oraz na ich stronie internetowej: www.goldenrose.pl .

Cena: 3,50zł.



P.S. Wczoraj rozpoczęłam trening z Ewą Chodakowską. Oo Boże... Jakiś kompletny hardcore! Ale liczę, że jakoś się przyzwyczaję do ćwiczeń w miarę systematycznego wykonywania ich.Ale mięśnie bolą, auć!


S.
Czytaj więcej »

Nowa współpraca

sobota, 21 lipca 2012
Jak zapewne wiele z Was, rozpoczęłam współpracę z firmą Green Pharmacy. Bardzo dziękuję Pani Kindze za błyskawiczną przesyłkę.
Mam nadzieję, że firma ta poradzi coś na moje ostatnio trochę zniszczone włosy:)


Wybrałam:

- Szampon do włosów tłustych u podstawy i suchych na końcach ŻEŃ-SZEŃ;
- Balsam do włosów przeciwko wypadaniu z olejkiem łopianowym;
- Olejek łopianowy ze skrzypem polnym przeciw wypadaniu włosów.

Nie długo recenzja... :)


S.
Czytaj więcej »

Krem przeciw potliwości stóp FARMONA

piątek, 20 lipca 2012
Hej dziewczyny,

Dziś pokażę Wam jeden z produktów, który dostałam na spotkaniu bloggerek kosmetycznych 1 czerwca w Warszawie. Stosuję go już przynajmniej ze 3 tygodnie, wcześniej nie odczuwałam musu korzystania z tego stypu kosmetyków, ale postanowiłam, że skoro go dostałam, to powinnam spróbować, poza tym jest lato, często odsłaniamy nasze stopy (no, chyba, że lato jest deszczowe tak jak w zeszłym roku, ale mam nadzieję, że powtórki z rozrywki nie będzie ;) ), warto więc o nie odpowiednio zadbać.
Mowa o produkcie firmy FARMONA - kremie przeciw nadmiernej potliwości stóp z szałwią z serii Herbal Care.




Po rozsmarowaniu


To zaczynamy recenzję;)


Opakowanie: Opakowanie to klasyczna tubka o pojemności 100ml, charakterystyczna, jak zdążyłam zauważyć, w drogeriach dla kremów do stóp. Jest poręczna, z aplikacją i wyciskaniem produktu nie ma żadnego problemu. Co ważne dla kobiet - tubkę otwiera się prosto dzięki wcięciu, dlatego nie musimy się martwić o połamane paznokcie lub zdarty lakier do paznokci.

Co zapewnia nam producent? Przede wszystkim naturalną ochronę przed potliwością stóp. Ekstrakt z szałwi lekarskiej wpływa na prawidłową pracę gruczołów potowych chroniąc nasze stopy przed poceniem i nieprzyjemnym zapachem. Odbywa się to poprzez kontrolowanie i spowalnianie wydzielania potu - nasze stopy mają pozostać suche i świeże. W kremie znajduje się również biosiarka, która chroni przed bakteriami i grzybami - również zapobiega występowaniu przykrego zapachu. Z kolei mentol pozostawia uczucie przyjemnego chłodu na stopach i wrażenie świeżości.
Producent twierdzi, iż po regularnym stosowaniu produktu skóra stóp stanie się aksamitnie miękka i gładka, a przy tym sucha i pozbawiona przykrego zapachu.
Krem nie zawiera również parabenów, sztucznych barwników i alkoholu.

Konsystencja: Trochę trudno mi opisać jego konsystencję. Jest to krem - jak widzimy po białej barwie przed rozsmarowaniem i po rozsmarowaniu - przezroczystej. Mam jednak wrażenie, że tak naprawdę jest żelo-kremem, bowiem rozsmarowywanie idzie trochę opornie, musimy trochę powcierać kosmetyk zanim uzyskamy przezroczystą konsystencję.

 Wydajność: Jak pisałam powyżej, krem stosuję już jakieś 3 tygodnie, raczej na noc, niekiedy jak mam czas, również w dzień, a trzymając w ręku tubkę mam wrażenie, że kosmetyku jest jeszcze naprawdę sporo. Dodatkowym plusem jest 33% gratis.

