Mój HIT listopada, czyli Lancome Creme-Mousse Confort - pianka myjąca do skóry suchej i wrażliwej

niedziela, 27 listopada 2016
Często mówi się, że bardzo ważne w codziennej pielęgnacji cery jest nie tylko jej nawilżenie oraz dostarczenie niezbędnych składników odżywczych, ale również, a może przede wszystkim oczyszczanie skóry z pozostałości makijażu lub nieczystości. 
Ponieważ nigdy nie miałam jeszcze okazji przetestować na własnej cerze oczyszczenia z wyższej póki, gdy tylko nadarzyła się okazja, postanowiłam za pośrednictwem perfumerii El Nino Parfum (wcześniej - Perfumy-Perfumeria.pl) zamówić piankę oczyszczającą do skóry wrażliwej i suchej marki Lancome. Jeśli jesteście ciekawe jak się sprawdziła i czy jest warta sięgnięcia po nią na tę jedną z najwyższych półek, zapraszam do dalszego czytania :)

Czytaj więcej »

Absolutny must have do pielęgnacji ust - NUXE Reve de miel

sobota, 5 listopada 2016
Tak, tak! Tym razem będzie o balsamie do ust, po pierwsze - ponieważ zdaje się, że ten temat u mnie nieco był pomijany, a po drugie - wreszcie uległam namowom wielu z Was i wypróbowałam popularny w blogosferze słoiczek z logiem marki NUXE. Mowa oczywiście o znanym i powszechnie chwalonym Reve de miel (cena ok. 30zł). I wreszcie mogę stwierdzić, że uczucie suchych i szorstkich ust to u mnie przeszłość, do której raczej nie powrócę dopóki będzie ze mną ten cudotwórca.

Nuxe Reve de miel
Czytaj więcej »

Kolejna odsłona mineralnej miłości z marką Pixie Cosmetics

środa, 2 listopada 2016
Cześć kochane! Zapewne wiele z Was wie, że od kilku lat wierna jestem podkładom mineralnym i obecnie nie wyobrażam sobie bez nich codziennego makijażu. Co prawda od czasu do czasu zdarzy mi się popełnić małe grzeszki i skoczyć w bok, zdradzając mój ulubiony minerał z podkładem o konsystencji płynnej, ale raczej moje romanse nie trwają zbyt długo i powracam skruszona do minerałów. Jednak jak każda kobieta, lubię zmiany i próbowanie nowości, stąd też zdecydowałam się na przetestowanie zupełnie nowej dla mnie marki mineralnej, która już chwilę znajduje się na naszym rynku. 

Pixie Cosmetics, bo o tej firmie mowa, powstała w 2009 roku i przez cały okres swojego trwania skupia się na dostarczaniu nam, kobietom kosmetyków jak najlepszej jakości - o naturalnych, przyjaznych skórze recepturach. Dba również o wydobycie naszego naturalnego piękna. Marka ma w swoim asortymencie podkłady, pudry, róże, korektor, a także pędzle. Każda z nas, więc z pewnością znajdzie dla siebie produkt idealny. Czy i ja znalazłam?

Pixie Cosmetics

Produkty, które miałam okazję przetestować to Minreals Love Botanicals, czyli podkład mineralny w pudrze o kolorze Porcelain, Moon Kissed Beauty Immediate Beauty Powder, inaczej puder rozświetlająco-modelujący oraz Mega Matte Kapok Tree Powder, który jest niczym innym jak pudrem matująco-wygładzającym. Dwa pierwsze posiadam w wersji 6,5 g, w standardowym, okrągłym słoiczku z czarną, matową zakrętką i logiem marki w kształcie P. Produkt w środku zabezpieczony jest folijką, którą podczas pierwszego użycia należy odkleić. Produkt wydobywany jest ze słoiczka poprzez małe, kwadratowe dziurki. Trzeci z produktów, czyli puder matująco-wygładzający otrzymałam w postaci tzw. solniczki i już teraz mogę Wam napisać, że nie jest to zbyt wygodna forma - zdecydowanie wolę klasyczne słoiczki. W przypadku tej formy bowiem nie możecie użyć wieczka kosmetyku do wysypania proszku i powolnego maczania w nim pędzla. Ale przejdźmy teraz do bardziej szczegółowego opisu poszczególnych produktów.