Zapach: Tu niestety według mnie firma się nie popisała. Kiedy po raz pierwszy otworzyłam tubkę i posmarowałam kremem stopy, szczerze mówiąc jedyną myślą jaką miałam w głowie było: "Rany, jak to strasznie cuchnie!". Nie wiem jak dla innych, ale dla mnie na początku zapach ten był wręcz nie do zniesienia. Musiałam wstrzymywać oddech podczas aplikacji. Potem stopniowo przyzwyczajałam się, teraz zapach mi już nie przeszkadza, ale mimo to nie zaliczę go na pewno do przyjemnej dla nosa woni.

Działanie: Czy zapewnienia producenta się u mnie sprawdziły? Cóż, na pewno skóra stóp jest bardziej miękka. Aksamitna raczej nie, ale zauważyłam, że firmy bardzo lubują się w umieszczaniu tego przymiotnika na kosmetykach:P Jeśli chodzi o sprawę potliwości stóp i niwelowania przykrego zapachu - myślę, że kosmetyk trochę pomógł. Plusem jest zawartość naturalnych składników i brak parabenów, alkoholu itp.

Ocena i czy polecam? Szczerze mówiąc ciężko jest mi stwierdzić, czy kupiłabym ten kosmetyk aby używać go ponownie. Na rynku jest zapewne wiele innych o podobnym działaniu, w dodatku posiadających zdecydowanie ładniejszy zapach. Ale kto wie. Ci, którzy nie próbowali - można spróbować, kosmetyku nie odradzam ale też bardzo szczególnie nie polecam. :)

Dostępność: Dostałam ten krem na spotkaniu kosmetycznym bloggerek, ale myślę, że powinien znajdować się w każdej drogerii oferującej kosmetyki Farmona. Z tego co wiem, można je dostać w niektórych aptekach, gdzieś czytałam, że nawet w Almie. Oprócz tego oczywiście ich strona internetowa: www.farmona.pl

Cena:  7zł/100ml


S.
Czytaj więcej »

Prześliczny koral od Golden Rose

wtorek, 17 lipca 2012
Hej dziewczyny!

Wracam po obronie!:D Dla tych, które jeszcze nie wiedzą - dziś obroniłam się na dwie 5!:D Miałam kochaną obstawę :) Jestem przeszczęśliwa i już wreszcie mam wakacje. Bardzo chciałam podziękować bloggerkom, które trzymały za mnie kciuki, w szczególności moim Karotce oraz Gray :) A teraz notka po sporej przerwie...


Dawno nie było w moich zbiorach nowych lakierów od Golden Rose. Wciąż w jakiś sposób jestem do nich uprzedzona - mam wrażenie, że aby pokryć całą płytkę potrzeba nam chyba z tysiąc warstw, przy tym lakier schnie strasznie wolno i łatwo o różne esy-floresy związane ze zbyt szybkim braniem się za różne czynności. Ale... Zostałam miło zaskoczona. Lakier Golden Rose Paris, nr. 237 miałam okazję testować dzięki mojej kochanej Ani, od której dostałam go w prezencie. (Jeszcze raz dziękuję, prezent i kartka wiele dla mnie znaczyła i skutecznie poprawiła nie zbyt wtedy dobry humorek :*).

Zerknijcie na zdjęcia:





Opakowanie: Bardzo podoba mi się projekt tej buteleczki. Niby jest zwyczajnie - szkło kryje w sobie 11ml lakieru, a rączka od pędzelka jest plastikowa, jednakże urzekło mnie podobieństwo do paryskiej Wieży Eiffla. Nie na darmo zresztą seria ta nosi nazwę "Paris" :) Pędzelek jest wąski, dość długi, ale nie utrudnia aplikacji lakieru.

Konsystencja: Bardziej kremowa niż żelkowa, nadaje leciutki połysk, ale nazwałabym go mimo wszystko raczej lakierem matowym(mój połysk osiągnęłam dzięki kropelkom przyśpieszającym wysuszanie Essence). Do pokrycia paznokcia wystarczą dwie warstwy.

Trwałość: Niestety tu jak to z trwałością GR u mnie bywa, już w pierwszym dniu pomalowania paznokci, lakier mi odprysnął. Żałuję, ponieważ kolor mnie urzekł.

Kolor: W zależności od światła, jest to koral wpadający bardziej w róż lub w czerwień. Uwielbiam koralowe lakiery do paznokci, więc tym bardziej jestem zadowolona, że taki właśnie prezent otrzymałam :)

Zmywanie lakieru: Brak jakichkolwiek narzekań z mojej strony w tej materii ;)

Czy polecam? Kolor mnie urzekł, trwałość - taka sobie, ale jak na GR i tak nieźle, nakłada się dobrze... Wiem, że dużo osób chwali sobie lakiery GR Paris i u nich długo się trzymają. Także jeśli nie spróbujecie, to się nie przekonacie :)

Dostępność: drogeria Jasmin, stoiska Golden Rose, ich strona WWW: www.goldenrose.pl
Cena: 5,20zł.

A wy co uważacie o lakierach GR Paris?:)

S.
Czytaj więcej »

Przerwa w blogowaniu

niedziela, 8 lipca 2012
W związku z tym, że wyjeżdżam na kilka dni, a potem poświęcę czas jedynie przygotowaniu się do obrony, muszę zawiesić bloga do 17.07. Po tym terminie wrócę ze zdwojoną siłą!:D Postaram się mimo wszystko zaglądać na Wasze blogi, a przynajmniej części :) Trzymajcie kciuki i do usłyszenia!




S.
Czytaj więcej »

Moje lipcowe grzechy kosmetyczne...

czwartek, 5 lipca 2012
A miałam nie kupować nic poza najpotrzebniejszymi rzeczami pod namiot... A tu, a to szampon z Alterry mi się przyda, a to masło z Isany kupię, bo podobno świetnie pachnie... I takiego koloru lakieru też jeszcze nie mam, w końcu to rozbielony błękit, prawie idealna mięta... Tia... Popatrzcie na moje ostatnie grzeszki...

Wyprawka na wyjazd (no, może oprócz lakieru, który się tu tak zaplątał...:P ):


Szampon z Alterry Granat i aloes do włosów suchych i zniszczonych - wzięłam aby akurat teraz go wypróbować, ponieważ na wielu blogach był zachwalany.

Żel pod prysznic Isany z witaminami i jogurtem - pachnie po prostu obłędnie!

Carex - żel antybakteryjny do rąk. Według mnie może się przydać podczas pobytu pod namiotem, gdzie dostęp do łazienki ma się zdecydowanie ograniczony. [do żelu dodane były nawilżające chusteczki Carexa, znajdujące się na drugim zdjęciu).

Pasty Colgate chyba nikomu przedstawiać nie trzeba ;)

Lakier Lovely Crystal Strenght, nr. 333, o ślicznym rozbielonym niebieskim kolorze, który niekiedy wpada w zieleń - czyli taka miętka, o której już niebawem więcej.


Chusteczki do demakijażu Cleanic - zanim wezmę je ze sobą, jednak przetestuję je w domu, żeby nie wyszło, że tuszu nie mogę zmyć i będę chodziła jak miś panda :)  Cena: 5zł/szt.

Dwa opakowania chusteczek nawilżających Celanic. Cena: ok. 4 zł/szt.


Chusteczki nawilżające Carex dodawane do żelu antybakteryjnego Carexa. Cena żelu z chusteczkami: ok. 10zł

Przezroczysta, zamykana torebka, która przyda się pewnie pod prysznicem. Nie zamoczę sobie rzeczy przynajmniej ;) Cena: ok. 2zł.

I moje nadprogramowe zakupy:


Dokupione chusteczki do demakijażu Cleanic na wyjazd

Szampon Alterry Makadamia i figa regenerujący - włosy słabe i łamliwe - o tym szamponie słyszałam różne opinie, wzięłam go głownie dlatego, że nie było dużej wersji z granatem i że był przeceniony z 9,49zł na 6zł.

Be Beauty nawilżający żel do mycia twarzy z drobinkami masującymi - taaak! Wreszcie dorwałam się do Biedronki, która posiada w swym asortymencie duuużo produkutów Be Beauty do twarzy. Ten właśnie używam i jestem z niego niesamowicie zadowolona. Cena: 4, 99zł.

Be Beauty peelingujący żel do mycia twarzy z drobinkami peelingującymi - zobaczymy jak się sprawdzi jako peeling do twarzy. Cena: 4, 99zł.