Pixie Cosmetics


Czytaj więcej »

Straszne poszukiwania... Pędzla idealnego ;)

poniedziałek, 31 października 2016
Cześć kochane, dawno mnie tu nie było. Wiem, że już takich powrotów było x, ale w ostatnim czasie postanowiłam bardziej skupić się na rozwoju osobistym, pracy, rodzinie i najbliższym. I tak czas nieubłagalnie ucieka, a ja mimo ogromnej chęci do powrotu tutaj, musiałam najpierw uporządkować pewne sprawy. Tęskno mi do tych dni, kiedy studiowałam i tak naprawdę to było moje jedyne "zmartwienie" ;) Wtedy mogłam poświęcić się w całości blogowi. Od jakiegoś czasu jednak sytuacja się u mnie zmieniła, a zmiana dosłownie pogania zmianę. Mam nadzieję jednak, że w końcu za którymś razem uda mi się tu powrócić na dobre i pogodzić życie codziennie z tym życiem online. Ale dość już o mnie, bo nie przybyłam tu dziś, aby opowiadać Wam o sobie. 
Dzisiejszy dzień szczególny jest dla mieszkańców USA, ponieważ chyba tam najhuczniej obchodzone jest Halloween. Chociaż i w Polsce coraz częściej obserwuje się tendencję do zapatrywania na ten daleki kraj zachodni w kwestii tego święta. W weekendy popularne są teraz imprezy halloweenowe w klubach, a dzieciaki coraz częściej pukają do drzwi ze śpiewnym trick or treat na ustach. To jakie zdanie macie na temat tego święta w całości pozostawiam Wam i przedstawiam produkt, który jest zdecydowanym niezbędnikiem do stworzenia make-up'u. Nie tylko tego na Halloween, ale i na co dzień. Ale jako że dziś święto dyń, pająków, czarownic i innych przerażających istot, postanowiłam post ten ubrać w nieco halloweenowe dekoracje.



Pędzli Hakuro zapewne żadnej z Was nie muszę przedstawiać. Co prawda może nie każda z kobiet czytających ten wpis miała okazję używać tych pędzli, ale na pewno większość z Was kojarzy chociażby samą nazwę. Ja póki co najwięcej mam pędzli właśnie tej marki, posiadam w swojej kolekcji również pędzel Real Techniques, ale to pojedyncza sztuka.

Dziś pragnę przedstawić Wam pędzel Hakuro H55 powszechnie nazywanym pędzlem do pudru - w szerokim tego słowa znaczeniu. Zamówiłam go w zaprzyjaźnionej perfumerii - Elnino Parfum.Włosie zamknięte jest w srebrnej główce,  która kończy się czarną rączką. Całość pędzla wygląda, więc bardzo elegancko i minimalistycznie. Jedyne, do czego mogłabym się tu przyczepić jest ścieranie się po jakimś czasie napisu informującego o modelu pędzla. Szkoda, bo nie zawsze pamięta się jaki model kupiłyśmy, a ta informacja zdecydowanie przydaje się w momencie chęci polecenia pędzla lub kupna sobie takiego samego, ponieważ np. wcześniejszy egzemplarz nam się zużył. Całość jest bardzo masywna i H55 nazwałabym nawet grubaskiem.



Teraz coś na temat włosia, otóż jest to włosie syntetyczne, które jest niesamowicie miękkie i przyjemne w dotyku. Przy czym jest bardzo sprężyste i gęste. Nie zauważyłam też, aby włoski wychodziły, nie dzieje się też tak zresztą w przypadku pędzli Hakuro, które mam i używam już kilka lat.

H55 używam do rozprowadzania rozświetlacza i w tej roli produkt sprawdza się naprawdę dobrze. Wystarczy lekkie dotknięcie rozświetlacza, a następnie muśnięcie pędzlem kości policzkowych, aby rozprowadzić produkt. Efekt jest naturalny, ale dość widoczny. 
Przyznam, że nie próbowałam stosować produktu wraz z innymi kosmetykami sypkimi, ale podejrzewam, że sprawdziłby się równie dobrze. 



Niestety w Perfumy-Perfumeria.pl póki co nie ma H55 na stanie, polecam jednak spojrzeć na inne pędzle Hakuro - chociażby H50, który świetnie sprawdza się do podkładów zarówno płynnych jak i sypkich oraz H24, który cudownie rozprowadza wszelkiej maści róże! KLIK.

Znacie pędzle Hakuro? Macie swoje ulubione?

Buziaki,
Sylwia
Czytaj więcej »




SZABLON BY: PANNA VEJJS.