Be Beauty micelarny żel do mycia i demakijażu - to już osławiony micel Be Beauty (tak Karo, Twój ulubiony ;) ). Teraz i ja będę mogła go przetestować! Cena: 4,99zł.

Isana brzoskwiniowy żel do depilacji - zachęciła mnie cena i "niby-brzoskwiniowy" zapach. Zobaczymy jak się sprawdzi. Dotąd używałam zeli Gilette, które są dość drogie. Cena: 7zł.

Isana krem do ciała z masłem shea i kakao - ostatnimi czasy sporo było o tym kremie na blogach, przede wszystkim ze względu na jego zapach. Na swoją kolej jeszcze trochę poczeka, bo mam przed nim kolejkę maseł itp. do ciała, ale mam nadzieję, że jak zacznę go stosować to nie będę żałować zakupu. Cena: 10zł.


Cóż.. Chyba dużo grzechów nie popełniłam, nie? ;)


S.
Czytaj więcej »

Miętowa ochłoda z My Secret 148 Mint (DUŻO ZDJĘĆ!)

wtorek, 3 lipca 2012
Uff, jak gorąco i duszno... Niby zawsze mówiłam, że wolę upał niż deszcz i zimno, ale teraz jednak trochę stopni mniej by się przydało... Aż uczyć się do obrony nie da! Dla ochłody przychodzę dziś do Was z pewnie już powszechnie znanym lakierem My Secret 148 Mint. Lakier jest nazywany miętą, ale szczerze mówiąc taka prawdziwa mięta to rozbielona zieleń i znalazłam ją jedynie kiedyś w lakierach China Glaze. Nigdy już więcej takowej na oczy nie widziałam, zwłaszcza w Polsce.
A teraz zdjęcia dla ochłody:




Dla odmiany dodałam też topper Essence Circus Confetti:


Nawet widać nie zmytego wacikiem nasączonym w zmywaczu do paznokci palca:P


Po dniu zastanawiania się nałożyłam topper na resztę paznokci:


Buteleczka: zawiera w sobie 10ml lakieru do paznokci. Jest to mały, szklany kwadracik z małą, plastikową, prostokątną nakrętką. cała buteleczka jest dość wygodna i zajmuje mało miejsca.

Kolor/zapach: jak napisałam we wstępie do notki, tego typu kolory określane są jako mięty. Mi się jak najbardziej takie odcienie podobają, ale dla mnie to jest raczej jasny niebieski:) Jeśli chodzi o zapach, tradycyjnie tak jak lakier - średnio duszący, powiedziałabym ;)

Konsystencja: zdecydowanie kremowa, lakier nakłada się na tyle dobrze, że dwie warstwy idealnie kryją cały paznokieć. Określiłabym go jednak jako lakier raczej matowy, niż z połyskiem, na co nie narzekam.

Pędzelek:  Wygodny, dobrze się nim maluje. Nie rozchodzi się na wszystkie strony jak w moim pierwszym nabytku z My Secret - lakierze Lavender.

Trwałość: Niestety odprysnął już pierwszego dnia w dwóch miejscach, ale podejrzewam, że z moimi paznokciami zaczyna się robić coś nie tak, a dokładnie chodzi o to, że strasznie się łamią i rozdwajają, co też może być przyczyną wczesnego schodzenia lakieru. Warto wspomnieć, że po nałożeniu toppera Essence, mogłabym pewnie wszystko razem nosić przez tydzień. Ale cóż, znudziło mi się i... Musiałam się pomęczyć, żeby go zmyć... No właśnie i tu przejdę do kolejnego, w tej notce chyba dość istotnego punktu, a mianowicie...

Zmywanie lakieru: Zapewne ze zmyciem samego lakieru My Secret nie miałabym problemu, ale jak chyba każda z dziewczyn wie - toppery ze świecącymi drobinkami zmywa się fatalnie. Użyłam więc do tego metody z folią aluminiową. Położyłam na paznokcie waciki nasączone w zmywaczu do paznokci, a palce owinęłam folią. Trzymałam mniej więcej ok. 15 minut jedną rękę (prawą), drugą (lewą) pewnie ok. 10 min. I co ujrzałam po zdjęciu folii i wacików na prawej ręce? Niebieskie odbarwienia od lakieru My Secret! Chyba dopiero po 4 dniach udało mi się je zmyć. Jak myślicie, czy za długo trzymałam paznokcie w folii? Na lewej ręce było wszystko ok...

Dostępność: Drogerie Natura
Cena: ok. 6zł.

Czy polecam? Jak za taką cenę, myślę, że lakier naprawdę dobry. (nie zwracajcie uwagi na mój dzień noszenia :P)


S.

P.S.  Wygrałam w rozdaniu na blogu OBSSESION suflet różany! (Dzięki Gray za cynk :P :*) Jak tylko dostanę paczuszkę, to się Wam pochwalę!:D
Czytaj więcej »

Róż z limitki Catrice Revoltaire

niedziela, 1 lipca 2012
Dziś o nowe limitce Catrice Revoltaire, która jest już dostępna w Drogeriach Natura. Będzie to raczej dość krótki post, ponieważ nie stosuję tego różu zbyt długo, a i myślę, że za bardzo rozwodzić się nad nim nie ma co. Umieszczam tu jego recenzję, ponieważ jest to jedna z najnowszych limitek na rynku i może jednak mój opis pomoże komuś w zdecydowaniu się bądź odrzuceniu go.:) Jednocześnie chciałam wspomnieć, że nie długo moja obrona, a przed nią jeszcze wyjazd na Mazury, więc myślę, że pojawią się może jeszcze jedna/dwie notki, kolejne pewnie dopiero po 17.07.

Ale do rzeczy! Skusiłam się tylko na róż ombre, jakoś ostatnio lakiery Catrice skutecznie mnie do siebie zniechęciły, a cienie (choć były zamknięte w naprawdę ładniejszym opakowaniu niż róż) postanowiłam pozostawić na półce nietknięte. Czy warto było kupić ten róż?




Od lewej: środek różu, góra różu, dół różu

Podpis jak wyżej ;)

 Opakowanie: Niestety dość prymitywne, zwykłe plastikowe, otwierane pudełeczko, które kryje w sobie śliczny róż ombre.

Konsystencja:  Jest to róż w formie sypkiej, w zależności od naszych chęci, możemy nabrać ten z góry - wtedy osiągniemy raczej efekt rozświetlacza, ten z środka (czyli trochę ciemniejszy) lub ten z dołu. Najlepiej jest pomieszać kolory, ale jak kto woli. Jak widać na swatchach, róż jest świecący, co bardzo lubię:)

Stosowanie: Użyłam go przez miniony tydzień już kilka razy. Ale szczerze mówiąc szczególnie mnie nie zachwycił, raz chyba nałożyła go sobie nawet za dużo... Wydaje mi się, że po różach ze Sleek, jednak trudno będzie o zachwycenie mnie w tej materii... No chyba, że będzie to The Balm, na którego mam ostatnio chęć.

Wydajność: Na razie w tej kwestii niestety nie mogę nic powiedzieć, ale maznęłam już po nim kilka razy pędzlem, nawet mieszałam kolory i ubytku żadnego nie ma, róż pozostał w takiej formie, w jakiej go kupiłam.

Kolor/zapach: Kolory to raczej jasne róże połączony z tym ciemniejszym. Mi się podobają, są bardzo uniwersalne. Jeśli chodzi o zapach, jest on prawie nie wyczuwalny, aczkolwiek dość przyjemny.

Trwałość na twarzy: Z trwałością nie jest źle, praktycznie utrzymał się przez pół dnia. Nie wiem jak dalej, bo zmyłam cały makijaż. ;)

Czy polecam? Szczerze mówiąc nie sądzę by był to kosmetyk, który TRZEBA mieć w swej kosmetyczce, bo na rynku jest dużo bardzo podobnych i być może lepszych produktów.

Dostępność: Drogeria Natura
Cena: niestety nie pamiętam i wyrzuciłam już paragon, ale CHYBA ok. 10zł lub trochę powyżej.

I jak wygląda na policzkach. Niestety światło mi nie sprzyjało i za nic nie mogłam dobrze wykonać zdjęcia:


A wy skusiłyście się na coś z tej limitki?






S.
Czytaj więcej »




SZABLON BY: PANNA VEJJS.